Najpierw woda. Teraz ogień. Mieszkańcy mówią o niepokojącej serii zdarzeń w kościele
Ledwo osuszyli mury po zalaniu, a już musieli walczyć z kolejnym żywiołem. W sobotę, 21 lutego w zabytkowym kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach wybuchł pożar. Ogień pojawił się w rozdzielni elektrycznej. Na miejscu natychmiast pojawiła się straż pożarna i… parafianie z mopami w rękach.
- Pożar w centrum Mysłowic. Zwarcie w rozdzielni elektrycznej
- Mobilizacja jak dwa tygodnie temu. Woda sięgała 10 centymetrów
- „Msze bez zakłóceń”. Wspólnota znów stanęła na wysokości zadania
Pożar w centrum Mysłowic. Zwarcie w rozdzielni elektrycznej
Do niebezpiecznego zdarzenia doszło chwilę po godzinie 13.00 w sobotę, 21 lutego. W zabytkowej świątyni – Kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach – doszło do zwarcia instalacji elektrycznej. Jak poinformowała parafia, w wyniku awarii zapaliła się rozdzielnia elektryczna.
Sytuacja była poważna, bo ogień pojawił się wewnątrz ponad stuletniego kościoła, którego konstrukcja i wyposażenie w dużej mierze zawierają elementy drewniane. Wystarczyła chwila, by doszło do większej tragedii.
Na miejsce błyskawicznie skierowano zastępy Państwowej Straży Pożarnej z Mysłowice oraz jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej. Strażacy szybko opanowali sytuację i nie dopuścili do rozprzestrzenienia się ognia. Choć pożar udało się ugasić sprawnie, wnętrze świątyni ponownie ucierpiało.
Dla parafii to już drugi dramat w ciągu zaledwie dwóch tygodni.
Mobilizacja jak dwa tygodnie temu. Woda sięgała 10 centymetrów
Wystarczy cofnąć się do 7 lutego. Wtedy w kościele doszło do poważnej awarii instalacji przeciwpożarowej. Woda zalała niemal całą powierzchnię świątyni – ponad dwa tysiące metrów kwadratowych. W niektórych miejscach sięgała nawet 10 centymetrów.
Drewniane ławki, elementy wyposażenia i podłogi nasiąkły jak gąbka. Strażacy przez wiele godzin wypompowywali wodę, a parafianie ramię w ramię walczyli o ratowanie swojej świątyni. Wydawało się, że gorsze już nie może się wydarzyć.
A jednak.
Po sobotnim pożarze na facebookowym profilu parafii natychmiast pojawił się apel o pomoc w sprzątaniu przed wieczorną eucharystią. I znów odpowiedź była błyskawiczna. Mieszkańcy przyszli z wiadrami, mopami, ściereczkami – z tym, co mieli pod ręką.
– To było jak dwa tygodnie temu. Nikt nie pytał, czy trzeba. Po prostu przychodzili i pomagali – mówią parafianie.
W obliczu kolejnego zagrożenia wspólnota pokazała niezwykłą determinację. Dla wielu osób ten kościół to nie tylko budynek, ale serce lokalnej społeczności.
„Msze bez zakłóceń”. Wspólnota znów stanęła na wysokości zadania
Kilka godzin po pożarze proboszcz parafii przekazał w mediach społecznościowych uspokajającą informację: niedzielne msze odbędą się bez zakłóceń.
To wiadomość, na którą czekali wierni. Ostatnie tygodnie były dla nich prawdziwą próbą nerwów. Najpierw zalanie, teraz ogień. Dwa żywioły w krótkim czasie dotknęły tę samą świątynię.
Choć straty materialne są bolesne, mieszkańcy podkreślają, że najważniejsze jest to, iż nikt nie ucierpiał. Szybka reakcja służb i sprawna mobilizacja wiernych pozwoliły uniknąć większej tragedii.
Zabytkowy kościół w centrum Mysłowic stoi nadal, choć nosi ślady ostatnich wydarzeń. Parafianie już zapowiadają, że nie zostawią swojej świątyni samej z problemami. Jeśli trzeba będzie – znów przyjdą sprzątać, osuszać, naprawiać.
Drugi tydzień i drugi dramat. Ale też drugi raz ta sama odpowiedź: solidarność, szybkie działanie i wiara, że nawet po najtrudniejszych chwilach można wrócić do normalności.
W Mysłowicach pokazali, że wspólnota to coś więcej niż słowo.