Była 7:47, gdy w PnŚ przekazano druzgocącą wiadomość. Przez to mogą stracić fortunę
Dzisiejsze wydanie programu “Pytanie na Śniadanie” wstrząsnęło widzami. Równo o godzinie 7:47 prowadzący przekazali druzgocącą wiadomość związaną zimową aurą. Tym razem nie chodziło jednak o pogodę, a o to, na jak wysokie kary są narażeni Polacy przez swoją nieświadomość. Po raz kolejny udowadnia to, że nieznajomość prawa szkodzi.
Czym jest "Pytanie na Śniadanie"
"Pytanie na Śniadanie" to polski poranny magazyn telewizyjny nadawany przez TVP2. Jego pierwsza emisja miała miejsce 2 września 2002 roku. Program nadaje się codziennie — stanowi część porannej ramówki — i trwa kilka godzin. W jego formule pojawiają się rozmowy prowadzących z zaproszonymi gośćmi i ekspertami, którzy dzielą się wiedzą i poradami na temat zdrowia, stylu życia, psychologii, prawa, mody czy kulinariów.
Oprócz rozmów i poradników, „Pytanie na śniadanie” oferuje też różnorodne bloków tematycznych — m.in. kuchnię: przepisy kulinarne, inspiracje, gotowanie; aktualności kulturalne; rekomendacje z zakresu rozrywki, mody i stylu życia; a także felietony, występy muzyczne czy prognozę pogody.
Przez lata program zyskał opinię wiarygodnego, a zarazem przyjaznego widzowi magazynu — połączenia użytecznej wiedzy, porad praktycznych i lżejszej rozrywki. Dzięki temu towarzyszy wielu Polakom od rana, łącząc elementy informacji, edukacji i rozrywki — takim „towarzyszem dnia codziennego” przy śniadaniu czy porannej kawie. Jeśli chcesz — mogę też przygotować krótką historię zmian formatu i najważniejsze etapy rozwoju PnŚ.
W dzisiejszym wydaniu “PnŚ” poza standardowymi informacjami o pogodzie, czy wydarzeniach z życia Polski, przekazano informacje o ogromnych karach za wiele błędów, które popełniamy zimą. Widzowie wprost nie mogli w to uwierzyć.
Kosztowny błąd kierowców
Wątpliwość, którą wielu kierowców lekceważy, czyli „a co, jeśli tylko na chwilę włączę silnik na parkingu”, okazuje się kosztowna. Zgodnie z Prawem o ruchu drogowym zabronione jest pozostawianie włączonego silnika podczas postoju na obszarze zabudowanym, jeśli pojazd stoi dłużej niż minutę.
W praktyce oznacza to, że samochód nie może stać na chodzie tylko po to, by np. ogrzać wnętrze lub rozmrozić szyby. W przeciwnym razie kierowca może dostać mandat w wysokości 100 zł. Jeśli dodatkowo silnik generuje hałas albo nadmierną emisję spalin to kara może sięgać nawet 300 zł.
Dla wielu zakaz ten brzmi jak przesada, ale chodzi o coś więcej niż tylko „oszczędność paliwa”. Niepotrzebne spaliny i hałas mogą przeszkadzać innym mieszkańcom, a długie trwanie silnika na biegu jałowym często wiąże się z oddaleniem się kierowcy, co samo w sobie może być uznane za wykroczenie.
Śnieg i lód mogą cię kosztować tysiące
Kiedy na dachach i maskach osiada śnieg lub lód, wielu kierowców to ignoruje. Jednak nie należy tak robić, bo Według przepisów pojazd uczestniczący w ruchu musi być przygotowany, a to oznacza całkowite usunięcie śniegu i lodu ze wszystkich elementów auta: szyb, dachu, reflektorów, lusterek, tablic rejestracyjnych, maski, bagażnika. Kary są bolesne, bo nawet do 3000 zł mandatu oraz 12 punktów karnych.
Policja ostrzega, że spadający śnieg może być śmiertelnie niebezpieczny dla innych pasażerów drogi. Ponadto, jeśli światła lub tablice rejestracyjne zostaną zasłonięte, można dostać dodatkowy mandat, kolejne 300 zł za światła i 500 zł za tablice. Należy pamiętać, że odśnieżanie auta z włączonym silnikiem to również ryzyko, a w terenie zabudowanym grozi za to 100 zł mandatu.
Lekkomyślność, która może skończyć się tragedią na drodze
„Jechać na czołgistę”, czyli jechać z zasypanym autem, licząc, że „jakoś to będzie”, może zaboleć twoją kieszeń. Śnieg na dachu, który przy prędkości spada na szybę, może na ułamek sekundy zaburzyć widoczność kierowcy albo, co gorsza spaść na jadące z tyłu auto i wywołać zamieszanie.
W razie wypadku kierowca, który dopuścił się takiej lekkomyślności, może odpowiadać nie tylko mandatem, ale też cywilnie (z tytułu szkody), a nawet utracić prawo do odszkodowania.
W praktyce „na czołgistę” to często: „szyby przetarłem, więc można jechać”. Niestety to nie wystarczy, bo jedno gwałtowne hamowanie, a śnieg zadrży, spadnie, zasypie szybę i nawet chwila nieuwagi może skończyć się tragedią. W takich przypadkach mandaty to najmniejszy problem, bo przede wszystkim liczy się bezpieczeństwo.