Zaczęło się! Lekarze biją na alarm. Zmarło już ponad 550 osób, 50 tys. choruje co tydzień
W gabinetach lekarskich i na oddziałach szpitalnych sytuacja robi się coraz bardziej napięta. Choroba, którą wielu wciąż lekceważy, w tym sezonie przybiera wyjątkowo brutalną formę i zbiera tragiczne żniwo. Medycy mówią wprost: takiego przebiegu nie widzieli od lat.
- „Pacjenci wyglądają jak cienie ludzi”. Choroba uderza nagle
- Leki znikają szybciej niż zwykle. Apteki notują wzrosty
- Grypa czy „jelitówka”? Objawy potrafią zmylić
„Pacjenci wyglądają jak cienie ludzi”. Choroba uderza nagle
Lekarze rodzinni i specjaliści chorób zakaźnych alarmują, że obecna fala zachorowań znacząco różni się od tej znanej z poprzednich sezonów. Choroba zaczyna się gwałtownie i niemal natychmiast „ścina z nóg”. Chorzy trafiają do przychodni w stanie skrajnego wyczerpania, z bardzo wysoką gorączką i nasilonymi bólami całego ciała.
Pacjenci są jak we mgle. Szaro-czerwoni, obolali, z temperaturą sięgającą nawet 40 stopni. Wielu mówi, że boli ich dosłownie wszystko, nawet włosy - opisuje lek. Bożena Janicka, lekarka rodzinna i prezes Porozumienia Pracowników Ochrony Zdrowia w rozmowie z ABC Zdrowie.
Jak przyznaje, często już po kilku sekundach od wejścia pacjenta do gabinetu można podejrzewać, z czym mamy do czynienia.
Dane Głównego Inspektoratu Sanitarnego potwierdzają skalę problemu. W trwającym sezonie epidemicznym odnotowano już około 550 zgonów oraz ponad 13 tysięcy hospitalizacji. Liczba nowych przypadków sięga nawet 50 tysięcy tygodniowo, co oznacza kilkukrotny wzrost w porównaniu z końcówką jesieni. System ochrony zdrowia działa na granicy wydolności, a lekarze ostrzegają, że to jeszcze nie koniec.
Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Szczyt zachorowań najprawdopodobniej przypadnie na luty - dodaje dr Janicka.
Szczególnie zagrożone są osoby starsze, dzieci, kobiety w ciąży oraz pacjenci z chorobami przewlekłymi, u których choroba może prowadzić do ciężkich powikłań, a nawet zgonu.
Leki znikają szybciej niż zwykle. Apteki notują wzrosty
Rosnąca liczba ciężkich przypadków znajduje odzwierciedlenie również w danych z rynku farmaceutycznego. Farmaceuci zauważają gwałtowny wzrost zainteresowania lekami przeciwwirusowymi, zwłaszcza tymi zawierającymi oseltamiwir - substancję stosowaną w leczeniu grypy.
Pierwszy skok sprzedaży odnotowaliśmy jeszcze przed świętami, teraz obserwujemy kolejną falę - informuje mgr Angelika Talar-Śpionek z portalu GdziePoLek. Jak podkreśla, pacjenci coraz częściej zgłaszają się do lekarza na wczesnym etapie choroby, co zwiększa skuteczność terapii. Oseltamiwir najlepiej działa bowiem w ciągu pierwszych 48 godzin od wystąpienia objawów.
Specjaliści uspokajają jednak, że, w przeciwieństwie do ubiegłego roku, nie ma obecnie sygnałów o masowych brakach leków w aptekach. W większości placówek dostępne są zarówno preparaty dla dorosłych, jak i dzieci, a na rynku pojawiło się więcej zamienników.
Lekarze zwracają też uwagę na zasadność leczenia profilaktycznego wśród domowników osoby chorej.
To realnie zmniejsza ryzyko zachorowania i łagodzi przebieg infekcji - podkreśla dr Janicka.
Jednocześnie eksperci ostrzegają przed samoleczeniem i bagatelizowaniem objawów. Grypa nie jest „mocniejszym przeziębieniem”, a nieleczona może prowadzić do zapalenia płuc, niewydolności krążeniowo-oddechowej czy zaostrzenia chorób serca i cukrzycy.
Grypa czy „jelitówka”? Objawy potrafią zmylić
Tegoroczny sezon zaskakuje również nietypowym obrazem klinicznym. Coraz więcej pacjentów zgłasza dolegliwości, które do tej pory rzadko kojarzono z grypą. Oprócz wysokiej gorączki, silnych bólów mięśni i suchego kaszlu pojawiają się wymioty, biegunki oraz intensywne bóle brzucha.
Objawy żołądkowo-jelitowe nie występują zwykle same. Towarzyszą im klasyczne symptomy grypowe, ale ich nasilenie bywa bardzo duże - wyjaśnia lekarka rodzinna.
Zdaniem ekspertów może to mieć związek z mutacjami wirusa lub nakładaniem się kilku infekcji wirusowych jednocześnie.
Lekarze ostrzegają, że ignorowanie takich objawów bywa szczególnie niebezpieczne. Odwodnienie, zaburzenia elektrolitowe czy wysoka gorączka mogą szybko doprowadzić do pogorszenia stanu zdrowia, nawet u osób młodych i wcześniej zdrowych. Duszność, utrata przytomności, uporczywe wymioty czy dezorientacja to sygnały alarmowe wymagające natychmiastowej pomocy medycznej.
Eksperci zgodnie podkreślają: nadal warto się zaszczepić. Szczepienie przeciw grypie zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu choroby i zgonu, a także ogranicza transmisję wirusa.
Można to zrobić nawet teraz, w trakcie sezonu. Szczepionka kosztuje około 27 zł, a dla seniorów i kobiet w ciąży jest bezpłatna - przypomina mgr Talar-Śpionek.
W obliczu gwałtownej fali zachorowań profilaktyka przestaje być wyborem – staje się koniecznością.