Koszmar w polskim żłobku. Zdruzgotana mama 3-latki. Zapadł wyrok
Na początku były niewinne siniaki i uspokajające tłumaczenia. Potem — wstrząsające nagrania, których nie da się „odzobaczyć”. Proces byłej opiekunki żłobka w Olsztynie dobiegł końca, a jego finał zostawił rodziców z poczuciem krzywdy, gniewu i utraconego zaufania. To, co działo się za zamkniętymi drzwiami placówki, poruszyło całą Polskę.
- Niewinne siniaki, które okazały się koszmarem
- Przerażające nagrania ujawnione przez opiekunki
- Wyrok zapadł. Rodzice mówią o rozczarowaniu i strachu
Niewinne siniaki, które okazały się koszmarem
Gdy mama trzyletniej dziewczynki zauważyła na jej nogach kolejne siniaki, nie zapaliła się jej czerwona lampka. Dziecko chodziło do żłobka, było ruchliwe, pełne energii — siniaki zdarzały się często. Tak przynajmniej wtedy myślała.
— Tłumaczyłam sobie, że to zwykłe zabawy z rówieśnikami — mówi dziś kobieta. — Opiekunka wydawała się ciepła, uśmiechnięta. Zapewniała, że traktuje dzieci jak własne.
Prawda wyszła na jaw dopiero po czasie. Gdy rodzice dowiedzieli się o nagraniach ze żłobka, świat dosłownie im się zawalił. — Jak się o tym dowiedziałam, byłam w szoku. Do dziś czuję ogromny żal i rozpacz — przyznaje matka dziewczynki.
Przerażające nagrania ujawnione przez opiekunki
Sprawa Magdaleny S., byłej opiekunki żłobka w Olsztynie, ujrzała światło dzienne dzięki innym pracownicom placówki. To one zdecydowały się nagrać zachowanie koleżanki z pracy i powiadomić dyrekcję.
Z relacji świadków i ustaleń prokuratury wynika, że kobieta miała stosować wobec dzieci przemoc fizyczną i psychiczną. Uderzanie otwartą dłonią w twarz, podnoszenie maluchów za jedną rękę, rzucanie nimi o podłogę, krzyki i wyzwiska — to tylko część zarzutów.
— Darzyliśmy opiekunki pełnym zaufaniem. Wierzyliśmy, że nasze dzieci są bezpieczne — mówi ojciec jednego z pokrzywdzonych maluchów. — Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca w żłobku. To niewyobrażalne.
Jak ustaliła prokuratura, ofiarami Magdaleny S. miało być aż 15 dzieci w wieku od roku do trzech lat. Śledztwo ruszyło po zawiadomieniu złożonym przez dyrekcję placówki.
Wyrok zapadł. Rodzice mówią o rozczarowaniu i strachu
23 stycznia w Olsztynie zapadł wyrok. Sąd skazał Magdalenę S. na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Dodatkowo kobieta ma zapłacić po 500 zł na każde skrzywdzone dziecko. Wyrok nie jest prawomocny.
Rozprawa toczyła się z wyłączeniem jawności ze względu na ochronę prywatności małoletnich. Sama oskarżona nie przyznała się do winy. Jej obrończyni, adwokat Joanna Niemczak, przekonywała, że sprawa „nie jest czarno-biała”.
— Moja klientka nie jest potworem. Była cenionym pracownikiem, lubianym przez dzieci, rodziców i kadrę — podkreślała.
Rodzice jednak nie kryją rozczarowania. Dla wielu z nich wyrok to za mało, by odzyskać poczucie sprawiedliwości i bezpieczeństwa. — Zaufanie zostało zniszczone. Boję się, komu teraz powierzyć swoje dziecko — mówi jedna z matek.
Ta sprawa na długo pozostanie bolesną przestrogą. Pokazuje, że nawet w miejscach, które powinny być synonimem troski i opieki, może dochodzić do dramatów, o jakich nikt nie chce nawet myśleć.