Czy koperta dla księdza podczas kolędy to obowiązek? Ksiądz mówi wprost
Tradycyjna wizyta duszpasterska, czyli kolęda, zawsze wywołuje w Polsce jedno gorące pytanie: jaka kwota w kopercie będzie „w sam raz”? Odpowiedzi nie ma na papierze, ale w praktyce Polacy mają swoje zwyczaje — a zdania duchownych mogą zaskoczyć.
- Tradycja kolędy w Polsce – zwyczaje i oczekiwania
- „Ile dać w kopercie?” – pytanie, które zawsze wraca
- Opinie duchownych i zaskakujące praktyki w praktyce wiernych
Dobrowolna tradycja bez cennika
Kolęda to tradycyjna wizyta duszpasterska, która wciąż odgrywa ważną rolę w życiu wielu polskich rodzin, jednak nie jest to usługa z taryfikatorem, mimo że niektórzy mogą ją tak odbierać. Oficjalnie ofiara nie jest obowiązkowa — podkreślają kościelne źródła — a najważniejszym elementem wizyty pozostają modlitwa, błogosławieństwo domu oraz rozmowa z księdzem. To czas refleksji, wsparcia duchowego i integracji z lokalną wspólnotą parafialną, a pieniądze są jedynie dodatkiem, a nie celem wizyty.
W praktyce wygląda to jednak nieco inaczej. W wielu domach podczas kolędy pojawia się koperta z datkiem, który ma wesprzeć działalność parafii lub lokalne inicjatywy kościelne.
Niektórzy decydują się nie wręczać żadnej kwoty i jest to całkowicie akceptowalne, zwłaszcza jeśli domowy budżet nie pozwala na datki lub domownicy tak postanowią. Tradycja ta łączy więc duchowe wartości z praktycznym wsparciem wspólnoty, a każdy może ją realizować w sposób zgodny ze swoimi możliwościami i przekonaniami.
O jakich kwotach mowa?
Tyle najczęściej ląduje w kopercie
Badania opinii wskazują, że chociaż nie ma oficjalnej kwoty, to w praktyce najczęściej Polacy wrzucają do koperty pieniądze z określonych widełek:
- najpopularniejszym zakresem są 50–200 zł; około jednej trzeciej respondentów deklaruje właśnie takie sumy, jeśli przyjmuje kolędę;
- równie często spotyka się 40–60 zł lub 60–100 zł;
- w regionach i mniejszych miejscowościach bywają kwoty jeszcze niższe (np. 20–50 zł), a symboliczne wrzutki typu 10 zł też się zdarzają.
Takie widełki wynikają z tego, że każdy daje „co łaska” — czyli tyle, na ile go stać, a kwota uzależniona jest od możliwości finansowych i lokalnych zwyczajów.
Ksiądz proboszcz jednej z warszawskich parafii, Bogdan Bartołd, podkreśla, że podczas wizyty duszpasterskiej „nie ma żadnych wymagań”.
Nie wszyscy jednak dają taką kwotę.
Niektórzy dają więcej — i są różne reakcje
Chociaż większość datków mieści się w opisanych widełkach, w pojedynczych przypadkach kwoty potrafią być znacznie wyższe. W mediach pojawiły się relacje księży, którym rodziny wręczyły nawet kilka tysięcy złotych, co samo w sobie budziło zdziwienie duchownych i dyskusje w mediach społecznościowych.
Duchowni często podkreślają, że nawet jeśli ktoś chce przekazać więcej, nie powinno to być postrzegane jako „opłata za wizytę”. Środki te trafiają na różne cele — od remontów po działalność charytatywną — a kluczowe jest spotkanie, a nie suma na rachunku.