Tragiczna śmierć niemowlęcia w polskim mieście. Ujawniono przyczynę
Tragiczna śmierć dwumiesięcznego chłopca w jednym z mieszkań przy ul. Sienkiewicza w Radomiu poruszyła opinię publiczną w całym kraju. Śledczy poznali już wstępną przyczynę zgonu. Teraz sprawdzają, czy na dramat mogły wpłynąć skrajnie niskie temperatury panujące w lokalu.
Wstrząsające odkrycie o świcie
Do tragedii doszło pod koniec stycznia w jednej ze starych kamienic przy ul. Sienkiewicza w Radomiu. To właśnie tam, w niewielkim mieszkaniu, rozegrał się dramat, który wstrząsnął nie tylko lokalną społecznością.
Matka chłopca znalazła swoje dwumiesięczne dziecko nad ranem w gondoli od wózka. Malec nie oddychał, a jego ciało było sine. Natychmiast rozpoczęto reanimację i wezwano służby ratunkowe. Niestety, mimo podjętych działań, życia niemowlęcia nie udało się uratować.
Na miejsce przyjechali policjanci oraz prokurator. Funkcjonariusze już podczas pierwszych oględzin zwrócili uwagę na trudne warunki panujące w lokalu. W mieszkaniu było bardzo zimno. Jak relacjonował w rozmowie z PAP prokurator Cezary Ołtarzewski, okna były przymarznięte, na ścianach widoczny był szron, a woda w butelkach zamarznięta.
W chwili zdarzenia w mieszkaniu przebywały trzy kobiety: matka dziecka, jej siostra oraz babcia chłopca. Wszystkie były trzeźwe. Jak tłumaczyły, ostatni raz paliły w piecu poprzedniego wieczora, jednak mimo to temperatura w pomieszczeniach była bardzo niska.
Prokuratura: znamy przyczynę śmierci
Sprawa od początku budziła ogromne emocje. Pojawiły się przypuszczenia, że dziecko mogło zamarznąć. Teraz śledczy przedstawili wstępne wyniki sekcji zwłok.
— Lekarz stwierdził, że przyczyną śmierci dziecka była ostra niewydolność oddechowo-krążeniowa z rozpoczynającym się śródmiąższowym zapaleniem płuc — poinformował PAP prokurator Cezary Ołtarzewski, szef Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód.
To oznacza, że chłopiec był chory. Według wstępnych ustaleń rozwijało się u niego zapalenie płuc, które mogło doprowadzić do gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia i w konsekwencji do zatrzymania krążenia i oddechu.
Jednocześnie śledczy podkreślają, że to nie koniec badań. Zlecono kolejne ekspertyzy, które mają jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy niska temperatura w mieszkaniu mogła przyczynić się do śmierci dziecka lub pogłębić jego stan chorobowy.
Mróz w mieszkaniu i pytania bez odpowiedzi
Warunki, w jakich przebywało niemowlę, budzą poważne wątpliwości. Z ustaleń wynika, że temperatura w lokalu mogła oscylować w okolicach zera stopni Celsjusza. Obrazy przymarzniętych okien i zamarzniętej wody w butelkach wskazują, że chłód był dotkliwy.
Jednocześnie dziecko było bardzo ciepło ubrane. Miało na sobie kilka warstw odzieży: spodenki, skarpetki, koszulki, dwie pary śpioszków, czapkę i rękawiczki. Leżało dodatkowo w kombinezonie i było przykryte kocykiem. Matka tłumaczyła, że dzień wcześniej przyjechała z synkiem pociągiem z Krakowa do Radomia i nie zdawała sobie sprawy z tego, jak zimno będzie w mieszkaniu.
Kobieta zapewniała, że dziecko było zdrowe i nie było wcześniej leczone. Karmiła je piersią oraz mlekiem modyfikowanym. Ostatni raz chłopiec jadł około godziny trzeciej w nocy. Trzy godziny później matka odkryła, że nie oddycha.
Śledczy badają teraz, czy osoby opiekujące się niemowlęciem mogły narazić jego zdrowie i życie. Analizowane są zarówno warunki bytowe, jak i ewentualne zaniedbania. Na tym etapie nikomu nie postawiono zarzutów.
Sprawa wciąż jest w toku. Ostateczne wnioski przyniosą dopiero kolejne opinie biegłych. Jedno jest pewne — śmierć dwumiesięcznego dziecka to tragedia, która na długo pozostanie w pamięci mieszkańców Radomia i całej Polski.