Koszmarne odkrycie w domu na Lubelszczyźnie. Sprawę bada policja
Sobota rano w spokojnej miejscowości Jaszczów-Kolonia (woj. lubelskie, pow. łęczyński) zamieniła się w koszmar, którego nikt się nie spodziewał. To tutaj rozegrał się dramat, który wstrząsnął lokalną społecznością i postawił mieszkańców przed pytaniem o to, czy tragedii dało się uniknąć.
- Dramatyczne wydarzenia w Jaszczowie-Kolonii – co się stało?
- Reakcje mieszkańców i działania służb
- Okoliczności tragedii i pytania o możliwość jej uniknięcia
Pożar zamiast porannej kawy
Nie minęła jeszcze godzina 9:00, gdy służby ratunkowe otrzymały pilne zgłoszenie o pożarze domu jednorodzinnego w Jaszczowie-Kolonii. Na miejscu błyskawicznie pojawiły się zastępy strażackie z Państwowej Straży Pożarnej i Ochotniczych Straży Pożarnych, a także policja i ratownicy medyczni. Pierwsze meldunki mówiły o gęstym dymie wydobywającym się z wnętrza murowanego budynku.
Strażacy, wyposażeni w aparaty ochrony dróg oddechowych, przystąpili do akcji gaśniczej i przeszukiwania pomieszczeń. Po ewakuowaniu niesprawnych osób z wnętrza okazało się, że tragedii nie udało się zapobiec. Ratownicy znaleźli dwie kobiety – matkę i córkę – które pomimo natychmiastowej pomocy medycznej zmarły na miejscu. Ofiary to 89-letnia kobieta oraz jej 59-letnia córka.
Jak wyglądała akcja ratunkowa?
Akcja ratunkowa i pierwsze ustalenia
Gdy strażacy opanowali ogień, ratownicy medyczni podjęli próbę reanimacji obu kobiet, ale bezskutecznie – lekarz stwierdził ich zgon na miejscu. Budynek, choć murowany, był w środku silnie zadymiony, co znacząco utrudniało działania ratunkowe. Strażacy musieli postępować ostrożnie, by nie narazić własnego bezpieczeństwa.
Policja i prokuratura prowadzą obecnie szczegółowe oględziny pogorzeliska oraz gromadzą materiał dowodowy, który ma pomóc w ustaleniu przyczyny tragedii. Na ten moment nie ma pewnych informacji, co mogło spowodować wybuch ognia. Funkcjonariusze podkreślają, że w domu mogło znajdować się kilka potencjalnych źródeł ognia, takich jak instalacja elektryczna, piec węglowy czy butle z gazem – jednak ostateczna ocena będzie możliwa dopiero po zakończeniu śledztwa.
Co na to sąsiedzi?
Społeczność w szoku
Sąsiedzi wciąż nie mogą uwierzyć w to, co się stało. W małej społeczności, gdzie wszyscy się znają, taka tragedia odbija się szerokim echem. — Były jak dwie rodziny w jednej – zawsze razem, często widziane na spacerach i w sklepiku – mówi jedna z mieszkanek, która wciąż próbuje oswoić myśl o utracie sąsiadek.
Pytanie, które teraz zadają mieszkańcy i służby, brzmi: czy możliwe było wcześniejsze zauważenie zagrożenia, które zamieniło się w tragedię? Śledztwo wciąż trwa, a lokalna policja apeluje o cierpliwość i przestrzeganie zasad bezpieczeństwa przeciwpożarowego w domach jednorodzinnych – szczególnie w sezonie grzewczym, gdy ryzyko pożarów rośnie.