Eksplozja radości Polaków po skoku Tomasiaka! Takich scen nikt się nie spodziewał
Co za emocje, co za końcówka! Kacper Tomasiak znów stanął na olimpijskim podium i udowodnił, że stalowe nerwy to jego znak firmowy. Po pierwszej serii był czwarty, ale w finale odpalił petardę – 138,5 metra i jest brąz! To już drugi medal Polaka na tych igrzyskach.
Dramat po pierwszej serii. Do podium brakowało 3,2 punktu
Konkurs na dużej skoczni w Predazzo od początku trzymał kibiców w napięciu. 19-letni Kacper Tomasiak po pierwszej serii zajmował czwarte miejsce. Do trzeciej pozycji tracił zaledwie 3,2 punktu. To niby niewiele, ale w skokach narciarskich taka różnica potrafi być przepaścią.
Liderem był Japończyk Ren Nikaido, który odleciał rywalom i zbudował solidną przewagę. Drugą lokatę zajmował Słoweniec Domen Prevc, a trzeci był Norweg Kristoffer Eriksen Sundal. Ten ostatni w pierwszej serii poszybował aż na 136 metrów i wydawało się, że mocno zakotwiczył na podium.
Tomasiak jednak nie odpuszczał. Jego skok był solidny, technicznie czysty, ale do pełni szczęścia brakowało kilku metrów i nieco wyższych not za styl. W strefie mieszanej było widać skupienie. Zero uśmiechów, zero zbędnych gestów. Tylko koncentracja. Wiedział, że wszystko rozstrzygnie się w drugiej próbie.
Finał jak z filmu! 138,5 metra i eksplozja radości
Druga seria była prawdziwą wojną nerwów. Każdy błąd mógł kosztować medal. Gdy Tomasiak usiadł na belce startowej, napięcie sięgało zenitu. 19-latek jednak udowodnił, że presja go nie paraliżuje – wręcz przeciwnie, napędza.
Polak oddał kapitalny skok. 138,5 metra! To była próba, która poderwała kibiców z miejsc. Telewizyjne powtórki tylko potwierdziły: świetne wyjście z progu, stabilny lot i pewne lądowanie. Sędziowie byli zgodni – wysokie noty.
Kluczowy moment nastąpił chwilę później. Sundal, który po pierwszej serii był trzeci, nie wytrzymał presji. Norweg wylądował trzy metry bliżej niż Tomasiak. Różnica była aż nadto widoczna. Gdy pojawiły się ostateczne noty, stało się jasne – Polak wskakuje na podium!
Brązowy medal stał się faktem. Tomasiak przegrał tylko z Nikaido i Prevcem. Emocje? Ogromne. Radość w polskim sztabie – jeszcze większa. To był pokaz charakteru i odporności psychicznej, jakiej nie powstydziłby się najbardziej doświadczony zawodnik. Polacy na widowni i przed telewizorami oraz w komentarzach eksplodowali radością i okrzykami “Nasz Kacper!”, “brawo mistrzu!” - pisali.
Drugi medal Tomasiaka. Wąsek i Stoch też walczyli
Dla Tomasiaka to już drugi medal tych igrzysk. Wcześniej sięgnął po srebro na normalnej skoczni, a teraz dołożył brąz na dużym obiekcie. Taki dorobek w wieku 19 lat? To zapowiedź wielkiej kariery.
Polacy mogą być dumni także z postawy pozostałych reprezentantów. Paweł Wąsek zakończył rywalizację na 14. miejscu. Walczył ambitnie, ale tym razem zabrakło mu metrów, by włączyć się do walki o czołowe lokaty.
21 miejsce zajął Kamil Stoch – trzykrotny mistrz olimpijski. Dla legendarnego skoczka był to ostatni start w indywidualnym konkursie olimpijskim. Symboliczne zakończenie pewnej epoki. Choć tym razem bez medalu, jego dorobek i tak pozostaje imponujący.
Wieczór w Predazzo należał jednak do Tomasiaka. Młody, odważny, z zimną głową w najważniejszym momencie. W świecie sportu takie historie piszą się rzadko – ale kiedy już się zdarzają, zapamiętuje się je na długo. Polska ma nowego bohatera zimowych igrzysk. I wygląda na to, że to dopiero początek.