Dron zdewastował dom Polaków. Po miesiącach ciszy wreszcie ruszyła odbudowa
To miał być zwykły poranek. Zamiast spokoju — huk, strach i życie wywrócone do góry nogami. Alicja i Tomasz Wesołowscy z Wyryk stracili wszystko, gdy ich dom zniszczył tajemniczy pocisk. Przez długie miesiące czekali na pomoc. Teraz wreszcie pojawiła się nadzieja — ruszyła budowa nowego domu.
Tajemniczy wybuch, który zmienił wszystko
10 września 2025 roku na zawsze zapisał się w pamięci małżeństwa z Wyryk. Tego dnia ich spokojne życie legło w gruzach — dosłownie. Pani Alicja przygotowywała śniadanie, a pan Tomasz oglądał wiadomości o zagrożeniu ze strony rosyjskich dronów. Nagle rozległ się potężny ryk, a chwilę później ogłuszający huk.
— Żyrandol spadł tuż przed moją głową — wspomina pan Tomasz. — W suficie pojawiła się ogromna dziura, przez którą było widać niebo.
Po kilku sekundach stało się jasne: ich dom przestał istnieć w dotychczasowej formie. Dach został doszczętnie zniszczony, ściany popękały, a konstrukcja budynku została poważnie naruszona. Na miejsce błyskawicznie przyjechały służby — wojsko, policja i śledczy.
Do dziś nie ma jednoznacznej odpowiedzi, co dokładnie uderzyło w ich dom. Najpierw mówiło się o rosyjskim dronie, później o rakiecie wystrzelonej z samolotu NATO. Pewne jest jedno — skutki były katastrofalne.
Miesiące niepewności i życia „na walizkach”
Wesołowscy musieli natychmiast opuścić swój dom. Trafili do mieszkania zastępczego w budynku ośrodka zdrowia. Choć warunki są dobre, to — jak sami mówią — nie jest to ich miejsce.
— Człowiek chodzi od okna do okna i nie wie, co ze sobą zrobić — opowiada pani Alicja.
Ich dom budowali przez lata. Był niemal gotowy — planowali zakończyć ostatnie prace jeszcze w 2025 roku. Zamiast tego zostali z niczym.
Jesienią stało się jasne, że budynku nie da się uratować. Konstrukcja była zbyt uszkodzona. Przed świętami Bożego Narodzenia zapadła decyzja o rozbiórce.
Choć władze obiecały pomoc i odbudowę, rzeczywistość okazała się znacznie bardziej brutalna. Formalności ciągnęły się miesiącami, a prace nie ruszały. Dodatkowo wszystko zatrzymała surowa zima.
Wreszcie przełom. Budowa ruszyła
Po długim okresie ciszy w końcu pojawiły się pierwsze oznaki zmian. W ubiegłym tygodniu na działce stanęła tablica informacyjna, a chwilę później pojawili się geodeci.
— Mierzyli wszystko z ogromną dokładnością, po kilka razy sprawdzali każdy punkt — mówi pani Alicja.
To był sygnał, na który czekali od miesięcy. W poniedziałek, 23 marca, na plac budowy dotarły pierwsze materiały — stal zbrojeniowa. W najbliższych dniach mają pojawić się koparki, które rozpoczną wykopy pod fundamenty.
Małżeństwo podjęło też ważną decyzję dotyczącą przyszłości. Nowy dom będzie parterowy.
— Jesteśmy coraz starsi, taki dom będzie dla nas wygodniejszy — tłumaczy pan Tomasz.
Nowy dom, nowe życie — ale blizny zostaną
Choć budowa wreszcie ruszyła, droga do normalności wciąż jest długa. Według planów potrwa jeszcze około 8–9 miesięcy.
— To jeszcze sporo czasu, ale najważniejsze, że coś w końcu się dzieje — mówią zgodnie Wesołowscy.
Nowy dom ma być nie tylko dachem nad głową, ale też symbolem powrotu do życia po traumie. Jednak wydarzenia z września na zawsze pozostaną w ich pamięci.
Strach, niepewność i poczucie utraty czegoś budowanego przez lata — tego nie da się odbudować tak łatwo jak murów.
Dziś jednak pojawiła się nadzieja. A dla Wesołowskich to pierwszy krok, by znów poczuć się u siebie.