Krzyki w Sejmie: "Do dymisji"! Show kradnie jednak zdjęcie
Sejm zamienił się w arenę politycznego starcia — okrzyki „Do dymisji!” zagłuszały wystąpienie ministra, a jedno nieoczekiwane zdjęcie wywróciło narrację do góry nogami. W kilka minut emocje sięgnęły zenitu, a Polska zobaczyła parlament w najostrzejszym wydaniu.
- Burzliwe posiedzenie Sejmu
- „Do dymisji!” – krzyki parlamentarne i ich żądania
- Kultowe zdjęcie i odpowiedź ministra
Burzliwe posiedzenie Sejmu
Podczas posiedzenia Sejmu w dniu 9 stycznia 2026 zgromadzeni parlamentarzyści zajmowali się jednym z najgorętszych tematów politycznych ostatnich tygodni – umową handlową między Unią Europejską a państwami członkowskimi blokującymi wcześniejsze weto Warszawy, tj. Mercosur. Porozumienie to zakłada szeroką liberalizację handlu, co wywołało silne protesty polskich rolników, którzy uważają, że jego konsekwencje mogą być niszczące dla krajowego sektora rolnego. Polska formalnie wyraziła sprzeciw, ale finalna zgoda UE zapadła m.in. dzięki poparciu włoskich władz, co stało się jednym z głównych punktów antagonizmu między politykami.
W tych okolicznościach minister rolnictwa i rozwoju wsi, Stefan Krajewski, został wezwany do mówienia ze sejmowej mównicy. To wystąpienie miało być próbą obrony działań rządu oraz wyjaśnienia dlaczego polski sprzeciw wobec umowy Mercosur ostatecznie nie powiódł się. Jednakże już od momentu, gdy minister pojawił się przy mikrofonie, atmosfera na sali była napięta. Posłowie opozycyjnych klubów nie kryli niezadowolenia, a część z nich zdecydowała się wyrazić swoją dezaprobatę za pomocą głośnych okrzyków – co całkowicie przysłoniło część planowanej debaty.
Tak dramatyczna reakcja wskazywała nie tylko na polityczne napięcia w parlamencie, ale również na głęboki konflikt wewnątrz polskiej sceny politycznej dotyczący przyszłości rolnictwa i relacji handlowych z krajami Mercosur. Ten kontekst był tłem dla dalszych wydarzeń, które wstrząsnęły sejmową salą posiedzeń.
„Do dymisji!” – krzyki parlamentarne i ich żądania
Jeszcze zanim Stefan Krajewski zajął stanowisko przy mównicy, atmosfera na sali była już skrajnie emocjonalna. Z ław poselskich zaczęły się rozlegać głośne okrzyki: „Do dymisji, do dymisji!” – skierowane wprost pod adresem ministra rolnictwa. Te skandowane hasła stanowiły wyraz zdecydowanego sprzeciwu części posłów wobec działań i odpowiedzialności Krajewskiego za cały proces negocjacyjny i jego efekty.
W kontekście debaty krzyki te miały podwójne znaczenie polityczne. Część parlamentarzystów PiS podkreślała swoją frustrację z powodu faktu, że ich sprzeciw wobec umowy Mercosur nie przyniósł zamierzonego efektu. Ich zdaniem obecny minister powinien ponieść konsekwencje polityczne za niezablokowanie porozumienia w instytucjach Unii Europejskiej. Dodatkowo część wypowiedzi opierała się na zarzutach, że minister „spełnił sen PiS o Mercosur”, choć rząd formalnie sprzeciwiał się tej umowie.
Te okrzyki szybko przerodziły się w dłuższą sekwencję manifestacji woli części posłów – z konsekwentnym powtarzaniem żądań dymisji. Nie były to jednak jedynie słowa – presja polityczna wyraźnie rosła, kiedy debata coraz bardziej przypominała parlamentarny spór niż merytoryczną dyskusję. Próbą złagodzenia nastrojów był późniejszy moment, kiedy minister Krajewski odniósł się bezpośrednio do jednego z posłów, co jednak tylko rozkręciło jeszcze bardziej emocje obecnych parlamentarzystów.
Dzisiaj spełnił się sen PiS o Mercosur. To premier Szydło, premier Morawiecki chcieli przyspieszenia prac — rozpoczął minister rolnictwa.
Kultowe zdjęcie i odpowiedź ministra
W czasie wspomnianej burzliwej debaty doszło do momentu, który szybko stał się jednym z najbardziej komentowanych wydarzeń z całego posiedzenia. Jeden z posłów PiS, Krzysztof Ciecióra, podniósł i pokazał na środku sali nietypowe zdjęcie – przedstawiające samego ministra Stefana Krajewskiego podczas… morsowania. To niecodzienne ujęcie natychmiast przyciągnęło uwagę zarówno posłów, jak i mediów.
Zamiast naruszyć powagę posiedzenia, zdjęcie to stało się symbolem całej sytuacji, wywołując mieszane reakcje na sali. Gdy minister usłyszał, że mu je pokazano, odpowiedział z charakterystycznym spokojem, ale i z lekkim elementem ironii: „Żeby wejść do zimnej wody, trzeba mieć odwagę” – zwracając się bezpośrednio do posła, który prezentował fotografię. Cytowane słowa były odbierane jako próba przekierowania narracji i odwrócenia uwagi od kontrowersji związanej z umową Mercosur.
Opozycja – wcześniej domagająca się dymisji – zareagowała na tę odpowiedź oklaskami, co jeszcze bardziej podgrzało atmosferę na sali. Pomimo chaosu, minister Krajewski wrócił do swojego przemówienia i kontynuował obronę działań rządu, zarzucając swoim oponentom, że „wstyd i hańba, nie zrobiliście nic” w kontekście obrony polskiego rolnictwa.
Ten niecodzienny epizod z morsowaniem stał się z kolei głównym tematem rozmów w mediach społecznościowych i nadawał ton dalszym komentarzom politycznym dotyczącym całej debaty.