"Zaczął walić siekierą...". Porażające zeznanie studenta UW. To on był świadkiem tragedii na uczelni
Środowe wydarzenia na Uniwersytecie Warszawskim przypominają sceny jak z horroru. Doszło do makabrycznego ataku na pracowników placówki. Sprawca przy pomocy siekiery odebrał życie jednej z osób. Świadek ujawnił szczegóły, o których nikt dotąd nie miał pojęcia. To prawdziwa tragedia.
Tragedia na UW
Pozornie był zwykły środowy wieczór na kampusie prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Studenci pobierali nauki na ostatnich zajęciach, a pracownicy szykowali się do zamknięcia obiektu. Około godziny 19:00 na teren weszła jeszcze jedna osoba. Początkowo nikt nie zwracał na nią uwagi. Młoda, z pewnością był to jeden ze studentów. Chwilę później jednak doszło do tragedii.
Sprawca zaatakowało dwie osoby na terenie kampusu. Naoczni świadkowie zeznają, że w ręku trzymał siekierę, którą wymachiwał bez opamiętania. Jego pierwszą ofiarą została 53-letnia kobieta, portierka, która w tamtym czasie zaczynała zamykać budynek Audytorium Maximum. Rany cięte pojawiły się w miejscach jej kończyn, a także głowy. Nie przeżyła.
Drugą ofiarą makabrycznego zdarzenia został jeden z ochroniarzy. Próbował interweniować, jednak na próżno. Około godziny 21:00 teren uczelni został zamknięty przez policję i śledczych, którzy znaleźli się na miejscu. Rozpoczęto śledztwo mające na celu ustalić, jak doszło do takiego dramatu. Naoczny świadek był pierwszy na miejscu. To ukazało mu się przed oczami.

Szczegóły makabrycznego zdarzenia
Śledczy ustalili, że sprawcą zbrodni był 22-letni mężczyzna, student III roku prawa. Pochodzi z Polski, jednak spoza Warszawy. Ofiarę atakował wielokrotnie, raniąc kończyny górne, dolne, głowę oraz brzuch. Studenci przebywający na terenie Uniwersytety Warszawskiego początkowo nie mieli pojęcia o całym zdarzeniu. O szczegółach dowiedzieli się dopiero z internetu.
Tragedia pozostawiła w szoku mieszkańców Warszawy, a także innych miast. Szczegóły, jak i motyw sprawcy jeszcze nie są znane. Śledczy nadal prowadzą dochodzenie nad makabrycznym zdarzeniem. Nie cichną głosy żalu, w tym od prezydenta miasta, Rafała Trzaskowskiego.
Wstrząsnęła mną informacja o makabrycznej zbrodni na kampusie Uniwersytetu Warszawskiego. Ogromne wyrazy współczucia dla rodziny i bliskich zamordowanej. Mam też nadzieję, że ranny w ataku mężczyzna niosący pomoc wróci do pełnego zdrowia. Ten brutalny atak musi spotkać się z surową karą - napisał w mediach społecznościowych.
To on był świadkiem makabry na UW. Chciał pomóc
Studenci prawa o tragedii dowiedzieli się z mediów społecznościowych. Na jednej z grupek studenckich pojawiły się informacje o ataku mężczyzny uzbrojonego w siekierę. Naocznym świadkiem tragedii był jeden z uczniów. Najpierw zobaczył krew na murach budynku.
Był rozbłysk krwi na ścianie. Najpierw podszedłem, bo myślałem, że ktoś się uderzył w głowę i potrzebuje pomocy - napisał naoczny świadek.
Początkowo myślał, że mogło dojść do zasłabnięcia i rozbicia głowy o podłogę. Później jego oczom ukazał się sprawca. Instynkt kazał mu pomóc, jednak zatrzymały go służby, które pojawiły się na kampusie.
Ten drugi (sprawca - red) zaczął go (jedną z ofiar - red.) walić siekierą dalej, jak podchodziłem. Przeleciała straż i mówiła, żeby się nie zbliżać - opisywał/
Do makabry doszło w środę 7 maja w godzinach wieczornych na kampusie prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Trudno uwierzyć w tak nieludzkie działania młodego człowieka. Śledztwo nadal trwa. Rodzinie i bliskim zmarłej składamy szczere wyrazy współczucia.
