LOT kasuje połączenia. Ceny biletów pójdą w górę
PLL LOT zmienia swój rozkład lotów i wycofuje część połączeń. Wszystko przez drożejące paliwo i sytuację na świecie, która zmusza linie lotnicze do oszczędności. Rzecznik przewoźnika tłumaczy, co to oznacza dla pasażerów i które bilety będą najdroższe.
Dlaczego LOT kasuje loty i które znikną?
W kwietniu 2026 roku polskie linie LOT musiały podjąć trudną decyzję o wycofaniu niektórych lotów z rozkładu. Nie chodzi o to, że przestajemy latać do konkretnych miast, ale o to, że tych lotów będzie po prostu mniej. Jeśli na jakiejś trasie samoloty latały trzy razy dziennie, teraz może to być tylko dwa razy. Przedstawiciele firmy uspokajają, że wybierają te godziny i rejsy, którymi latało najmniej osób, żeby zmiana była jak najmniej uciążliwa dla podróżnych.
Największe zmiany dotyczą lotów po Polsce oraz tych na krótkich trasach do europejskich miast. Na ten moment loty dalekie, na przykład do Ameryki, odbywają się bez zmian. Cały problem wynika z tego, że paliwo lotnicze jest bardzo drogie, a linie lotnicze nie mogą w nieskończoność podnosić cen biletów, bo ludzie przestaliby latać. Dlatego zamiast drastycznych podwyżek na każdej trasie, LOT woli wysyłać w powietrze mniej maszyn, ale dbać o to, by były one wypełnione pasażerami. To pozwala firmie oszczędzać pieniądze i utrzymać się na rynku w trudnym czasie, kiedy wszyscy przewoźnicy borykają się z podobnymi problemami finansowymi.
Co z cenami biletów i dlaczego rosną?
Wiele osób pyta, o ile dokładnie zdrożeją loty, ale odpowiedź nie jest prosta. Wszystko zależy od tego, gdzie chcemy lecieć. Najmocniej po kieszeni uderzą nas loty dalekie, na przykład do Azji (Tokio czy Seul). Tutaj bilety są droższe, bo konkurencja jest mniejsza, a omijanie niebezpiecznych stref nad krajami ogarniętymi konfliktami kosztuje linie lotnicze dużo więcej czasu i paliwa.
Jeśli chodzi o loty po Europie, LOT stara się trzymać ceny w ryzach, żeby nie przegrać z innymi liniami. Ważne jest też to, że linie lotnicze kupują paliwo z wyprzedzeniem po stałej cenie, co nazywa się „hedgingiem”. Dzięki temu, gdy cena ropy nagle skacze na giełdzie, bilety nie drożeją z dnia na dzień o sto procent. Jednak takie zapasy paliwa kiedyś się kończą i wtedy nowe stawki muszą zostać doliczone do biletów. Przewoźnicy muszą bardzo uważać - jeśli bilet będzie zbyt drogi, samolot poleci pusty, a to najgorszy scenariusz dla każdej linii. Dlatego ceny są ciągle sprawdzane i dostosowywane do tego, ile pasażerowie są w stanie zapłacić za podróż.
Jak teraz kupować bilety, żeby nie przepłacić?
Sytuacja na świecie sprawiła, że Polacy zmienili sposób rezerwowania wakacji. Kiedyś czekaliśmy do ostatniej chwili, a bilety kupowaliśmy mniej więcej miesiąc przed urlopem. Teraz dane pokazują, że boimy się podwyżek i rezerwujemy loty znacznie wcześniej.
Rzecznik LOT-u w rozmowie z Business Insider Polska, zauważył, że „krzywa rezerwacji” się przesuwa - klienci szukają lotów wakacyjnych już teraz, by mieć gwarancję stałej ceny i pewne miejsce w samolocie. To bardzo rozsądne podejście, bo im bliżej lata, tym lotów może być mniej, a chętnych więcej, co automatycznie wywinduje ceny w górę.
Jeśli planujesz urlop w 2026 roku, kwiecień to ostatni dzwonek, żeby znaleźć coś w rozsądnej kwiecień cenie. Wcześniejsza rezerwacja daje nam spokój, że nawet jeśli paliwo znów zdrożeje, my mamy już swój bilet opłacony. Pasażerowie stają się coraz bardziej zapobiegliwi, bo widzą, że tanie latanie „na już” staje się powoli przeszłością. Planowanie z dużym wyprzedzeniem to obecnie jedyny sposób, by cieszyć się wakacjami bez stresu o stan konta.