Pół miliona złotych, przetargi i świadek koronny. Nowy etap głośnej sprawy w Ministerstwie Sprawiedliwości
Po latach od wszczęcia jednego z najbardziej wrażliwych śledztw antykorupcyjnych pojawiają się kolejne ustalenia. Dwóch byłych urzędników wysokiego szczebla deklaruje gotowość do dobrowolnego poddania się karze, a jeden z nich współpracuje z prokuraturą jako tzw. mały świadek koronny.
- Śledztwo, które zaczęło się gdzie indziej
- Urzędnicy, przetargi i „miękkie naciski”
- Pieniądze, świadek koronny i deklaracje przed sądem
Śledztwo, które zaczęło się gdzie indziej
Postępowanie, które dziś trafia do sądu, jest efektem wielowątkowego śledztwa prowadzonego przez śląski wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Katowicach. Jego początki sięgają 2018 roku i głośnej sprawy byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Jak podaje Wirtualna Polska, w trakcie analiz dokumentów i przepływów finansowych prokuratorzy natrafili na nieprawidłowości związane z przetargami realizowanymi w jednym z kluczowych resortów państwowych.
Śledczy wyodrębnili dwa postępowania przetargowe, w których, ich zdaniem, doszło do działań o charakterze korupcyjnym. Sprawa dotyczy okresu sprzed kilkunastu lat, jednak zgromadzony materiał dowodowy pozwolił na sformułowanie aktu oskarżenia. Jednym z kluczowych elementów postępowania okazały się zeznania byłego pracownika ministerstwa, który uzyskał status małego świadka koronnego. To właśnie jego relacje miały umożliwić odtworzenie mechanizmu działania i przepływu pieniędzy.
Według ustaleń prokuratury przytoczonych przez portal, działania urzędników nie miały charakteru jednorazowego incydentu, lecz wpisywały się w szerszy schemat wpływania na rozstrzygnięcia przetargowe. Sprawa przez długi czas pozostawała poza opinią publiczną, jednak obecnie, wraz z zakończeniem śledztwa, zaczyna ujawniać skalę i kulisy procederu, który miał miejsce w instytucji odpowiedzialnej za funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości.
Urzędnicy, przetargi i „miękkie naciski”
Dopiero na tym etapie śledztwa ujawniono, że oskarżonymi są byli urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości - Małgorzata A. oraz Dawid P. Według aktu oskarżenia mieli oni wykorzystywać swoje stanowiska, by wpływać na wyniki przetargów publicznych. W pierwszym przypadku chodziło o stosunkowo niewielkie zlecenie o wartości niespełna pół miliona złotych, przy którym, jak twierdzą śledczy, zastosowano nieformalne naciski wobec prezesa jednej ze spółek. Po spotkaniu w resorcie miało dojść do przekazania gotówki.
Znacznie poważniejszy wątek dotyczy jednak kolejnego przetargu, wartego ponad 10 milionów złotych, związanego z analizą obciążenia pracą w sądownictwie. W postępowaniu tym kluczowe role w komisji przetargowej mieli odgrywać właśnie oskarżeni. Mimo zgłaszanych zastrzeżeń dotyczących powiązań między oferentami, jedna z firm nie została wykluczona, a kontrakt ostatecznie trafił do podmiotu, który, według prokuratury, był jedynie formalnym wykonawcą.
Z akt sprawy wynika, że rzeczywiste prace miała realizować inna spółka, wcześniej zaangażowana w przygotowanie dokumentacji przetargowej. Taki układ, zdaniem śledczych, naruszał zasady uczciwej konkurencji i stanowił podstawę do przyjęcia, że doszło do korupcji o znacznej wartości.
Pieniądze, świadek koronny i deklaracje przed sądem
Kluczowym elementem oskarżenia są zeznania Dawida P., który zdecydował się współpracować z prokuraturą. Według jego relacji łączna kwota łapówki wyniosła 500 tysięcy złotych i była przekazywana w trzech transzach. Gotówka miała trafiać do mieszkania udostępnionego przez świadka, skąd była następnie odbierana i dzielona pomiędzy osoby zaangażowane w proceder.
W grudniu 2023 roku doszło do zatrzymań głównych podejrzanych i postawienia im zarzutów. Część oskarżonych przyznała się do winy, co otworzyło drogę do rozmów o dobrowolnym poddaniu się karze. Takie deklaracje padły już na sali Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Oznacza to, że proces może zakończyć się szybciej, bez pełnego postępowania dowodowego.
Sprawa ma jednak wymiar znacznie szerszy niż losy konkretnych oskarżonych. Dotyka bowiem zaufania do procedur państwowych i pokazuje, jak decyzje podejmowane w zaciszu gabinetów mogą wpływać na wydatkowanie milionów złotych z publicznych środków.