Szokujące zarobki w Polsce. Nawet 90 tys. zł miesięcznie. Polacy są w szoku
Jeszcze niedawno takie pensje kojarzyły się wyłącznie z zagranicznymi korporacjami. Dziś podobne kwoty można zobaczyć na pasku wynagrodzeń także w Polsce. Nawet 90 tys. zł brutto miesięcznie — tyle zarabiają osoby na najwyższych stanowiskach finansowych. Najnowszy raport ManpowerGroup pokazuje, że rekordy płac padają w finansach, sprzedaży i budownictwie. A to dopiero początek zmian na rynku pracy.
Dyrektorzy finansowi z pensją jak z Londynu
Największe emocje budzą wynagrodzenia kadry zarządzającej w finansach. Z danych przedstawionych przez ManpowerGroup wynika jasno: najwyższe stanowiska to dziś prawdziwa finansowa ekstraklasa.
Regionalny dyrektor finansowy lub członek zarządu może liczyć na wynagrodzenie od 40 do nawet 90 tys. zł brutto miesięcznie. To poziom, który jeszcze kilka lat temu wydawał się w Polsce nieosiągalny.
Dyrektor finansowy zarabia od 25 do 60 tys. zł. Główny księgowy otrzymuje 18–40 tys. zł, a dyrektor ds. podatków może inkasować 25–40 tys. zł miesięcznie. W centrach usług wspólnych (SSC/BPO) kierownicy zespołów księgowości zarabiają 15–25 tys. zł, natomiast kierownicy ds. zobowiązań i należności 13–20 tys. zł.
Eksperci podkreślają, że tak wysokie stawki to efekt rosnącej odpowiedzialności, presji regulacyjnej oraz konieczności łączenia kompetencji finansowych z technologicznymi. Dziś nie wystarczy już znać przepisy i bilanse — trzeba rozumieć dane, automatyzację i narzędzia oparte na sztucznej inteligencji.
Budownictwo i sprzedaż też kuszą grubymi tysiącami
Finanse to nie jedyna branża, w której menedżerowie mogą liczyć na imponujące wynagrodzenia. Równie atrakcyjnie prezentuje się budownictwo oraz sprzedaż.
Dyrektor ds. kontraktów w budownictwie otrzymuje od 28 do 45 tys. zł brutto miesięcznie. Dyrektor handlowy może liczyć na 30–38 tys. zł. W sektorze nieruchomości dyrektorzy ds. rozwoju i projektu zarabiają 28–36 tys. zł.
Jeszcze wyższe widełki pojawiają się w sprzedaży. Dyrektor generalny odpowiadający za wyniki całej organizacji może inkasować od 35 do nawet 70 tys. zł miesięcznie.
To pokazuje wyraźny trend: firmy są gotowe płacić więcej za osoby, które potrafią generować przychody, skutecznie zarządzać dużymi zespołami i brać odpowiedzialność za strategiczne decyzje. W realiach rosnącej konkurencji i presji kosztowej doświadczeni liderzy stają się towarem deficytowym.
AI i demografia zmienią wszystko. 39 proc. kompetencji do wymiany
Wysokie wynagrodzenia to tylko jedna strona medalu. Polski rynek pracy przechodzi dziś głęboką transformację napędzaną przez rozwój sztucznej inteligencji oraz zmiany demograficzne.
Z raportu wynika, że do 2030 r. zmieni się aż 39 proc. kluczowych umiejętności potrzebnych pracownikom. Organizacje odchodzą od eksperymentalnego wykorzystywania AI na rzecz wdrożeń zintegrowanych z procesami i strukturą zespołów.
Na znaczeniu mają zyskiwać kompetencje trudne do zautomatyzowania: ocena etyczna, zarządzanie ludźmi, empatia czy obsługa klienta. To właśnie te umiejętności mają stać się nową walutą rynku pracy.
Równolegle narasta problem demografii. Społeczeństwa się starzeją, a prognozy wskazują, że do 2030 r. ponad jedna czwarta pracujących w rozwiniętych gospodarkach będzie miała więcej niż 55 lat. Firmy już dziś mierzą się z brakami kadrowymi i utratą doświadczonych pracowników.
Eksperci wskazują, że organizacje chcące utrzymać konkurencyjność będą musiały przeprojektować stanowiska pracy, inwestować w szybkie uczenie się oraz tworzyć bardziej spersonalizowane procesy rekrutacji i rozwoju. Nowy model pracy będzie hybrydowy, adaptacyjny i oparty na współpracy człowieka z inteligentnymi systemami.
Jedno jest pewne: wysokie pensje nie biorą się znikąd. Za kwotami rzędu 60, 70 czy 90 tys. zł stoją ogromna odpowiedzialność, presja wyników i konieczność ciągłego dostosowywania się do zmian. Polski rynek pracy coraz bardziej przypomina zachodnie realia — zarówno pod względem wymagań, jak i wynagrodzeń.