„Bestia ze Wschodu” wraca do Polski. IMGW ostrzega. Nadejdzie bardzo szybko i bez ostrzeżenia
Pogoda w najbliższych dniach nie da nam chwili wytchnienia. Synoptycy ostrzegają przed wyjątkowo niebezpiecznym układem zjawisk, który może mocno dać się we znaki kierowcom, pieszym i służbom drogowym. Zanim zima pokaże swoje najostrzejsze oblicze, czeka nas etap, który bywa groźniejszy niż sam mróz.
- Pogodowy chaos tuż przed silnym ochłodzeniem
- Zima nie powiedziała ostatniego słowa
- Najpierw gołoledź, potem „Bestia ze Wschodu”
Pogodowy chaos tuż przed silnym ochłodzeniem
Najbliższe dni przyniosą aurę pełną sprzeczności. Z jednej strony pojawią się chwile względnego ocieplenia, z drugiej - warunki, które mogą w krótkim czasie doprowadzić do paraliżu komunikacyjnego. To typowa sytuacja przejściowa, kiedy do Polski napływają masy powietrza o zupełnie różnych właściwościach.
Meteorolodzy podkreślają, że właśnie takie okresy są najbardziej zdradliwe. Temperatura balansująca wokół zera, wilgotne powietrze i słabe przewietrzanie sprzyjają powstawaniu zjawisk, które trudno przewidzieć z wyprzedzeniem kilku godzin. Nawierzchnie dróg i chodników mogą wyglądać na mokre, podczas gdy w rzeczywistości pokrywa je cienka, niemal niewidoczna warstwa lodu.
Eksperci zwracają uwagę, że w takich warunkach rośnie liczba kolizji i wypadków, a służby ratunkowe oraz drogowcy pracują na najwyższych obrotach. To dopiero wstęp do większej zmiany w pogodzie, która, jak zapowiadają synoptycy, nadejdzie bardzo szybko i bez ostrzeżenia.
Zima nie powiedziała ostatniego słowa
Choć wielu liczyło na stopniowe przechodzenie w przedwiośnie, prognozy jasno pokazują, że natura ma inne plany. Nad Europą zaczyna formować się układ baryczny, który w przeszłości przynosił wyjątkowo dotkliwe ochłodzenia. W jego centrum znajduje się chłodne, kontynentalne powietrze, gotowe do spłynięcia na zachód.
Synoptycy uspokajają, że nie będzie to natychmiastowy atak mrozu, lecz proces rozciągnięty w czasie. Najpierw pojawią się zjawiska przejściowe, które przygotują grunt pod późniejsze gwałtowne spadki temperatur. To właśnie ten etap bywa najbardziej problematyczny, bo łączy w sobie wilgoć, opady i szybko zmieniające się warunki termiczne.
Dla wielu regionów oznacza to konieczność zachowania szczególnej ostrożności i śledzenia komunikatów pogodowych. Dopiero po tej fazie nastąpi to, czego obawiają się najbardziej - wyraźny powrót zimy w jej surowej odsłonie.
Najpierw gołoledź, potem „Bestia ze Wschodu”
Szczegóły prognoz nie pozostawiają złudzeń. W pierwszym etapie kraj zostanie podzielony na strefy o skrajnie różnych warunkach. Na północy i w centrum pojawią się opady deszczu oraz deszczu ze śniegiem, które przy gruncie będą zamarzać. Ryzyko wystąpienia gołoledzi będzie bardzo wysokie, zwłaszcza nocami i nad ranem, gdy temperatura spadnie poniżej zera.
Po weekendzie nastąpi gwałtowny zwrot. Opady stopniowo przejdą w śnieg, a rozpogodzenia, szczególnie na północnym wschodzie, otworzą drogę do silnej radiacji ciepła. To właśnie wtedy termometry mogą pokazać wartości dwucyfrowe na minusie. Lokalnie możliwe są spadki temperatury poniżej -20°C, co synoptycy określają mianem powrotu „Bestii ze Wschodu”.
Na tym jednak nie koniec zagrożeń. Kolejne dni przyniosą nową falę opadów, tym razem na południu kraju. Przy silnie wychłodzonym podłożu nawet niewielki deszcz może natychmiast zamarzać, zamieniając drogi w lodowiska. Kontrast temperatur między regionami będzie ogromny - od głębokiego mrozu na północnym wschodzie po kilka stopni powyżej zera na południu. To połączenie sprawia, że nadchodzący tydzień może okazać się jednym z najbardziej niebezpiecznych tej zimy.