Głośna sprawa Dino ma ciąg dalszy. Kierowniczka zwolniona po nagłośnieniu warunków pracy
Sprawa warunków pracy w jednym ze sklepów Dino w Sochaczewie nabiera nowego wymiaru. Katarzyna Kiwerska, która nagłośniła problem bardzo niskich temperatur w placówce, została zwolniona z pracy. W wypowiedzeniu wskazano „ciężkie naruszenie obowiązków”. Była kierowniczka zapowiada, że sprawa trafi do sądu.
- Interwencja, która odbiła się echem w całym kraju
- „Ciężkie naruszenie obowiązków” powód bez szczegółów
- Sprawa trafi do sądu. Związkowcy alarmują
Interwencja, która odbiła się echem w całym kraju
Kilka tygodni temu o sklepie Dino w Sochaczewie zrobiło się głośno w całej Polsce. Pracownicy mieli wykonywać swoje obowiązki w temperaturze sięgającej zaledwie kilku stopni Celsjusza. Sprawą zainteresował się poseł Adrian Zandberg, który przeprowadził interwencję poselską w związku z warunkami pracy. W przestrzeni publicznej pojawiły się informacje, że w niektórych pomieszczeniach temperatura wynosiła nawet 6 stopni C.
To jest skandal. Pracownicy Dino wykonują swoje obowiązki w warunkach zagrażających zdrowiu. Praca w temperaturze kilku stopni jest niezgodna z polskim prawem - mówił w rozmowie z "Faktem" Zandberg.
Katarzyna Kiwerska, wówczas kierowniczka placówki, podkreślała, że jako osoba odpowiedzialna za sklep ma obowiązek reagować, gdy warunki pracy mogą zagrażać zdrowiu pracowników. W jej ocenie przepisy kodeksu pracy są nadrzędne wobec wewnętrznych procedur firmy.
Jak podaje “Fakt”, niedługo po nagłośnieniu sprawy kobieta została zwolniona. Wypowiedzenie wręczono jej w trakcie zwykłego dnia pracy, a ona sama musiała natychmiast zdać klucze i opuścić sklep.
„Ciężkie naruszenie obowiązków” powód bez szczegółów
W dokumencie rozwiązującym umowę wskazano jako przyczynę „ciężkie naruszenie obowiązków”. Jak relacjonuje Kiwerska w rozmowie z portalem, nie ma w nim odniesienia do interwencji poselskiej ani do kwestii temperatur w sklepie. Jej zdaniem sformułowanie użyte w wypowiedzeniu jest bardzo ogólne i może obejmować szeroki zakres zarzutów.
Wpisano "ciężkie naruszenie obowiązków". To tak naprawdę wszystko i nic. Pod taki zapis można podpiąć bardzo wiele rzeczy. W tej chwili sytuacja jest tak absurdalna, że chyba pozostaje mi się tylko śmiać. Płakać nie będę, bo po co - powiedziała.
Była kierowniczka przyznaje, że spodziewała się takiego scenariusza. Twierdzi, że po nagłośnieniu problemu odczuwała wyraźne napięcie w relacjach z pracodawcą. Decyzję o zwolnieniu uznaje za konsekwencję swoich działań związanych z informowaniem o warunkach pracy.
“Fakt” wysłał pytania do sieć Dino, jednak dotąd nie uzyskał odpowiedzi. Spór budzi duże zainteresowanie opinii publicznej, zwłaszcza że dotyczy kwestii bezpieczeństwa i praw pracowniczych.
Sprawa trafi do sądu. Związkowcy alarmują
Katarzyna Kiwerska zapowiada skierowanie sprawy na drogę sądową. Podkreśla, że nie zamierza wracać do pracy w tej samej firmie, nawet jeśli zapadłaby decyzja o jej przywróceniu.
Związkowcy z OPZZ Konfederacja Pracy wskazują, że kobieta mogła być objęta ochroną jako działaczka związkowa i sygnalistka zgłaszająca nieprawidłowości. Według nich w takiej sytuacji pracodawca powinien przeprowadzić odpowiednie konsultacje przed rozwiązaniem umowy.
Spór toczy się także na tle szerszego konfliktu zbiorowego. Związek domaga się m.in. podwyżek wynagrodzeń, zwiększenia zatrudnienia oraz wprowadzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Mediacje z zarządem zaplanowano na 18 marca. Kiwerska zapowiada, że mimo zwolnienia weźmie w nich udział jako członkini związku.
Sprawa z Sochaczewa może stać się jednym z głośniejszych sporów pracowniczych ostatnich miesięcy.