Dramatyczne odkrycie w USA. Funkcjonariusze nie mogli uwierzyć
Na pierwszy rzut oka była to zwykła interwencja, jedna z wielu, jakie każdego dnia podejmują funkcjonariusze. Nikt nie spodziewał się, że za zamkniętymi drzwiami niepozornego domu kryje się historia, która w krótkim czasie poruszy opinię publiczną i stanie się symbolem jednego z najbardziej wstrząsających śledztw ostatnich lat.
- Zwykła interwencja, która zmieniła bieg wydarzeń
- Tajemnice kryjące się za zamkniętymi drzwiami
- Wstrząsające śledztwo i jego znaczenie dla opinii publicznej
Makabra za zamkniętymi drzwiami
Do odkrycia doszło w Pensylwanii, gdzie funkcjonariusze weszli do domu należącego do Jonathana Gerlacha. Na miejscu natrafili na dziesiątki pudeł, worków i plastikowych pojemników wypełnionych kośćmi, czaszkami i fragmentami szkieletów.
Część szczątków była posegregowana i opisana, co od razu wzbudziło podejrzenia śledczych, że nie mamy do czynienia z chaosem, lecz z precyzyjnie prowadzonym procederem. Skala znaleziska była tak duża, że nawet doświadczeni policjanci przyznawali, iż nigdy wcześniej nie spotkali się z podobnym przypadkiem. Dom, który z zewnątrz nie wyróżniał się niczym szczególnym, skrywał w sobie przerażającą tajemnicę.
Podejrzenie czarnego rynku
Zatrzymany 34-latek usłyszał niemal 500 zarzutów karnych, w tym profanacji zwłok, bezczeszczenia miejsc pochówku, kradzieży szczątków oraz włamań na cmentarze. Prokuratura nie wyklucza, że mężczyzna był częścią większej sieci zajmującej się nielegalnym obrotem ludzkimi kośćmi.
Tego typu handel, choć dla wielu niewyobrażalny, funkcjonuje w internecie, często w zamkniętych grupach w mediach społecznościowych. Śledczy badają, czy szczątki były sprzedawane kolekcjonerom lub wykorzystywane do celów edukacyjnych bez wymaganych zezwoleń. Każdy nowy trop rodzi kolejne pytania o skalę i zasięg tego procederu.
Kim były ofiary?
Jednym z najtrudniejszych etapów dochodzenia jest identyfikacja szczątków. Wiele z nich może pochodzić z dawnych pochówków, co znacząco utrudnia ustalenie tożsamości zmarłych. Policja współpracuje z antropologami sądowymi oraz laboratoriami DNA, próbując określić liczbę ofiar, ich wiek oraz miejsca pochodzenia szczątków.
Nie można wykluczyć, że przez lata rodziny nie miały pojęcia, iż groby ich bliskich zostały naruszone. Sprawa wywołała ogólnokrajowy szok i ponownie rozpaliła debatę o lukach w prawie oraz o tym, jak łatwo w cieniu internetu mogą działać najbardziej makabryczne formy przestępczości.