Panika przy kasach w największych polskich miastach. "Nie działają karty płatnicze"
To miał być standardowy czwartek, jednak dla tysięcy osób poronny pośpiech zakończył się nerwowym sprawdzaniem stanu konta i szukaniem drobnych w portfelu. W całym kraju, od Bałtyku aż po Tatry, zdezorientowani klienci zaczęli zgłaszać te same, powtarzające się trudności. Choć początkowo wydawało się, że to jednostkowe incydenty, skala zjawiska szybko przybrała niepokojący obrót, zmuszając do reakcji największych graczy na rynku finansowym.
Nagła blokada w największych miastach
Pierwsze niepokojące sygnały zaczęły napływać do redakcji tuż po godzinie 11:00. Skrzynki kontaktowe oraz media społecznościowe zalała fala komentarzy od osób, które nie mogły zapłacić za paliwo na stacjach benzynowych, odebrać zamówionego lunchu czy sfinalizować zakupów spożywczych. Na mapach monitorujących działanie infrastruktury cyfrowej w Polsce zaczęły pojawiać się czerwone punkty, które z każdą minutą gęstniały.
Największe utrudnienia odnotowano w aglomeracjach takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław oraz Gdańsk. Sytuacja była o tyle nietypowa, że terminale płatnicze w sklepach wyświetlały komunikaty o błędzie połączenia, mimo że internet w placówkach działał bez zarzutu. Klienci, próbując ratować sytuację, wymieniali się informacjami w kolejkach, zastanawiając się, czy to problem ich banku, czy może zmasowany atak na systemy bankowości elektronicznej.
Chaos w kolejkach i "gorące linie" banków
W miarę upływu czasu frustracja konsumentów rosła. Wiele osób przyzwyczajonych do płatności zbliżeniowych telefonem lub zegarkiem kompletnie zrezygnowało z noszenia fizycznej gotówki. To doprowadziło do kuriozalnych scen, w których pełne koszyki zakupowe zostawały przy kasach, a sprzedawcy musieli przepraszać kolejnych zniecierpliwionych klientów.
Bankowe infolinie zostały błyskawicznie przeciążone. Konsultanci dwoili się i troili, by uspokoić dzwoniących, że ich środki na kontach są bezpieczne, a problem leży poza bezpośrednią kontrolą poszczególnych banków. Serwisy takie jak Downdetector zanotowały gwałtowny skok zgłoszeń, co potwierdziło, że mamy do czynienia z awarią o charakterze ogólnokrajowym, dotykającą miliony użytkowników kart płatniczych.
Gigant potwierdza: Wiemy, co się stało z kartami Visa
Dopiero po kilku godzinach niepewności poznaliśmy prawdziwe źródło problemów, które dotknęły zarówno posiadaczy kart debetowych, jak i kredytowych. Jak się okazało, winowajcą nie był konkretny bank, lecz globalny operator płatności. Oficjalne stanowisko w tej sprawie zajęła firma Visa, która początkowo oszczędnie informowała o trwającej analizie sytuacji.
W przesłanym do redakcji komunikacie przedstawiciele giganta przyznali, że przyczyną paraliżu płatności w całej Polsce była awaria sieci wewnętrznej Visa. Problem techniczny uniemożliwił autoryzację części transakcji, co skutkowało odrzucaniem kart przy terminalach i w sklepach internetowych.
"Visa doświadczyła dziś problemu z siecią, który wpłynął na realizację części płatności. Natychmiast po jego zidentyfikowaniu rozpoczęliśmy prace nad jego usunięciem" – poinformowało biuro prasowe firmy.
Dobra wiadomość jest taka, że usterka została już opanowana. W czwartkowy wieczór Visa doprecyzowała, że systemy wróciły do normy, a wszystkie zaległe i nowe transakcje powinny być już procesowane bez przeszkód. Eksperci przypominają jednak, że po tak dużych awariach systemy mogą "wstawać" etapami, dlatego warto mieć przy sobie symboliczną kwotę w gotówce na czarną godzinę.