Funkcjonariusz SOP pozbawił życia 4-letnią córeczkę. Sąsiad przerwał milczenie
To miała być jedna z tych rodzin, o których mówi się: zwyczajna, spokojna, bez cienia sensacji. Tym bardziej wydarzenia z jednego z mieszkań w Ustce wywołały niedowierzanie i strach. Dopiero po czasie sąsiedzi zaczęli łączyć fakty i opowiadać, co ich niepokoiło. Teraz milczenie pękło, a relacje „zza zamkniętych drzwi” rzucają nowe światło na dramat, który wstrząsnął całą Polską.
- Spokojna rodzina w Ustce
- Niepokojące sygnały i obserwacje sąsiadów
- Przełamanie milczenia
Krzyk w środku nocy: sąsiedzi o chwili tragedii
Wieczorna rutyna w nadmorskiej Ustce przemieniła się w horror, którego nikt nie widział nadchodzącego. W jednym z bloków przy ul. Bałtyckiej zgłoszono awanturę domową. To, co potem ujrzały służby, wstrząsnęło lokalną społecznością i całą Polską. Funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa (SOP) miał zaatakować swoją rodzinę nożem, zabijając 4-letnią córeczkę i raniąc kilka innych osób, w tym żonę i teściów.
Policja obezwładniła mężczyznę, który również odniósł obrażenia. Śledczy pod nadzorem prokuratury badają teraz okoliczności tragedii, próbując odpowiedzieć na pytanie, co skłoniło uznanego i długoletniego funkcjonariusza do tak brutalnego czynu. Szczegóły tego, co wydarzyło się „za zamkniętymi drzwiami”, zaczynają wypływać dopiero teraz, gdy sąsiedzi odważają się mówić o tym koszmarze.
To miał być zwykły wieczór, podobny do wielu innych w spokojnej dzielnicy Ustki. – Razem na grzybach byli, uśmiechnięci, normalna rodzina – wspomina jeden z mieszkańców bloku przy ul. Bałtyckiej, cytowany przez lokalne media. W poniedziałek około 21:30 ciszę przerwały przeraźliwe krzyki i wołanie o pomoc, które roznosiły się po klatce schodowej. Świadkowie mówili o telefonie na pogotowie i natychmiastowym przyjeździe ratowników oraz policji, którzy zastali sceny nie do opisania.
Reanimacja 4-letniej dziewczynki trwała długo, ale niestety nie udało się jej uratować. – Dzieci się ratuje, a nie krzywdę się robi – wzdychał inny sąsiad w rozmowie z relacjonującymi reporterskimi kamerami. Oprócz małej ofiary, w ataku ranne zostały też inne osoby z rodziny, które trafiły do szpitala, w tym żona mężczyzny oraz jego teściowie. Sam sprawca również odniósł obrażenia i został zatrzymany przez policję pod nadzorem służb medycznych.
Kim był funkcjonariusz SOP i co teraz mówią śledczy?
Podejrzany to 44-letni funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa, formacji odpowiedzialnej m.in. za ochronę najważniejszych osób w państwie oraz obiektów o kluczowym znaczeniu. Według ustaleń służb mężczyzna służył w SOP od ponad dwóch dekad i w październiku przeszedł rutynowe badania okresowe, które nie wykazały przeciwwskazań do dalszej służby. Po tragicznym zdarzeniu został zawieszony i wobec niego wszczęto odpowiednie procedury, przewidujące m.in. wydalenie ze służby oraz dokładne sprawdzenie jego dokumentacji i stanu psychicznego.
Prokuratura Okręgowa w Słupsku oficjalnie prowadzi śledztwo w sprawie rodzinnej tragedii – zatrzymany może usłyszeć zarzuty po zakończeniu sekcji zwłok 4-latki i zgromadzeniu wszystkich dowodów. Dochodzenie ma wyjaśnić, jakie motywy i czynniki doprowadziły do tak niepojętego brutalnego ataku w środku rodzinnego świętowania ferii.
Okazuje się, że sąsiad postanowił przerwac milczenie.
Reakcje i konsekwencje, których nikt się nie spodziewał
Co na to sąsiedzi? Jeden z nich zdecydował się przerwać milczenie.
To była spokojna rodzina. Naprawdę, zawsze razem i z wnukami, latem na grzybach żeśmy się spotkali w lesie, akurat byli na grzybach z wnukami. Miła sympatyczna rodzina naprawdę. Nawet jak człowiek jest zdenerwowany, to albo czymś rzuci, albo coś, ale żeby z nożem na rodzinę się rzucić? Na dzieci zwłaszcza? Dzieci się ratuje, a nie krzywdę się robi.
Tragedia odbiła się szerokim echem nie tylko w Ustce, ale i w całym kraju. Mieszkańcy okolicy nadal są w szoku – to była rodzina, którą każdy znał jako spokojną i zgraną. Gdy reporterskie kamery pytają o możliwe przyczyny, ludzie mówią o niedowierzaniu i próbach zrozumienia niewyobrażalnego.
Reakcje władz SOP i MSWiA obejmują zapewnienia o wsparciu medycznym i psychologicznym dla poszkodowanych oraz dokładnym wyjaśnieniu sytuacji służbowej podejrzanego. Specjaliści podkreślają, że nawet w służbach o najwyższych standardach może dojść do tragedii, jeśli w grę wchodzi zdrowie psychiczne funkcjonariusza – kwestia ta z pewnością powróci w debacie publicznej. Czy wydarzenie to skłoni do zmian w procedurach badań i wsparcia personelu służb mundurowych? To pytanie, które teraz zadaje sobie wiele osób.