Ludzie wyszli na ulice. Syreny słychać w całym mieście. Mają dość
W piątek rano ulice zatoczyły się od ludzkich głosów, gwizdków i sygnałów alarmowych. Setki pracowników wyszły na zewnątrz bram – tłum gęstniał z każdą kolejną minutą, a w powietrzu czuć było narastające napięcie. Nikt dokładnie nie wiedział, jak długo potrwa ten protest, ale już teraz było jasne: to nie jest zwykła pikieta. Ludzie mają dość i chcą być wreszcie usłyszani.
- Dlaczego pracownicy zdecydowali się na protest?
- Czego domagają się protestujący?
- Gdzie protest ma miejsce? Lokalizacja i kontekst wydarzeń
Dlaczego pracownicy zdecydowali się na protest?
Rozgoryczenie pracowników wynika z decyzji zarządu spółki JSW KOKS o pozbawieniu ich części kluczowych składników wynagrodzenia, w tym miesięcznych premii, które przez lata pracownicy traktowali jako element stałych miesięcznych zarobków. Według przewodniczącego „Solidarności” działającego w JSW KOKS, Piotra Góreckiego, „zarząd oznajmił stronie społecznej, że miesięcznych premii w tym roku nie będzie”. Dla pracowników oznacza to realne obniżenie ich dochodów o około 500 zł miesięcznie, co dla wielu rodzin stanowi poważne obciążenie budżetu domowego.
To właśnie kwestia wynagrodzeń i postrzegana niesprawiedliwość w polityce płacowej spółki doprowadziły do eskalacji konfliktu. Spór zbiorowy pomiędzy stroną pracowniczą a zarządem trwał od 11 lutego, jednak jak podkreślają związki zawodowe, dotychczasowe rozmowy nie przyniosły żadnych konkretnych rezultatów. Związkowcy uważają, że dotychczasowe spotkania miały jedynie formalny charakter i były wykorzystywane przez zarząd do deklarowania dialogu społecznego, bez realnych ustaleń.
Protest ma więc charakter nie tylko wyrazisty, ale także wynikający z narastających frustracji pracowników, którzy od miesięcy odczuwają skutki decyzji finansowych podejmowanych przez kierownictwo – decyzji, które ich zdaniem godzą w stabilność ich rodzinnych finansów i poczucie sprawiedliwości za wykonaną pracę.
Czego domagają się protestujący?
Głównym postulatem protestujących jest rozpoczęcie rzeczywistych rozmów z zarządem i podjęcie negocjacji w sprawie polityki płacowej w spółce, z uwzględnieniem przywrócenia premii oraz odpowiedniej rekompensaty za utracone składniki wynagrodzenia. Pracownicy domagają się, aby wynagrodzenia, które od dawna stanowiły ważny element ich płacy, zostały utrzymane i zabezpieczone w przyszłych porozumieniach z pracodawcą.
Piotr Górecki, przewodniczący „Solidarności” w JSW Koks, podkreśla, że związek rozumie trudną sytuację całej Grupy Kapitałowej JSW, jednak zapewnienia o poszanowaniu wynagrodzeń nie zostały dotrzymane.
Zarząd spotyka się z nami tylko po to, żeby móc później powiedzieć, że prowadzi dialog społeczny. Z tych rozmów nic nie wynika – mówił w rozmowie z mediami lider związkowy, wskazując na brak rzeczowych ustaleń i konkretów podczas dotychczasowych spotkań.
Protestujący nie ograniczają się jedynie do żądań finansowych – wiele wypowiedzi uczestników sugeruje, że ich protest ma głębszy wymiar: chodzi o godność pracy, brak poczucia lekceważenia przez kierownictwo i jasne sygnały, że ich głos zostanie wysłuchany. To wyraźny sygnał, że pracownicy oczekują dialogu, szacunku i stałych zasad, zamiast arbitralnych decyzji, które ich dotykają bez wcześniejszego porozumienia.
Gdzie protest ma miejsce? Lokalizacja i kontekst wydarzeń
Aktualna pikieta i protest odbywają się przed bramą główną Koksowni Przyjaźń w Dąbrowie Górniczej, w województwie śląskim. To właśnie tutaj od wczesnych godzin rannych zbierają się pracownicy spółki JSW KOKS oraz ich zwolennicy, by zamanifestować swoje niezadowolenie i domagać się realnego dialogu z zarządem.
Koksownia Przyjaźń to jeden z kluczowych zakładów produkcyjnych w regionie – część struktury JSW KOKS, która odgrywa znaczącą rolę w dostawach surowca dla polskiego hutnictwa i przemysłu stalowego. To tutaj wytwarzany jest koks używany przez huty i zakłady przemysłowe, co czyni placówkę jednym z ważniejszych pracodawców i elementem lokalnej gospodarki.
Demonstranci zgromadzili się przy głównej bramie, blokując tymczasowo przestrzeń przed zakładem, a ich obecność w tych strategicznych punktach dnia codziennego sprawia, że protest zyskuje zasięg nie tylko lokalny, lecz także medialny – sygnały i syreny protestu niosą się przez Dąbrowę Górniczą, a ich echo odbija się w całym regionie.