Paragony grozy tuż przed Wielkanocą. Ceny biją rekordy, a to dopiero początek
Zakupy, które jeszcze niedawno były rutyną, dziś wywołują zdziwienie przy kasie. Ceny rosną z tygodnia na tydzień, a klienci coraz częściej kupują na zapas. Przed świętami sytuacja może stać się jeszcze bardziej napięta.
- Paragony rosną szybciej niż oczekiwania
- Choroba dziesiątkuje stada w całej Europie
- Przed świętami może być jeszcze drożej
Paragony rosną szybciej niż oczekiwania
Jeszcze dwa lata temu złotówka za jajko na bazarze wydawała się wysoką ceną. W supermarketach bez problemu można było znaleźć tańsze opakowania, a promocje były czymś powszechnym. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Na wielu targowiskach cena za jedno jajko sięga około 1,40 zł, a w przypadku bardziej poszukiwanych odmian - jak zielononóżki czy jaja z podwójnym żółtkiem - bywa jeszcze wyższa. W sklepach sieciowych bywa minimalnie taniej, ale również tam klienci widzą wyraźny wzrost. Dane rynkowe wskazują, że średnia cena najtańszego opakowania 10 jaj w styczniu 2026 roku przekroczyła 12 zł.
Statystyki publikowane przez Główny Urząd Statystyczny pokazują, że już pod koniec 2025 roku cena świeżego jaja kurzego była o około 15 proc. wyższa niż rok wcześniej. Problem w tym, że od tamtego momentu sytuacja na rynku tylko się pogorszyła. Różnica między tym, ile dostaje producent, a ile płaci klient, również budzi emocje. Rolnicy za jajko klasy M otrzymują około 70 groszy netto, podczas gdy w detalu cena sięga niemal złotówki netto, a po doliczeniu marż i podatków - znacznie więcej.
Choroba dziesiątkuje stada w całej Europie
Główną przyczyną kryzysu jest wysoce zjadliwa grypa ptaków HPAI H5N1. Od początku 2026 roku w Polsce potwierdzono dziesiątki ognisk choroby w gospodarstwach komercyjnych. Według danych Główny Inspektorat Weterynarii do połowy lutego liczba drobiu skierowanego do utylizacji przekroczyła 3,7 mln sztuk. W jednym z ognisk w Wielkopolsce konieczna była likwidacja aż 1,5 mln kur niosek w jednym miejscu.
Skala problemu nie ogranicza się do Polski. W całej Unii Europejskiej potwierdzono ponad sto ognisk w fermach komercyjnych, a setki przypadków odnotowano u ptaków dzikich. To oznacza stałe ryzyko nowych zakażeń i dalszego zmniejszania produkcji. Odbudowa stad trwa miesiącami, dlatego luka podażowa nie może zostać szybko uzupełniona.
Sytuację dodatkowo skomplikowało wycofywanie jaj z chowu klatkowego przez duże sieci handlowe. Chów ten zapewniał wysoką wydajność i niższe ceny, a jego ograniczenie – w połączeniu z epidemią - stworzyło poważny deficyt na rynku.
Przed świętami może być jeszcze drożej
Wielkanoc przypada w tym roku 5 kwietnia, co oznacza, że szczyt zakupów przypadnie na ostatni tydzień marca. W polskiej tradycji jaja są podstawą wielu świątecznych potraw - od żurku po wypieki i sałatki. Popyt gwałtownie rośnie właśnie wtedy, gdy podaż jest ograniczona. Analitycy prognozują, że cena skupu jaj klasy M może do końca roku wzrosnąć do około 60 zł za 100 sztuk, co przełoży się na dalszy wzrost cen detalicznych.
Klienci już teraz obserwują braki konkretnych klas i typów jaj w sklepach. Najszybciej znikają najtańsze opakowania, a gdy ich brakuje, konsumenci sięgają po droższe alternatywy. Eksperci radzą, by nie odkładać zakupów na ostatnią chwilę - jaja mają stosunkowo długi termin przydatności i odpowiednio przechowywane mogą zachować świeżość nawet kilka tygodni.
Jeśli sytuacja epizootyczna nie ulegnie poprawie, ceny mogą jeszcze wzrosnąć, a dostępność będzie ograniczona. W tym roku świąteczne zakupy mogą więc okazać się nie tylko droższe, ale i bardziej stresujące niż kiedykolwiek wcześniej.