Niemal jak Ziobro! Znany polityk postawiony przed sądem. Szokujący akt oskarżenia
Wymiar sprawiedliwości ponownie znalazł się w centrum politycznej burzy. Oskarżenia padające ze strony opozycji dotyczą mechanizmów, które z definicji mają gwarantować bezstronność i zaufanie do państwa prawa. W tle pojawiają się pytania o granice ingerencji władzy, przejrzystość procedur oraz to, czy obywatel może mieć pewność, że o jego sprawie decyduje przypadek, a nie polityczna kalkulacja.
- Na czym polegają zarzuty dotyczące obsady składów orzekających
- Jak według opozycji wyglądał przebieg kontrowersyjnych decyzji
- Dlaczego spór ma znaczenie wykraczające poza konkretne sprawy
Zarzuty o manipulowanie składami sędziowskimi
Parlamentarny klub Prawa i Sprawiedliwości zdecydował się na krok, który wyraźnie zaostrza konflikt wokół sądownictwa. Po publicznej prezentacji swoich argumentów politycy ugrupowania złożyli zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, wskazując na możliwość popełnienia przestępstwa przez osoby odpowiedzialne za organizację pracy sądów.
Według PiS doszło do sytuacji, w której złamano jedną z kluczowych zasad procesu sądowego – losowość doboru sędziów i ławników. Opozycja twierdzi, że w dwóch sprawach o dużym ciężarze politycznym mechanizmy te miały zostać pominięte lub zastąpione decyzjami podejmowanymi „ręcznie”. W ich ocenie nie były to przypadkowe uchybienia organizacyjne, lecz świadome działania prowadzące do uzyskania określonego efektu procesowego.
Politycy PiS podkreślają, że problem nie dotyczy wyłącznie interpretacji przepisów, ale samego fundamentu zaufania do sądów. Jeśli – jak twierdzą – możliwe jest wskazanie konkretnego sędziego lub składu ławniczego w sprawach wrażliwych politycznie, to zagrożona zostaje konstytucyjna zasada niezawisłości. W ich narracji nie chodzi o obronę konkretnych osób, lecz o obronę systemu przed precedensem, który mógłby być wykorzystywany w przyszłości.

Rekonstrukcja zdarzeń według opozycji
W centrum jednego z zarzutów znalazła się sprawa Marcina Romanowskiego, byłego wiceministra sprawiedliwości. Po wcześniejszym rozstrzygnięciu sądu, które okazało się dla niego korzystne, doszło – według PiS – do sekwencji decyzji budzących poważne wątpliwości proceduralne. Najpierw wyłączono sędziego, który wydał to rozstrzygnięcie, a następnie przy kolejnym wniosku zrezygnowano z losowego przydziału sprawy.
Opozycja wskazuje, że sprawa trafiła do sędziego dyżurnego, a następnie – już na ostatnim etapie – zmieniono osobę odpowiedzialną za jej rozpoznanie. W ich ocenie taki ciąg zdarzeń nie był przypadkowy, lecz prowadził do wyboru sędziego, który miał zagwarantować inny kierunek decyzji. Obrońcy Romanowskiego zareagowali formalnie, składając wnioski kwestionujące prawidłowość takiego trybu postępowania.
Drugi przypadek dotyczy procesu związanego z dotacjami przyznanymi Fundacji Profeto. Tutaj osią sporu stała się obsada ławnicza. PiS twierdzi, że w miejsce wcześniej wylosowanych ławników wprowadzono inne osoby bez przeprowadzenia nowego, transparentnego losowania. Według tej wersji wydarzeń nie zastosowano standardowych procedur, a decyzje personalne zapadły w sposób uznaniowy.
Choć sąd tłumaczył zmiany koniecznością organizacyjną i sięgnięciem po listę rezerwową, opozycja podważa tę argumentację. Wskazuje, że w sytuacji kolizji terminów należało albo przełożyć rozprawę, albo przeprowadzić kolejne losowanie. Pominięcie tych kroków PiS uznaje za dowód na ingerencję w skład orzekający.
Spór, który wykracza poza konkretne procesy
Cała sprawa rozgrywa się na tle głośnych postępowań dotyczących Funduszu Sprawiedliwości, które mają ogromny ciężar polityczny i symboliczny. Zarzuty prokuratury wobec byłych urzędników i osób związanych z instytucjami korzystającymi z funduszu są elementem szerszego rozliczania poprzedniej władzy. To sprawia, że każda decyzja proceduralna jest analizowana nie tylko pod kątem prawnym, ale również politycznym.
PiS argumentuje, że w takim kontekście standardy powinny być szczególnie rygorystyczne, aby nikt nie mógł podważać bezstronności sądu. Ich zdaniem nawet pozór manipulacji jest groźny, bo podkopuje zaufanie obywateli do państwa. Opozycja sugeruje, że jeśli władza wykonawcza lub prokuratura zyskują realny wpływ na obsadę składów orzekających, to granica między wymiarem sprawiedliwości a bieżącą polityką zaczyna się niebezpiecznie zacierać.
Złożone zawiadomienie do prokuratury ma być próbą formalnego sprawdzenia, czy doszło do naruszenia prawa. Jego wynik może mieć znaczenie nie tylko dla losów konkretnych postępowań, lecz także dla przyszłych relacji między polityką a sądami. Niezależnie od tego, jak zakończy się ta sprawa, jedno jest pewne – spór o niezależność wymiaru sprawiedliwości w Polsce wchodzi w kolejny, wyjątkowo napięty etap.