Tyle zarabia matka pięcioraczków w sieci. Oto miesięczna kwota. Polacy są w szoku
Dominika Clarke w końcu przerwała milczenie. Wokół zarobków mamy słynnych pięcioraczków z Horyńca narosło wiele spekulacji. Padały kwoty sięgające kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Teraz influencerka podała konkretną sumę i wprost odpowiedziała na komentarze internautów. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna niż internetowe wyliczenia.
- Skąd wzięły się plotki o 50 tys. zł miesięcznie?
- Ile naprawdę zarabia Dominika Clarke na YouTube?
- „Nic nam z nieba nie spada” – z czego utrzymuje się rodzina?
Od Horyńca do Tajlandii. Historia, którą żyła cała Polska
O Dominice i Dominika Clarke zrobiło się głośno w lutym 2023 r., gdy na świat przyszły jej pięcioraczki. Wraz z mężem, Vincent Clarke, już wcześniej wychowywali liczną gromadkę dzieci. Dziś są rodzicami jedenaściorga. Rodzina pochodzi z Horyńca, ale w kwietniu 2024 r. zdecydowała się na radykalny krok – przeprowadzkę do Tajlandia.
Nowe życie w Azji, egzotyczne krajobrazy, codzienność wielodzietnej rodziny w zupełnie innym systemie społecznym – to wszystko regularnie pokazują w mediach społecznościowych. Ich kanał w serwisie YouTube śledzą tysiące osób. Popularność rośnie, a wraz z nią… pytania o pieniądze.
W komentarzach coraz częściej pojawiały się sugestie, że rodzina musi zarabiać fortunę. Niektórzy internauci wyliczali, że miesięczne wpływy z reklam mogą sięgać nawet 15 tys. dolarów, czyli około 54 tys. zł. Te kwoty zaczęły żyć własnym życiem.
Ile naprawdę zarabia Dominika Clarke?
W jednym z ostatnich nagrań Dominika Clarke postanowiła przeciąć spekulacje. Bez unikania tematu, bez ogólników – podała konkretną sumę.
Jak wyjaśniła, w jednym z miesięcy jej zarobki z reklam na YouTube wyniosły około 1,5 tys. dolarów, czyli nieco ponad 5 tys. zł. Podkreśliła, że podobne kwoty pojawiają się również w kolejnych miesiącach.
– Czy to jest dużo czy mało? Nie wiem. Dla niektórych dużo. Na utrzymanie tak dużej rodziny tysiąc dolarów z filmików na YouTube to nie jest dużo – przyznała wprost.
Influencerka zaznaczyła również, że wiele osób w internecie zarabia znacznie więcej od niej. – Ja jestem szczera i mówię tak, jak jest – dodała.
Pod nagraniem zawrzało. Część internautów podziękowała jej za otwartość i transparentność. Inni nie kryli sceptycyzmu. Pojawiły się głosy, że to niemożliwe, by przy takiej popularności wpływy były „tak niskie”. Dyskusja szybko przeniosła się także na inne platformy społecznościowe.
„Nic nam z nieba nie spada”. Tak utrzymują 11 dzieci
To nie pierwszy raz, gdy Dominika Clarke publicznie tłumaczy kwestie finansowe. W odpowiedzi na pytania obserwatorów podkreśliła, że ich rodzina nie utrzymuje się wyłącznie z YouTube’a.
– Nic nam z nieba nie spada. Na wszystko bardzo ciężko pracowaliśmy i pracujemy – zaznaczyła.
Wyjaśniła, że nie pracuje na etat, ponieważ – jak twierdzi – taka forma zatrudnienia ogranicza możliwości finansowe. Zamiast tego prowadzi kilka własnych biznesów, które pozwalają jej generować przychód w różny sposób. Nie zdradziła jednak szczegółów dotyczących wszystkich źródeł dochodu.
Przyznała również, że przed wyjazdem do Tajlandii rodzina sprzedała wiele rzeczy – sprzęty z domu, a nawet duży samochód. To miało pomóc w zorganizowaniu nowego życia za granicą.
Dziś Clarke’owie podkreślają, że cały czas pracują i starają się dywersyfikować dochody. Media społecznościowe są jednym z elementów ich działalności, ale – jak wynika z deklaracji Dominiki – nie stanowią jedynego ani wystarczającego źródła utrzymania jedenastoosobowej rodziny.
Czy jej wyznanie zakończy spekulacje? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne – temat pieniędzy w przypadku tak medialnej rodziny jeszcze długo będzie budził emocje.