Nie żyje legenda Warszawy. Te słowa "Marzenki" znaczą dziś więcej niż kiedykolwiek
W poniedziałek 26 stycznia 2026 r. świat obiegła wiadomość, która na zawsze odciska ból i wdzięczność w pamięci mieszkańców stolicy. W wieku 96 lat odeszła Krystyna Sierpińska, znana jako „Marzenka” — niezwykła bohaterka Powstania Warszawskiego, której życie stało się opowieścią o odwadze, poświęceniu i niezłomnej miłości do wolnej Polski. Jej śmierć to nie tylko koniec epoki, ale zatrzymanie tętna jednej z najcenniejszych świadków historii.
- Kim była „Marzenka”?
- Poruszające słowa “Marzenki”
- Jedna z ostatnich uczestniczek Powstania Warszawskiego
Kim była „Marzenka”?
Krystyna Sierpińska, znana szerzej jako „Marzenka”, przyszła na świat jako Myszkowska. Jej życie zapisało się w kartach historii Polski poprzez heroiczną służbę podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku. Jako sanitariuszka i łączniczka w batalionie Armii Krajowej „Kiliński” oraz w 3. kompanii „Szarych Szeregów” niosła pomoc tym, którzy walczyli o wolność stolicy.
Jej rola była wyjątkowa nie tylko dlatego, że pełniła funkcję medyczną na polu walki — czyli ratowała ranne życie w piekle codziennych bombardowań i ostrzału — ale także łączyła oddziały i przekazywała informacje w newralgicznych momentach walk. Jako łączniczka jej zadaniem było przenoszenie meldunków i koordynowanie działań wojskowych, co często oznaczało przekraczanie ruin miasta pod ostrzałem wroga.
Jej zaangażowanie zaczęło się jeszcze przed wybuchem walk. Wspominała, że gdy w jej szkole rozeszła się wieść o tworzeniu drużyny „Szarych Szeregów”, natychmiast zgłosiła swój akces — wiedząc, że i jej brat, i siostra już działają w konspiracji. To świadectwo pokazuje, jak silna była jej motywacja i determinacja do walki o Polskę.
Po upadku powstania Krystyna znalazła się w obozie przejściowym w Ożarowie, a następnie w Stalagu 344 Lamsdorf — niemieckim obozie jenieckim. Trafiła później do szpitala jenieckiego, gdzie przetrwała do końca II wojny światowej. Po wojnie wróciła do Warszawy, gdzie już w wolnej Polsce kontynuowała życie, pamiętając o swoich towarzyszach broni i tych, którzy zginęli.
Marzenka nie była tylko kolejną powstańczą sanitariuszką. Była symbolem młodości, która nie zawahała się poświęcić swojej przyszłości. Drobna, niewielka kobieta, potrafiła wykorzystać swój wygląd jako atut — dzięki temu często udawało jej się uniknąć wykrycia przez nieprzyjaciela.
Poruszające słowa “Marzenki”
Krystyna Sierpińska zostawiła po sobie nie tylko czyny — ale także słowa, które dziś brzmią jak testament pokoleń. W wywiadzie z 2010 roku, który znajduje się w Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego, wspominała początki swojej działalności konspiracyjnej: mówiła, że natychmiast zgłosiła się do „Szarych Szeregów”, ponieważ wiedziała, że jej siostra i brat już działają w konspiracji, i nie mogła pozostać obojętna wobec losów kraju.
W szkole poszła pogłoska, że tworzy się drużyna „Szarych Szeregów”. Natychmiast zgłosiłam swój akces. Wiedziałam, że moja siostra jest już w konspiracji, brat też.
Opisując swoje doświadczenia jako łączniczka, wspominała ze spokojem i odwagą:
Muszę powiedzieć, że byłam jedną z bardziej wziętych łączniczek, dlatego że byłam drobna, mała, dziewczynka — zawsze to bezpieczniej.
To stwierdzenie — choć lakoniczne — kryje w sobie ogrom znaczeń: determinację, świadomość ryzyka i gotowość do działania pomimo strachu. Jednak najczęściej cytowanym i najgłębszym przesłaniem pozostają jej słowa o Powstaniu:
To, że brałam udział w Powstaniu, to absolutnie nie żałuję i uważam, że tak być powinno − podkreślała.
W innym fragmencie wspominała również trudne chwile swojego życia — zarówno podczas wojny, jak i później — co pokazuje, że jej życie było pełne dramatyzmu, bólu, ale też nadziei i siły:
Właściwie mimo tych wszystkich tragicznych chwil, których się nawarstwiło bardzo wiele i wielu negatywnych przeżyć w moim życiu, to na szczęście były to bardzo krótkie.
Te słowa dzisiaj, w obliczu jej śmierci, nabierają jeszcze głębszego znaczenia. Nie tylko przypominają nam o cenie, jaką przyszło zapłacić bohaterom Powstania Warszawskiego, ale też o potrzebie przekazywania tej pamięci kolejnym pokoleniom.
Jedna z ostatnich uczestniczek Powstania Warszawskiego
Krystyna Sierpińska należała do tej wyjątkowej grupy ludzi — uczestników Powstania Warszawskiego, których dziś już tak niewielu pozostało. Walka, która rozpoczęła się 1 sierpnia 1944 roku i trwała 63 dni, była koszmarem dla stolicy i jej mieszkańców. Większość tych, którzy przetrwali, już odeszła, a legendy tego zrywu narodowego istnieją głównie w wspomnieniach lub zapisach historycznych.
Marzenka, jako jedna z niewielu ostatnich świadków tamtych dramatycznych wydarzeń, pełniła rolę żywej historii. Jej opowieści, wspomnienia i świadectwa stały się częścią zbiorowej pamięci o Powstaniu, które jest jednym z najbardziej przejmujących rozdziałów w dziejach Polski.
Jej śmierć przypomina o tym, jak szybko kończy się żywa pamięć pokolenia, które znało wojenne realia z perspektywy uczestników tamtych dni. Każde takie odejście to nie tylko strata dla rodziny i bliskich — to także kolejny krok w stronę zamknięcia epoki, która wciąż ma fundamentalne znaczenie dla naszej tożsamości narodowej.
W ostatnich latach wiele mówiło się o potrzebie pielęgnowania pamięci o Powstaniu Warszawskim — poprzez edukację, publikacje, filmy i spotkania młodzieży z żywymi świadkami historii. Dziś, gdy tych „żywych świadków” jest coraz mniej, ich głosy nabierają wyjątkowej wagi.
Krystyna Sierpińska była prawdziwym pomostem między historią a teraźniejszością — świadectwem odwagi i determinacji ludzi, którzy wierzyli, że wolność jest najwyższą wartością. Jej odejście to bolesne przypomnienie, że musimy chronić pamięć o tych, którzy oddali życie i zdrowie za to, co dziś wielu z nas uznaje za oczywiste.