Kierowca ciężarówki okrzyknięty bohaterem po wypadku busa na Słowacji. "Powinien dostać Nobla"
To cud, że nikt z pasażerów nie zginął – mówią słowackie służby. Po zderzeniu autobus stanął w płomieniach, a ludzie uciekali w panice. Jedna decyzja kierowcy ciężarówki mogła uratować dziesiątki istnień.
Nocny koszmar w Liptowskiej Osadzie
Do dramatycznego wypadku doszło we wtorek, 17 lutego, tuż przed godziną 3.00 nad ranem w miejscowości Liptowska Osada na terytorium Słowacja. Autokar należący do firmy FlixBus jechał z Kraków do Budapeszt. Na pokładzie znajdowało się około 30 osób, z czego około jedna trzecia to obywatele Polski.
Większość pasażerów spała, gdy nagle obudził ich potężny huk. Jak ustaliły słowackie służby, kierowca autokaru z nieznanych na razie przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu, wprost pod nadjeżdżającą ciężarówkę wypełnioną drewnem.
Siła uderzenia była ogromna. Chwilę później autobus stanął w ogniu. Świadkowie mówią o scenach rodem z filmu katastroficznego – ciemność, krzyki i płomienie obejmujące pojazd.
Niestety, wypadku nie przeżył kierowca autokaru. Dwie osoby – 53-letni mężczyzna i 47-letnia kobieta – trafiły do szpitali. Obrażenia odniósł również 37-letni pasażer, który jednak odmówił hospitalizacji.
Autobus w ogniu. Pasażerowie uciekali w panice
Po zderzeniu liczyły się sekundy. Ogień bardzo szybko objął przód pojazdu. Pasażerowie, zdezorientowani i przerażeni, zaczęli o własnych siłach wydostawać się z autokaru.
Słowackie służby ratunkowe nie mają wątpliwości – to prawdziwy cud, że nie doszło do większej tragedii. Gdyby doszło do czołowego zderzenia przy pełnej prędkości, liczba ofiar mogłaby być znacznie większa.
Na miejscu pracowały zastępy straży pożarnej, policji i ratowników medycznych. Droga przez wiele godzin była zablokowana. Prokuratura wszczęła śledztwo, które ma wyjaśnić dokładne przyczyny wypadku.
Kierowca ciężarówki został przebadany na obecność alkoholu – wynik był negatywny. Śledczy badają teraz m.in. stan techniczny pojazdów oraz to, czy kierowca autokaru mógł zasnąć za kierownicą.
„Powinien dostać Nobla”. Kierowca ciężarówki okrzyknięty bohaterem
Według relacji słowackich mediów, w tym stacji TN Live, do jeszcze większej tragedii nie doszło dzięki błyskawicznej reakcji kierowcy ciężarówki.
Kiedy mężczyzna zauważył, że autokar zjeżdża na jego pas, natychmiast skręcił kierownicę i zjechał do rowu. W ten sposób ograniczył siłę uderzenia i uniknął pełnego zderzenia czołowego.
— Zrobiłem, co mogłem. Nie dało się jechać dalej. Każdy, kto wykonuje tę pracę, zachowałby się w ten sposób — powiedział skromnie w rozmowie z mediami.
Jeden ze strażaków, który brał udział w akcji ratunkowej, nie krył emocji. — Powiedziałbym, że kierowca ciężarówki powinien dostać Nagrodę Nobla, bo uratował życie innym. To jedna z niewielu sytuacji, kiedy ktoś w ułamku sekundy podejmuje taką decyzję — podkreślił.
W Słowacja mężczyzna już został okrzyknięty bohaterem. Jego pojazd jest poważnie uszkodzony, ale on sam wyszedł z wypadku bez poważnych obrażeń.
Do sprawy odniósł się także rzecznik polskiego MSZ, Maciej Wewiór. Zapewnił, że polski konsulat na Słowacji pozostaje w stałym kontakcie ze słowackimi służbami i władzami. — Nasze służby konsularne są gotowe udzielić wszelkiej możliwej pomocy poszkodowanym obywatelom Polski oraz ich rodzinom — przekazał.
Śledztwo trwa. Jedno jest jednak pewne – tej nocy w Liptowskiej Osadzie o losie kilkudziesięciu osób zdecydowały sekundy i zimna krew jednego człowieka.