Niemcy obwiniają o to Polskę. "Jak czerwona wstęga rozciąga się"
Niemieckie media po raz kolejny zwracają uwagę na problem jakości powietrza w Europie Środkowej, tym razem wyjątkowo dosadnie obwiniając Polskę za pogarszającą się sytuację powietrzną nad Niemcami. W artykule opublikowanym we wtorek przez dziennik „Bild” polskie źródła zanieczyszczeń opisano jako „czerwoną wstęgę” splatającą się nad terytorium RFN, która przyczynia się do przekraczania norm jakości powietrza. Według niemieckich opiniotwórczych mediów znacząca część pyłów zawieszonych nad Berlinem i innymi dużymi miastami ma pochodzić zza polskiej granicy.
- Jak media w Berlinie opisują smog?
- Skala zanieczyszczeń w niemieckich miastach
- Co naprawdę wpływa na jakość powietrza?
Jak media w Berlinie opisują smog?
W artykule opublikowanym we wtorek przez dziennik „Bild” polskie źródła zanieczyszczeń opisano jako „czerwoną wstęgę” splatającą się nad terytorium RFN, która przyczynia się do przekraczania norm jakości powietrza. Według niemieckich opiniotwórczych mediów znacząca część pyłów zawieszonych nad Berlinem i innymi dużymi miastami ma pochodzić zza polskiej granicy.
Redakcja ostrzega przed wyjątkowo wysokimi stężeniami pyłów zawieszonych PM2,5, które w wielu miejscowościach RFN przekraczają dopuszczalne normy Światowej Organizacji Zdrowia. W samym Berlinie stężenie tych pyłów sięga w niektóre dni nawet 102 µg/m³, co stanowi wielokrotność wartości referencyjnej wynoszącej 15 µg/m³. Zdaniem autorów materiału głównym powodem tego stanu jest „smog z Polski”.
Artykuł relacjonuje, że zimne i śnieżne warunki w Polsce, a równocześnie nagromadzenie zanieczyszczeń lokalnych, sprzyjają ich przedostawaniu się nad granicę Niemiec dzięki wiatrom z kierunku wschodniego.
Skala zanieczyszczeń w niemieckich miastach
Ponad połowa pyłu w powietrzu pochodzi z Polski. Jak czerwona wstęga, brudne powietrze rozciąga się nad Niemcami.
Pisze „Bild”, ukazując obraz mas powietrza przemieszczających się znad Polski na zachód.
Te dane powiązano z monitoringiem jakości powietrza w ramach unijnego systemu Copernicus, według którego udział zanieczyszczeń z Polski wynosi średnio 54 % w Berlinie, 46 % w Hamburgu i 33 % w Hanowerze.
Taki obraz zdaniem niemieckich publicystów przekłada się na przekroczenia poziomów alarmujących, szczególnie w dużych ośrodkach miejskich. Jednocześnie „Bild” nie pomija faktu, że w południowych i zachodnich regionach Niemiec większość pyłów ma inne źródła, czyli przemysł lokalny i emisje krajowe. W Stuttgarcie lokalne emisje stanowią ok. 60 %, a we Frankfurcie 55 %, głównie z przemysłu i domowych pieców opalanych drewnem.
Co naprawdę wpływa na jakość powietrza?
Niemieckie media w swoim materiale sięgają także po opinie ekspertów ds. meteorologii i jakości powietrza, starając się wyjaśnić mechanizmy stojące za rozprzestrzenianiem się smogu. Meteorolog Karsten Brandt na łamach „Bild” wyraźnie wskazuje, że warunki atmosferyczne mają kluczowe znaczenie.
Południowo-wschodnie wiatry skutecznie przemieszczają masy powietrza z centrum i wschodu kontynentu w kierunku zachodnim, co przynosi zanieczyszczenia z Europy Wschodniej do Niemiec.
Brandt podkreśla, że część pyłów powstaje w wyniku spalania paliw niskiej jakości oraz opału o nieodpowiedniej charakterystyce, co ma szczególnie duże znaczenie w okresach intensywnego grzewczego sezonu zimowego. Według niego to właśnie ten miks źródeł oraz specyficzne warunki pogodowe powodują, że smog „ciągnie się” jak czerwony pas nad terytorium RFN.
Z kolei ekspert pogodowy Dominik Jung z portalu wetter.net wskazuje na utrzymującą się stabilną sytuację atmosferyczną, która nie sprzyja wymianie mas powietrza. Jung tłumaczy, że bez zachodniej cyrkulacji z niżami znad Atlantyku, która mogłaby oczyścić powietrze i wymusić jego ruch, zanieczyszczenia gromadzą się.