Wydarzenia Gwiazdy Dieta Finanse Zdrowie
Obserwuj nas na:
GorąceTematy.pl > Wydarzenia > Sikorski zwrócił się do Nawrockiego. Mocne słowa na oczach całego świata
Klaudia Tomaszewska
Klaudia Tomaszewska 25.11.2025 17:56

Sikorski zwrócił się do Nawrockiego. Mocne słowa na oczach całego świata

Sikorski zwrócił się do Nawrockiego. Mocne słowa na oczach całego świata
KAPiF

Wystarczyło jedno grzeczne zdanie, by polityczna giełda zapłonęła. Dyplomatyczny uśmiech, pozornie miękkie słowa – i już wszyscy pytają: kto naprawdę rozdaje karty w polskiej polityce europejskiej? Odpowiedź nie pada od razu. Najpierw usłyszmy echo.

Kto mówi w imieniu państwa?

Na pierwszy rzut oka to tylko kolejny spór o styl. Prezydent w zagranicznym wystąpieniu kreśli odważną wizję Unii, akcentując większą rolę państw członkowskich i mniej „brukselskiej centralizacji”. 

Brzmi jak debata programowa, nie jak konflikt o uprawnienia. Ale sprawa ma haczyk: w dyplomacji liczy się nie tylko co mówisz, lecz z czyjego mandatu. I właśnie ten szczegół rozpętał burzę w sieci – od „brawo, wreszcie ktoś mówi wprost” po „stop solowym popisom”.

„Uprzejmie informuję…”

Tu pada sedno. Radosław Sikorski napisał na X: „Uprzejmie informuję, że Rada Ministrów nie upoważniła Pana Prezydenta do składania propozycji zmiany traktatów europejskich”. Wpis pojawił się 25 listopada i błyskawicznie obiegł media. Kontekst? Dzień wcześniej w Pradze prezydent Karol Nawrocki ogłosił „polski program” reform UE, m.in. likwidację stanowiska szefa Rady Europejskiej i korekty systemu głosowań (czyli realnie – dotykanie traktatów).

Co mówi prawo, a co polityka

W polskim modelu to rząd prowadzi politykę zagraniczną i europejską – prezydent może artykułować stanowiska, ale mandat negocjacyjny (czyli prawo do „składania propozycji” w imieniu państwa) należy do gabinetu. Stąd ostrze wpisu Sikorskiego. Po drugiej stronie słychać replikę: „prezydent ma prawo do opinii”. 

Tyle że w Pradze nie chodziło o felieton, tylko o propozycje zmian instytucjonalnych. Media wyliczają, że padły m.in. postulaty zniesienia funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej oraz korekt głosowania w Radzie UE. To już nie debata w think tanku, lecz sygnał polityczny wysłany z pieczątką urzędu. Onet, PAP i Polskie Radio złożyły te klocki w jedną układankę – wraz z wcześniejszymi spięciami na linii MSZ–Pałac (oskarżenia o „grunt pod Polexit” kontra zapewnienia o byciu „w UE, ale nie pod dyktando”).

Co się komu opłaca?

Po pierwsze: w Brukseli nikt nie uruchamia konwentu traktatowego po jednym wykładzie. Bez mandatu rządu to solo, nie kwartet smyczkowy. Po drugie: politycznie każdy coś tu zyskuje. Prezydent cementuje wizerunek „hamulcowego centralizacji”, rząd – „strażnika procedur i proeuropejskiego kursu”. 

Po trzecie: to zwiastun dłuższej serii. Jeśli Pałac będzie mówił o reformach językiem „zmiany traktatów”, MSZ za każdym razem przypomni o braku upoważnienia. I mało subtelny smaczek z kuluarów: w obozie prezydenckim słychać, że ostrze krytyki tylko pomaga – nic tak nie buduje marki jak spór z szefem dyplomacji.

https://twitter.com/sikorskiradek/status/1993258005115421029
GorąceTematy.pl
Obserwuj nas na: