Zastrzeżenia do warunków pracy w Dino. Głos zabrali pracownicy i znany poseł
Zimą granice wytrzymałości przesuwają się szybciej niż granice przyzwoitości. Jedna z historii, która wypłynęła w ostatnich dniach, pokazuje, że problem warunków pracy w Polsce wciąż bywa traktowany jak drobna niedogodność. Tym razem przekonali się o tym pracownicy sklepu Dino. O co dokładnie chodzi?
- Historia, która wywołała oburzenie
- Warunki pracy zimą – gdzie leży problem
- Reakcje i możliwe konsekwencje
Gdzie kończy się odpowiedzialność pracodawcy? Zandberg wchodzi do Dino
Nie jest tajemnicą, że mróz tej zimy dał się we znaki. Ale dopiero niedawno zobaczyliśmy, jak niskie temperatury stają się politycznym tematem — nie na termometrach, lecz w supermarkecie. W środę 4 lutego poseł Adrian Zandberg pojawił się z **interwencją poselską w sklepie sieci Dino w Sochaczewie (woj. mazowieckie) po sygnałach od zatrudnionych tam osób.
Zandberg opublikował w mediach społecznościowych zdjęcia i wpis, w którym stwierdza, że warunki, w jakich przyszło pracować obsłudze tego sklepu, są skandaliczne i mogą naruszać przepisy BHP.
W swoim komentarzu polityk użył mocnych słów: “robienie z ludzi mrożonki się opłaca”. To hasło szybko rozgrzało internautów, ale jednocześnie postawiło poważne pytanie — czy w warunkach pracy nie powinno obowiązywać minimum zdroworozsądkowe?
Według relacji Zandberga oraz pracowników, którzy zgłosili sprawę jego biuru, temperatury w pomieszczeniach sklepu spadały do poziomów około 8 st. C, co budzi sprzeciw nawet wobec regulacji dotyczących minimalnej temperatury w miejscu pracy. To z kolei wywołało lawinę komentarzy i kontrowersji nie tylko wśród związkowców i polityków, lecz także w mediach społecznościowych oraz w opinii publicznej.
To jest skandal — pracownicy Dino wykonują swoje obowiązki w warunkach zagrażających zdrowiu. Praca w temperaturze kilku stopni jest niezgodna z polskim prawem. Kuriozalne jest to, że sprawa niskich temperatur była wielokrotnie zgłaszana, ale pracownicy odbijali się od kolejnych drzwi. Kończy się to tak, że ludzie się chorują - stwierdził Adrian Zandberg.
Mróz na kasie — protest realny czy medialny?
Niektórzy zapewne uznają określenia takie jak „robienie z ludzi mrożonki” za przesadę lub retoryczne przerysowanie. Ale dane, które zaczęły wypływać na światło dzienne, dają powody do poważnej rozmowy. Według relacji portalu „Fakt”, w sklepie Dino w Sochaczewie temperatury w różnych miejscach były znacząco niższe od tych, które zgodnie z prawem powinny panować tam, gdzie wykonuje się pracę fizyczną czy obsługuje klientów. W przedsionku sklepu termometr miał wskazywać nawet 6 st. C, a w pokoju kierowniczki sklepu około 14 st. C.
To nie są tylko zimne liczby na papierze. Według związkowców pracownicy — dla których wykonywanie obowiązków przy takich temperaturach było codziennością — chorowali częściej i szukali sposobów, by radzić sobie bez zwolnień lekarskich, często decydując się na urlopy wypoczynkowe zamiast L4, by nie stracić premii czy pracy. Wielu mówiło o pracy w kurtkach, czapkach i polarach — coś, co powinno być przedmiotem rozważań nie tylko związków, lecz także państwowych jednostek kontrolnych.
Polityk Razem podkreślił, że problem dotyczy nie tylko tej jednej placówki — podobne sygnały miały dochodzić z innych sklepów sieci, a kwestia niskiej temperatury w miejscu pracy nie jest niczym wyjątkowym w obecnych mrozach. Zwrócił uwagę na to, że odpowiednie przepisy BHP określają minimalne temperatury, które mają chronić zdrowie pracowników, a ich ignorowanie może oznaczać naruszenie prawa pracy.
Co dalej? Kary, kontrole i odpowiedzialność biznesu
Sam fakt interwencji poselskiej w sklepie Dino to dopiero początek szerszej dyskusji. Gdy rzecznik Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) został zapytany o działania w związku z doniesieniami, poinformował, że inspektorzy prowadzą kontrole w sklepach Dino na terenie województwa mazowieckiego, a zakończenie tych działań planowane jest dopiero do końca marca. Do tej pory urząd nie ujawnia wyników tych kontroli — co niektórzy komentatorzy uznają za problematyczne, bo przecież sytuacja ma bezpośredni wpływ na zdrowie ludzi.
Dino Polska, jak dotąd, odmówiło rozmowy na ten temat, mimo apeli polityków i związkowców. Zandberg w mediach społecznościowych podkreślił, że firma „bezczelnie odmawia dialogu”, co tylko dolewa oliwy do ognia w narracji o złych warunkach pracy. Przeciwnicy ostrzegają, że jeżeli praktyki dotyczące skrajnie niskiej temperatury nie zostaną zmienione, to konflikt może sięgnąć resortu pracy, a nawet spraw sądowych.
Ta sytuacja stawia pytanie nie tylko o to, jak dalece firmy mogą ignorować zgłaszane problemy, lecz także jak skuteczne są narzędzia państwa w egzekwowaniu praw pracowniczych. Co na to PIP, jakie efekt przyniosą kontrole i czy Dino zmieni swoje praktyki — to tematy, których jeszcze długo nie uciszą nawet najmroźniejsze zimowe temperatury.