Poruszające wyznanie Ewy Gawryluk ws. Bożeny Dykiel. "Nigdy go nie wykasuję"
Bożena Dykiel znów jest na ustach wszystkich. Tym razem nie chodzi jednak o nową rolę ani serialowy powrót. W centrum uwagi znalazła się prywatna wiadomość i słowa, które – jak twierdzi Ewa Gawryluk – były ostatnim kontaktem z aktorką. Co się wydarzyło za kulisami i dlaczego ta historia wywołała tyle emocji?
Przyjaźń z planu i cisza, która zaskoczyła
Relacje między aktorami często przypominają rollercoaster. Wspólne lata na planie zbliżają, ale potem każdy idzie w swoją stronę. Tak było w przypadku Bożeny Dykiel i Ewy Gawryluk. Obie panie przez lata współpracowały przy serialu „Na Wspólnej”, produkcji TVN, która stała się jednym z najdłużej emitowanych tasiemców w Polsce. Widzowie przyzwyczaili się do ich ekranowej chemii.
Z czasem jednak drogi zawodowe zaczęły się rozchodzić. Dykiel rzadziej pojawiała się publicznie, a wokół jej osoby narastały plotki. Jedni mówili o zmęczeniu show-biznesem, inni o potrzebie spokoju. W kuluarach mówiło się nawet o napięciach w zespole, choć nikt oficjalnie tego nie potwierdzał.
Ewa Gawryluk długo milczała. Unikała komentarzy, nie dolewała oliwy do ognia. I właśnie ta cisza stała się podejrzanie głośna. Fani zaczęli pytać, czy między aktorkami doszło do konfliktu. Czy to
„To była ostatnia wiadomość” – kulisy wyznania Ewy Gawryluk
Aktorka przyznała wprost, że ostatni kontakt z Bożeną Dykiel miał formę wiadomości. Krótkiej, osobistej i – jak podkreśliła – znaczącej. „To była ostatnia wiadomość” – powiedziała, nie ukrywając emocji.
Ja mam ostatni SMS. Właśnie chciałam zobaczyć, kiedy ostatni raz się kontaktowałam. I to jest SMS z ostatniego Sylwestra. Kiedy życzyłyśmy sobie wszystkiego dobrego na Nowy Rok. Teraz wiem, że już go nie wykasuję. W tym SMS-ie przekazałam Bożence serdeczne życzenia na Nowy Rok. Odpisała mi z serduszkiem. Także robi się człowiekowi ciepło na wspomnienie i naprawdę jest to jednak wyrwa w sercu i jest to bardzo przykre - wyznała aktorka.
Z jej słów wynika, że po tej wymianie kontakt się urwał. Nie było kolejnych telefonów ani spotkań. Gawryluk zasugerowała, że decyzja o wycofaniu należała do Dykiel. Nie padły oskarżenia, nie było dramatycznych szczegółów. Było za to wyraźne poczucie zamknięcia pewnego etapu.
Trudno mi nawet mówić teraz, w czasie przeszłym, bo gdzieś tam w sercu, w głowie cały czas mam ją. Widzę ją. Pracowałyśmy razem od dwudziestu kilku lat, czyli kawał życia. Kiedy moja Marysia była malutka i czasem była na planie, to nazywała Bożenkę, ciocią domową. Bożenka, nie mając jeszcze wtedy swoich wnuków, przynosiła dla Marysi dżemy zrobione specjalnie, bo wiedziała, że Marynia lubi dżemy truskawkowe. I naprawdę tak przykra wiadomość teraz - dodała aktorka.
Warto przypomnieć, że Bożena Dykiel od dłuższego czasu ogranicza obecność w mediach. W przeszłości jej wypowiedzi wywoływały kontrowersje, co mogło wpłynąć na relacje zawodowe. Jednak Gawryluk nie mówiła o sporze. Raczej o naturalnym końcu pewnej intensywnej znajomości.
Ta jedna wiadomość stała się symbolem. Pokazała, że nawet wieloletnia współpraca nie gwarantuje stałego kontaktu. W show-biznesie emocje bywają silne, ale równie szybko gasną.
Co dalej z relacją i czy możliwy jest powrót?
Czy to definitywny koniec przyjaźni? Tego dziś nie wie nikt poza samymi zainteresowanymi. Ewa Gawryluk nie zamknęła drzwi. Nie mówiła o żalu ani pretensjach. Raczej o zrozumieniu, że ludzie czasem potrzebują przestrzeni.
Bożena Dykiel od lat podkreślała, że ceni niezależność i nie zamierza dostosowywać się do oczekiwań środowiska. Taka postawa budzi podziw, ale bywa też źródłem napięć. Świat seriali rządzi się swoimi prawami – liczy się zespół, dyspozycyjność i medialna aktywność.
Dla widzów „Na Wspólnej” ta historia ma jednak bardziej emocjonalny wymiar. To opowieść o relacji, która dojrzewała na oczach milionów. Teraz pozostaje pytanie: czy ostatnia wiadomość rzeczywiście była ostatnia? A może w show-biznesie, jak w dobrym scenariuszu, zawsze jest miejsce na nieoczekiwany zwrot akcji.