Popularna sieciówka znika z Polski. Polacy uwielbiali ten sklep!
Ostatnie wydarzenia na rynku handlowym doprowadziły do gwałtownych zmian w strukturze znanej sieci oferującej wyposażenie wnętrz. Decyzje organów prawnych oraz wcześniejsze problemy finansowe sprawiły, że marka musiała podjąć drastyczne kroki, które skutkują wyłączeniem kanałów sprzedaży i znacznymi zmianami w zatrudnieniu.
Dlaczego w kasie zabrakło pieniędzy i co powiedział sąd?
Firma, którą wielu z nas znało i lubiło, miała ostatnio bardzo pod górkę. Jeszcze parę lat temu wszystko szło świetnie - sklepy były pełne ludzi, a firma zarabiała spore pieniądze. Niestety, w pewnym momencie coś się popsuło i nagle zamiast zysków zaczęły pojawiać się ogromne długi. Jak donosi portl Bankier.pl, sytuację pogorszyła jeszcze kara od urzędu za to, że klientom doliczano do rachunków rzeczy, których wcale nie chcieli kupować, jak dodatkowe filiżanki czy parasole.
Żeby ratować markę, nowa firma chciała przejąć stery i postawić wszystko na nogi. Przez chwilę wydawało się nawet, że to się uda, bo pod koniec 2025 roku ludzie znowu zaczęli częściej kupować ich naczynia i dekoracje. Niestety, na początku 2026 roku sędzia w Warszawie powiedział "nie" i nie zgodził się na sprzedaż części firmy. To był potężny cios, który zablokował wszystkie plany ratunkowe. Bez tej jednej zgody nowi inwestorzy nie mogli dalej działać ani dokładać pieniędzy do interesu. Przez ten prawny problem cały plan naprawy legł w gruzach, a firma musiała nagle przestać myśleć o rozwoju i zacząć szykować się do najgorszego, bo po prostu zabrakło możliwości, by dalej normalnie prowadzić ten biznes w polskich galeriach handlowych.
Opuszczone lokale i smutny los pracowników
Teraz, gdy przechodzimy obok miejsc, gdzie kiedyś stały piękne wystawy z garnkami i talerzami, najczęściej widzimy tylko opuszczone kraty. Większość z trzydziestu sklepów marki Duka w całej Polsce została zamknięta dosłownie z dnia na dzień.
Wszystko działo się tak szybko, że klienci nawet nie zdążyli zrobić ostatnich zakupów. Jedynym miejscem, które przetrwało, jest punkt w Fabryce Norblina, ale tam sytuacja jest inna - nowy właściciel otwiera to miejsce pod zupełnie inną nazwą, choć towar na półkach może być podobny do tego, co znaliśmy wcześniej.
Reszta punktów w dużych miastach po prostu przestała istnieć. Puste lokale w centrach handlowych pokazują, jak wielki jest to kryzys i jak jedna decyzja urzędowa może zmienić życie wielu osób i sprawić, że znana od lat marka znika z mapy zakupowej kraju, zostawiając po sobie tylko puste półki i rozczarowanych klientów.
Co to oznacza dla klientów?
Mimo ogromnych problemów w świecie stacjonarnym, strona internetowa marki wciąż jest dostępna pod swoim adresem. Warto jednak zaznaczyć, że jej działanie odzwierciedla obecny, niepewny stan całej firmy.
Dla klientów oznacza to, że głównym kanałem kontaktu pozostaje teraz Internet, ale stabilność tego rozwiązania zależy od dalszych losów postępowania sanacyjnego. Brak możliwości swobodnego działania przez inwestora sprawia, że marka nie może w pełni korzystać ze swojego zaplecza magazynowego tak, jak to robiła wcześniej. Przyszłość e-sklepu stoi pod znakiem zapytania, dopóki nie zostaną podjęte kolejne kroki prawne lub firma nie znajdzie innego sposobu na wyjście z impasu. Na ten moment klienci muszą liczyć się z tym, że tradycyjne zakupy w ich mieście mogą być już niemożliwe, a jedyną drogą zdobycia produktów pozostaje witryna, której przyszłość jest ściśle powiązana z trwającymi w Warszawie sprawami sądowymi.