Tragedia w Warszawie. Nie żyje niemowlę. Funkcjonariuszy przeszedł dreszcz
Miała być rutynowa interwencja po zgłoszeniu awantury domowej. Zamiast tego funkcjonariusze znaleźli w mieszkaniu na warszawskim Mokotowie martwe niemowlę. Widok, który zastali po siłowym wejściu do lokalu, na długo pozostanie w ich pamięci. Sprawą zajmuje się prokuratura.
- Tragedia w Warszawie. Niemowlę nie żyje
- Funkcjonariusze jechali do awantury domowej
- Czy znana jest przyczyna zgonu?
Tragedia w Warszawie. Niemowlę nie żyje
W nocy z poniedziałku na wtorek w jednym z bloków na warszawskim Mokotowie doszło do wstrząsającej tragedii, która wstrząsnęła służbami i mieszkańcami stolicy. Po godz. 1:00 nad ranem sąsiedzi zaalarmowali straż pożarną oraz policję o awanturze domowej w mieszkaniu przy ul. Modzelewskiego. Gdy służby dotarły na miejsce, nikt nie reagował na próby kontaktu — sytuacja była na tyle poważna, że postanowiono działać siłowo.
To, co zastali w środku, przerosło najgorsze oczekiwania. W mieszkaniu znaleziono siedmiomiesięcznego chłopca bez oznak życia. Próby reanimacji podjęte jeszcze przez funkcjonariuszy wywołały ogromne emocje — obraz, który zastał ich w środku, był na tyle okrutny, że nawet doświadczeni ratownicy i policjanci długo nie mogli otrząsnąć się po tym, co ujrzeli.
Funkcjonariusze jechali do awantury domowej
Do dramatycznej interwencji doszło po sygnale od mieszkańców budynku, którzy usłyszeli głośną awanturę dochodzącą z jednego z mieszkań na Mokotowie. Według zgłoszenia, miało dojść do rodzinnego konfliktu — alarm musiał brzmieć na tyle poważnie, że sąsiedzi poczuli się bezsilni i wezwali pomoc. Kiedy patrol policji wraz ze strażą pożarną dotarł pod wskazany adres, okazało się, że nikt nie reaguje na pukanie do drzwi ani nawoływania ze strony funkcjonariuszy. W tej sytuacji, zgodnie z procedurami i w trosce o możliwe zagrożenie ludzkiego życia, policjanci i strażacy zdecydowali się na siłowe wejście do mieszkania.
Po przedostaniu się do środka ich oczom ukazał się tragiczny widok – wewnątrz znajdowało się dwoje dorosłych opiekunów oraz niemowlę. Funkcjonariusze, mimo wstrząsającej sytuacji, natychmiast podjęli działania ratunkowe wobec chłopca. Według relacji dziennikarza TVN Warszawa Artura Węgrzynowicza, policjanci zauważyli ślady na ciele dziecka sugerujące, że mogło ono nie żyć od kilku godzin, ale mimo to zaczęli reanimację i kontynuowali ją do czasu przyjazdu ratowników medycznych.
Ratownicy, po przejęciu akcji resuscytacyjnej, potwierdzili najgorsze — niemowlę nie dawało już żadnych oznak życia. Funkcjonariusze byli wyraźnie poruszeni i długo analizowali sytuację, zanim przekazali sprawę prokuraturze. Opiekunowie chłopca zostali zatrzymani przez policję, a wśród sąsiadów i służb panuje głęboki niedosyt oraz pytanie o to, co mogło doprowadzić do tak dramatycznego finału.
Czy znana jest przyczyna zgonu?
Jak wynika z oficjalnych informacji przekazanych przez Komendę Stołeczną Policji, doszło do zgonu siedmiomiesięcznego dziecka, jednak póki co wiele szczegółów w tej sprawie pozostaje nieustalonych. Rzecznik policji Paweł Chmura wskazał, że funkcjonariusze dopiero rozpoczynają ustalanie okoliczności, które doprowadziły do tragedii.
Trwa ustalanie okoliczności tego zdarzenia. Wszelkich informacji w tej sprawie będzie udzielać prokuratura — brzmi komunikat policji.
Reporter TVN Warszawa przekazał, że znalezione na ciele chłopca ślady sugerowały, iż mógł on nie żyć od kilku godzin jeszcze przed interwencją służb, co budzi poważne pytania dotyczące tego, kiedy i w jakich okolicznościach do tego doszło. Pomimo starań policjantów i strażaków, którzy podjęli resuscytację, ratownicy medyczni ostatecznie stwierdzili zgon.
Prokuratura prowadzi obecnie postępowanie wyjaśniające pod nadzorem śledczym, które ma na celu ustalenie przyczyn śmierci niemowlęcia oraz tego, czy doszło do przestępstwa lub zaniedbania ze strony opiekunów. Szczegóły dotyczące stanu zdrowia dziecka przed tragedią, ewentualnych obrażeń oraz innych okoliczności zostaną ujawnione dopiero po zakończeniu pierwszych czynności śledczych.