Koszmar na trasie S2! Samochód wypadł z drogi, zniszczenia są ogromne
Dramatyczne sceny na warszawskim odcinku trasy S2. W rejonie węzła Konotopa samochód osobowy z impetem wypadł z drogi, niszcząc znaki i bariery energochłonne. Widok był przerażający, ale finał tej historii zaskakuje – nikt nie został ranny. Kluczową rolę odegrał prywatny zespół ratownictwa medycznego, który zupełnie przypadkowo znalazł się na miejscu zdarzenia.
- Groźny wypadek na S2. Auto staranowało infrastrukturę
- „Zajechała mi drogę Skoda”. Kierowca tłumaczy się policji
- Prywatna karetka na miejscu. Tak należy reagować na ekspresówce
Groźny wypadek na S2. Auto staranowało infrastrukturę
Do zdarzenia doszło na warszawskim odcinku trasy S2, na wysokości dzielnicy Ursus, na jezdni prowadzącej w kierunku Poznania. W godzinach wzmożonego ruchu osobówka nagle wypadła z pasa ruchu i z ogromną siłą uderzyła w bariery energochłonne.
Siła uderzenia była tak duża, że samochód po drodze „skosił” kilka znaków drogowych. Zniszczona infrastruktura i roztrzaskany pojazd wyglądały dramatycznie, a kierowcy mijający miejsce zdarzenia z pewnością przeżyli chwile grozy. Wystarczyła chwila nieuwagi, by doszło do tragedii – zwłaszcza na ruchliwej trasie ekspresowej.
Na miejsce szybko skierowano straż pożarną. Interweniowali strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 16 z warszawskiego Ursusa. Po zabezpieczeniu terenu okazało się, że bilans zdarzenia jest wyjątkowo szczęśliwy. Mimo poważnych zniszczeń nie było osób poszkodowanych.
„Zajechała mi drogę Skoda”. Kierowca tłumaczy się policji
Kierowca osobówki opuścił pojazd o własnych siłach. Był w szoku, ale nie odniósł obrażeń wymagających hospitalizacji. Mężczyzna przedstawił służbom swoją wersję wydarzeń, która teraz będzie dokładnie analizowana przez policję.
– Zajechała mi drogę Skoda – relacjonował. Według jego słów, inny kierowca miał nagle wykonać niebezpieczny manewr, zmuszając go do gwałtownej reakcji obronnej. Próba uniknięcia zderzenia zakończyła się utratą panowania nad pojazdem i uderzeniem w bariery.
Funkcjonariusze sprawdzą monitoring oraz przesłuchają ewentualnych świadków, by ustalić, czy rzeczywiście doszło do wymuszenia pierwszeństwa. Na trasach szybkiego ruchu takie sytuacje są szczególnie niebezpieczne – przy dużych prędkościach nawet ułamek sekundy może zdecydować o życiu lub śmierci.
Prywatna karetka na miejscu. Tak należy reagować na ekspresówce
Ogromnym szczęściem w nieszczęściu była przypadkowa obecność zespołu ratownictwa medycznego z firmy KAM-MED. Medycy nie jechali do tego zdarzenia – po prostu na nie najechali, poruszając się trasą S2.
Nie zawahali się ani chwili. Natychmiast zabezpieczyli miejsce kolizji, oznaczyli teren i zadbali o bezpieczeństwo uczestników ruchu do momentu przyjazdu państwowych służb ratunkowych. Dzięki ich szybkiej reakcji udało się uniknąć wtórnych zderzeń, które na drogach ekspresowych są częstą przyczyną poważnych tragedii.
Eksperci przypominają, jak należy zachować się, będąc świadkiem wypadku na autostradzie lub ekspresówce. Przede wszystkim trzeba zadbać o własne bezpieczeństwo: włączyć światła awaryjne, zjechać na pas awaryjny i założyć kamizelkę odblaskową jeszcze w samochodzie. Następnie należy ustawić trójkąt ostrzegawczy – na takich drogach aż 100 metrów za pojazdem.
Konieczne jest też szybkie wezwanie pomocy pod numerem 112 i podanie dokładnej lokalizacji. Jeśli nie jesteśmy ratownikami, nie wolno wyciągać poszkodowanych z aut, chyba że grozi im bezpośrednie niebezpieczeństwo. W korku trzeba bezwzględnie utworzyć korytarz życia.
Wypadek na S2 pokazuje jedno: nawet bardzo groźnie wyglądające zdarzenie może skończyć się bez ofiar. Warunek jest jeden – rozsądek, szybka reakcja i przestrzeganie zasad bezpieczeństwa.