Szokujące sceny w mieszkaniu seniorek. Ksiądz musiał uciekać w popłochu
To miała być zwykła wizyta duszpasterska, a skończyło się ucieczką księdza. Gdańskie seniorki w Oruni były tak czujne, że nowy duchowny nie zdążył nawet się przedstawić.
Incydent na Oruni – ksiądz ucieka przed seniorkami
To miała być zwyczajna wizyta duszpasterska u chorych w jednej z gdańskich dzielnic. Ks. Kuba, nowy duchowny w parafii, zapukał do drzwi mieszkania, nie spodziewając się, że spotka tam… przygotowane do akcji seniorki. Kobiety były tak wyczulone na oszustów podszywających się pod księży, że natychmiast uznały go za intruza.
Według relacji gdańskich księży Salezjanów, incydent miał miejsce w Oruni. Wszystko zaczęło się od telefonu jednej z parafianek do proboszcza. Kobieta ostrzegła, że w okolicy pojawia się nieznany ksiądz, który zapowiada wizyty duszpasterskie z wyprzedzeniem – coś, czego wcześniej nie praktykowano w parafii. Proboszcz od razu zasugerował, by kobieta była czujna i w razie potrzeby przepędziła ewentualnego oszusta.
Czujność gdańskich pań w akcji
Tydzień później ks. Kuba odwiedził jedną z mieszkanek Oruni w pierwszy piątek miesiąca. Choć ubrany w koloratkę i zachowujący się jak typowy ksiądz, nie zdążył się przedstawić, gdy seniorki natychmiast go rozpoznały – według nich – jako oszusta.
Kobiety nie wahały się ani chwili. Krzyki, groźby i… kij baseballowy w pogotowiu sprawiły, że duchowny musiał wycofać się w pośpiechu. Jak relacjonują Salezjanie, jedna z pań po zakończeniu „akcji” natychmiast zadzwoniła do proboszcza, triumfalnie informując:
„Proszę księdza, ten przebieraniec przyszedł! Ale żeśmy go pognały!”
Dopiero wtedy ksiądz Kuba uświadomił sobie, że jego pierwsza wizyta skończyła się kompletnym nieporozumieniem.
Humor i wybaczenie przy kolejnej wizycie
Miesiąc później duchowny powrócił, tym razem już zgodnie z oficjalnym planem wizyt duszpasterskich. Przyjęto go znacznie serdeczniej, choć z humorem. Jedna z parafianek wspominając wcześniejszy incydent, poklepała go po ramieniu i wskazała… kij baseballowy, który wciąż miał być w pogotowiu.
„Ma ksiądz dużo szczęścia, bo my byłyśmy przygotowane” – żartowała seniorka.
Incydent pokazuje, że czujność starszych mieszkańców Gdańska w kwestii oszustów jest naprawdę wysoka. Jednocześnie zdarzenie wywołało uśmiech wśród parafian i księży, którzy zgodnie przyznali, że choć sytuacja była nietypowa, skończyła się szczęśliwie. Ks. Kuba teraz wie, że pierwsze wrażenie w Oruni może zaskoczyć nawet doświadczonego duchownego.