Dramat 37-letniego Michała na trasie z Warszawy do Łomży. „Umierał w rowie”. Trwa śledztwo
Bliscy przez tydzień żyli nadzieją. Szukali, dzwonili, sprawdzali każdy trop. Nie przypuszczali, że 37-letni Michał P. z Łomży już nie żyje. Jego ciało odnaleziono w głębokim rowie przy trasie S61, w rejonie miejscowości Sulęcin Włościański. Wstępne ustalenia śledczych są wstrząsające – mężczyzna miał zostać pozostawiony w nocy, przy bardzo niskiej temperaturze, bez ubrania wierzchniego. Prokuratura prowadzi śledztwo w kierunku narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci.
Zaginął bez śladu. Rodzina rozpoczęła dramatyczne poszukiwania
Dramat rodziny rozpoczął się 23 stycznia 2026 roku. Tego dnia 37-letni Michał P., mieszkaniec Łomży, wyszedł z domu i już nie wrócił. Zaniepokojeni bliscy szybko zgłosili jego zaginięcie. Każda godzina niepewności była dla nich udręką.
Poszukiwania prowadziła Komenda Miejska Policji w Łomży. Funkcjonariusze sprawdzali sygnały od mieszkańców, analizowali monitoring, przeczesywali teren. W działaniach wykorzystano również drona. Rodzina nie traciła nadziei, wierząc, że Michał odnajdzie się cały i zdrowy.
Nikt nie przypuszczał, że finał tej historii okaże się tak tragiczny.
Makabryczne odkrycie przy trasie S61
30 stycznia, w godzinach popołudniowych, policjanci natrafili na ciało mężczyzny w głębokim rowie przy trasie S61, będącej częścią międzynarodowej trasy Via Baltica. Miejsce znajdowało się w rejonie miejscowości Sulęcin Włościański.
To był Michał P.
Informacja o odnalezieniu zwłok wstrząsnęła lokalną społecznością. Na miejsce skierowano prokuratora oraz biegłego z zakresu medycyny sądowej. Wstępne oględziny nie wykazały obrażeń ciała, które mogłyby wskazywać na bezpośredni udział osób trzecich w spowodowaniu urazów.
Biegły nie miał jednak wątpliwości co do przyczyny zgonu – 37-latek zmarł z wychłodzenia. Nocą temperatury w regionie spadały znacznie poniżej zera. W takich warunkach pozostawienie człowieka bez odpowiedniej odzieży mogło w krótkim czasie doprowadzić do tragedii.
Śledztwo w sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Ostrowi Mazowieckiej pod nadzorem Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce.
Szokujące ustalenia śledczych. „Został pozostawiony na drodze”
Najbardziej poruszające są jednak ustalenia dotyczące ostatnich godzin życia Michała.
Jak przekazała rzeczniczka prokuratury, mężczyzna podróżował samochodem z ustalonymi już osobami z Warszawy do Łomży. W godzinach nocnych, przy bardzo niskiej temperaturze otoczenia, miał zostać pozostawiony przez współpasażerów na drodze S61 – bez ubrania wierzchniego.
Sam. W środku zimy. W ciemności.
Zwłoki odnaleziono dopiero tydzień później.
Śledczy wszczęli postępowanie w kierunku dwóch przestępstw: narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci. Trwają intensywne czynności mające na celu ustalenie, dlaczego 37-latek został pozostawiony przy drodze i co dokładnie wydarzyło się w samochodzie podczas feralnej podróży.
Na razie prokuratura nie informuje o ewentualnych zarzutach. Wiadomo jednak, że osoby, z którymi podróżował Michał, zostały już ustalone.
Ta tragedia rodzi wiele pytań. Dlaczego nikt nie wezwał pomocy? Dlaczego pozwolono, by człowiek w mroźną noc został sam przy ruchliwej trasie? I czy tej śmierci można było uniknąć?
Rodzina Michała przeżywa dziś niewyobrażalny ból. Tydzień nadziei zamienił się w dramatyczne pożegnanie. Odpowiedzi na najważniejsze pytania ma przynieść prowadzone śledztwo.