Zjechali na "jabłuszkach" z Morskiego Oka. Internauci nie mieli dla nich litości
Kiedy patrzysz naśnieżoną scenerię w dolinie Morskiego Oka, wyobrażasz sobie spokojny spacer, a nie ślizgawkę z pędzącym obok kaskaderem. A jednak – na jednym z nagrań widzimy grupkę nastolatków, którzy… zjeżdżają na „jabłuszkach” (czyli popularnych ślizgach plastikowych) prosto ze szlaku. W internecie zawrzało: „powinno być zakazane”. Sprawdź, co się wydarzyło i dlaczego rozgorzała dyskusja na temat bezpieczeństwa w górach.
Zjazd „na jabłuszku” i lawina komentarzy
W pewnym momencie dnia grupa młodych osób postanowiła zrobić coś, co od razu przykuło uwagę innych turystów – wzięli swoje plastikowe „jabłuszka” i zjechali nimi ze szlaku prowadzącego z Morskiego Oka. Nagranie zostało opublikowane na platformie TikTok i bardzo szybko przekroczyło 100 000 polubień oraz zebrało ponad 400 komentarzy.
Reakcje? Podzielone. Jedni mówią: „świetna zabawa”; drudzy: „głupi pomysł i niebezpieczny dla innych”.
Pierwotna sceneria – zima, śnieg, tłumy turystów – stała się tłem do sceny, która z jednej strony wyglądała jak dziecięca uciecha, ale z drugiej: jak ryzykowne igranie ze zdrowym rozsądkiem. I właśnie to doprowadziło do wybuchu krytyki w sieci.
To powinno być zakazane;
Taka jedna dziewczyna w rudych włosach zjeżdżała z Gubałówki i mnie prawie ścięła;
I ujeżdżanie drogi jabłuszkiem, potem tam będzie o wiele bardziej ślisko;
Tak, i przez takich głąbów szlaki są wyślizgane w zimie i jak idziesz, to można się zabić na nich, bo jest tak ślisko; A jak na kogoś wpadniesz, zjeżdżając w taki sposób, to pokryjesz koszty akcji ratunkowej i opieki medycznej? - grzmią internauci.
Czy to tylko zabawa – czy zagrożenie?
Z jednej strony – jasne: plastikowy ślizg, śnieżna droga, możliwość szybkiego zjazdu. Brzmi jak prosty plan na urozmaicenie dnia w górach. Z drugiej strony jednak: szlak górski nie jest miejscem przygotowanym do bezkontrolowanych ślizgów. W tym konkretnym przypadku wykazano dwa kluczowe zagrożenia:
Szlak został w pewnym momencie „wypolerowany” od takich zjazdów, co oznacza, że dla pieszych stawał się bardziej śliski i niebezpieczny. Potencjalne ryzyko kolizji z osobą wchodzącą lub schodzącą – ponieważ ślizgacz porusza się szybciej niż przeciętny pieszy turysta i może być mniej przewidywalny.
W praktyce oznacza to, że to, co wygląda na zabawny moment, może się skończyć interwencją służb ratunkowych. I choć nie ma informacji, że w tym przypadku doszło do wypadku – warto mieć świadomość konsekwencji.
Co dalej? Regulacje, norma czy „każdy robi co chce”?
Rozmowa w komentarzach zamieniała się w debatę: Czy to powinno być zakazane? Czy turysta ma prawo korzystać ze szlaku tak, jak chce? I czy operator „jabłuszka” ponosi odpowiedzialność, jeśli coś pójdzie nie tak? W tej chwili nie ma jednoznacznej regulacji zakazującej zjazdów na ślizgach ze szlaku – system zależy od konkretnej jurysdykcji i stanu szlaku. W rejonie Morskiego Oka jednak służby apelują o ostrożność i rozwagę – zimowy szlak to nie tor saneczkowy.
Istotne jest zwrócenie uwagi na następujące kwestie:
- Rozróżnienie, czy taka aktywność odbywa się na wydzielonym terenie (np. stok saneczkowy) czy na publicznym szlaku pieszym.
- Czy ktoś w ogóle monitoruje stan szlaku? Czy turyści / organizatorzy uzyskali zgodę lub poinformowali służby?
- Czy taka aktywność wpływa negatywnie na innych użytkowników szlaku (pieszych, grupy, dzieci, osoby starsze)?
- Jeśli jesteś w górach i masz ochotę na „dmuchanie śniegu” – zastanów się dwa razy. Czy to miejsce odpowiednie? Czy szlak jest bezpieczny? Czy inni turyści nie zostaną narażeni?