Ten polski hit z lat 90. pokochały miliony. Szokujące, co twierdzi o nim sam wokalista!
„Takie tango” – utwór, który zna niemal każdy Polak. Piosenka Budki Suflera z 1997 r. od lat pojawia się w radiu, na imprezach i w pamięci fanów polskiej muzyki lat 90., a jej refren nucą zarówno starsi, jak i młodsi. Jednak sam wokalista, Krzysztof Cugowski, przyznaje, że nie jest nią zachwycony i niechętnie do niej wraca.
- Muzyka z lat 90. – nostalgiczne brzmienia i wspomnienia młodości
- „Takie tango” Budki Suflera - ponadczasowy hit
- Co twierdzi o niej wokalista?
Muzyka z lat 90. – nostalgiczne brzmienia i wspomnienia młodości
Muzyka lat 90. to dla wielu Polaków nie tylko dźwięki, ale przede wszystkim wspomnienia młodości, pierwszych imprez, radiowych list przebojów i chwil spędzonych z przyjaciółmi. To dekada, w której polscy artyści odważnie łączyli rock, pop, a nawet elementy taneczne, tworząc piosenki, które do dziś brzmią w głośnikach. Dla wielu słuchaczy utwory z tego okresu są niczym wehikuł czasu: przenoszą do czasów szkolnych dyskotek, wakacyjnych wyjazdów oraz pierwszych miłosnych uniesień. Wspomnienia te często pojawiają się, gdy usłyszymy kultowe przeboje grane jeszcze dziś w radiu czy klubach – mimo upływu dekad.
To właśnie dlatego piosenki z końcówki XX w. zyskały miano ponadczasowych. Nie tylko przetrwały próbę czasu, ale stały się częścią zbiorowej pamięci muzycznej Polaków. Wiele z nich – choć dziś może wydawać się prostszych w formie niż współczesne produkcje – kryje w sobie emocje, które trafiają prosto do serca. To okres, w którym muzyka budowała tożsamość pokolenia, a utwory z tamtej epoki były tłem do kluczowych momentów życia wielu osób – od pierwszych randek po wspólne wyjazdy z przyjaciółmi.
Dziś, analizując fenomen tych hitów, widzimy, że ich siła tkwi nie tylko w melodii, ale w łączącej je nostalgii. Dźwięki lat 90. stały się częścią polskiej kultury i pokolenia, które dorastało, gdy nadawano je w radiu i telewizji muzycznej, określając wyjątkowy klimat epoki.
„Takie tango” Budki Suflera - ponadczasowy hit
Utwór „Takie tango” zespołu Budka Suflera, który ukazał się w 1997 r. i szybko stał się jednym z największych przebojów w historii polskiej muzyki. Piosenka znalazła się na albumie Nic nie boli, tak jak życie i od tamtej pory nie schodzi z list przebojów, a jej refren zna niemal każdy fan polskich hitów z lat 90.
„Takie tango” wyróżnia się melodyjną liną oraz charakterystycznym brzmieniem, które łączy elementy rocka i muzyki pop. Choć tytuł sugeruje odniesienie do argentyńskiego tańca, twórcy przyznawali, że sam tekst ma jedynie luźne skojarzenia z tangiem, a inspirowany był raczej codziennymi refleksjami niż konwencją taneczną.
Przez lata piosenka zyskała status kultowej. Dziś jest chętnie przypominana w radiu, pojawia się w programach muzycznych i na koncertach, będąc jednym z symboli polskiej muzyki końca XX w. – tak silnym, że nawet osoby, które dorastały już po premierze utworu, często potrafią zanucić jego refren.
Co twierdzi o niej wokalista?
Choć „Takie tango” przyniosło Budce Suflera ogromną popularność i jest kochane przez miliony słuchaczy, sam wokalista Krzysztof Cugowski nie pała do tego utworu entuzjazmem. Jak przyznał w wywiadzie dla Plejady, unika śpiewania tej piosenki na koncertach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. Wokalista wprost mówił:
Nie śpiewam jej. Uważam, że wystarczająco wiele razy zrobiłem to w swoim życiu. Jestem jednak wokalistą rockowym. Nie mam nic przeciwko piosenkom popowym, szanuję Takie tango, bo zmieniło moją sytuację finansową, ale jeśli nie muszę śpiewać tego numeru, to tego nie robię.
Cugowski podkreślił, że utwór nigdy nie był mu szczególnie bliski:
I tekstowo, i muzycznie to bardzo zgrabny popowy numer, ale, szczerze mówiąc, on nigdy mi się jakoś szczególnie nie podobał. Liczyłem, że będzie to jeden z wielu utworów w naszym repertuarze i tyle. To, co zaczęło się dziać po jego premierze, zupełnie nas zaskoczyło.
Te słowa zaskakują wielu fanów, bo choć piosenka stała się jednym z najważniejszych elementów dorobku Budki Suflera, dla samego Cugowskiego była raczej kolejnym numerem, który niespodziewanie stał się fenomenem. To rzadki przykład artysty, który otwarcie przyznaje, że największy hit jego kariery niekoniecznie był jego ulubionym utworem.