Dramat na IO. Polka zalała się łzami. Ludzie osłupieli
Za nami emocjonujące kwalifikacje sprintu w skialpinizmie podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 w Mediolanie i Cortinie. Dla Biało-Czerwonych był to bolesny dzień. Do finałów nie awansował ani Jan Elantkowski, ani Iwona Januszyk. Ta druga nie kryła łez i rozpaczy. – Nie mogłam zrobić nic – mówiła drżącym głosem przed kamerą.
Dramat Iwony Januszyk. „Narta się w ogóle nie ślizgała”
Kwalifikacje sprintu w skialpinizmie na igrzyskach w Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 rozpoczęły się od startu Iwona Januszyk. Już pierwsze metry pokazały, że coś jest nie tak. Polka wyraźnie odstawała od rywalek i ostatecznie zajęła ostatnie miejsce w swoim biegu.
Chwilę po przekroczeniu linii mety nie była w stanie ukryć emocji. W rozmowie z reporterem Eurosport przyznała, że problem pojawił się natychmiast po starcie.
– Od razu po starcie miałam ogromną warstwę śniegu pod nartą. Można się zapytać narciarzy biegowych, jak się z czymś takim biega – mówiła wyraźnie poruszona.
Sprint w skialpinizmie to konkurencja dynamiczna, wymagająca maksymalnej mocy od pierwszych sekund. Każdy detal ma znaczenie – waga sprzętu, technika, ale przede wszystkim odpowiednie przygotowanie nart. W przypadku Januszyk zawiodło właśnie to ostatnie.
„Jednym smarem zniszczono wszystko”
Chwilę później emocje wzięły górę. W oczach zawodniczki pojawiły się łzy.
– Narta się w ogóle nie ślizgała. Próbowałam do samego końca, próbowałam. Ale cała moja praca ostatnich lat została zniszczona jednym smarem. Jestem załamana, nie wiem, co dalej. Nie mogłam zrobić nic – powiedziała.
Dla doświadczonej reprezentantki Polski start w Mediolanie i Cortinie był jednym z najważniejszych momentów w karierze. Skialpinizm po raz pierwszy znalazł się w programie olimpijskim i dla wielu zawodników był to historyczny występ.
Tym bardziej bolesne okazało się odpadnięcie już w kwalifikacjach – i to w takich okolicznościach. W sporcie wyczynowym detale decydują o wszystkim. Źle dobrany smar w warunkach zmiennej temperatury i wilgotności śniegu może całkowicie odebrać szansę na rywalizację.
Słowa Januszyk pokazują skalę frustracji. Zawodniczka nie obwiniała rywalek ani samej siebie. W jej ocenie nie miała po prostu narzędzi, by podjąć walkę.
Zupełnie inny nastrój Jana Elantkowskiego
Do finału nie awansował także Jan Elantkowski. 25-latek odpadł w kwalifikacjach, jednak jego reakcja była zupełnie inna niż koleżanki z reprezentacji.
– Bawiłem się wyśmienicie. Start był fajny, przed nim był stres, ale teraz mam odczucie czystej radości, że tu jestem, na najważniejszej sportowej imprezie – podkreślił.
Elantkowski nie miał zastrzeżeń do przygotowania sprzętu. Jak przyznał, wszystko było dopięte na ostatni guzik.
– U mnie wszystko było dobrze, jestem zadowolony. Problemem były bardziej plączące się nogi, co przy takim zmęczeniu jest normalnością – dodał z uśmiechem.
Różnica w nastrojach między reprezentantami Polski była uderzająca. Z jednej strony łzy i poczucie bezsilności, z drugiej – sportowa satysfakcja z samego udziału w igrzyskach.
Tak wygląda brutalne oblicze olimpijskiej rywalizacji. Jedni wracają z niej z niedosytem, inni z poczuciem spełnienia mimo porażki. Dla Iwony Januszyk to być może najtrudniejszy moment w karierze. Dla Jana Elantkowskiego – cenna lekcja i motywacja na przyszłość.
Jedno jest pewne: debiut skialpinizmu na igrzyskach przyniósł ogromne emocje. I pokazał, że w tej dyscyplinie o wszystkim może zdecydować… jeden smar.