Ostrzelał szkołę w Warszawie. Trudno uwierzyć, w to co działo się potem. Śledczy przekazali wstrząsające wieści
Spokojny poranek w centrum Warszawy nagle zamienił się w sceny rodem z sensacyjnego filmu. W kierunku budynku liceum padły strzały, gdy w środku trwały lekcje. Służby natychmiast ruszyły do akcji, a śledztwo szybko doprowadziło do zatrzymania podejrzanego. To jednak dopiero początek zaskakujących ustaleń w tej sprawie.
- Strzały przy liceum w centrum Warszawy. Wszystko wydarzyło się w czasie lekcji
- Błyskawiczna akcja policji. Trop zaprowadził funkcjonariuszy na Mokotów
- Szokujące tłumaczenie zatrzymanego. Tak wyjaśniał swoje zachowanie
Strzały przy liceum w centrum Warszawy. Wszystko wydarzyło się w czasie lekcji
Do niebezpiecznego incydentu doszło w środę, 11 marca, w samym sercu Warszawy. Około godziny 10:00 pracownicy Liceum Ogólnokształcącego Społecznego nr 17 przy ulicy Marszałkowskiej – między placem Konstytucji a placem Zbawiciela – zaalarmowali służby o odgłosach strzałów dochodzących sprzed budynku szkoły. W tym czasie w placówce normalnie odbywały się zajęcia dydaktyczne.
Na miejsce natychmiast skierowano patrol policji oraz funkcjonariuszy z grupy dochodzeniowo-śledczej. Jak przekazał przedstawiciel śródmiejskiej komendy policji, z pierwszych ustaleń wynikało, że ktoś oddał strzały w kierunku budynku szkoły najprawdopodobniej z broni pneumatycznej, czyli popularnej wiatrówki.
Ktoś ostrzelał budynek szkoły najprawdopodobniej z broni pneumatycznej typu wiatrówka. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał – przekazał mł. asp. Jakub Pacyniak ze śródmiejskiej policji.
Na elewacji i szybach budynku policjanci zauważyli ślady mogące wskazywać na kilka oddanych strzałów. W pobliżu wejścia znaleziono również metalowe kulki, które mogły służyć jako amunicja do wiatrówki. Według ustaleń reporterów było ich co najmniej sześć.
Choć sytuacja wyglądała poważnie, nikt nie został ranny. Dyrekcja szkoły nie zdecydowała się też na przerwanie zajęć, a uczniowie i nauczyciele pozostali w budynku. Jednocześnie policja rozpoczęła intensywne działania, aby ustalić, kto odpowiada za ostrzelanie szkoły w samym centrum stolicy.
Błyskawiczna akcja policji. Trop zaprowadził funkcjonariuszy na Mokotów
Po zgłoszeniu o strzałach policja rozpoczęła działania w trybie alarmowym. Funkcjonariusze zabezpieczyli teren wokół szkoły oraz przystąpili do zbierania śladów i analizowania nagrań z monitoringu miejskiego oraz prywatnych kamer w okolicy. Dzięki temu śledczy szybko wytypowali osobę, która mogła mieć związek z incydentem.
Według ustaleń policjantów sprawca działał sam. W trakcie dochodzenia analizowano również ślady cyfrowe oraz nagrania z kamer, które pomogły w ustaleniu jego tożsamości. Kilka godzin po zdarzeniu funkcjonariusze przystąpili do zatrzymania podejrzanego.
Do akcji doszło wieczorem. Policjanci zatrzymali 43-letniego obywatela Polski w jednym z lokali przy ulicy Gagarina na warszawskim Mokotowie. Podczas przeszukania jego mieszkania znaleziono pistolet pneumatyczny oraz metalowe kulki wykorzystywane jako amunicja. Broń została zabezpieczona i przekazana do badań balistycznych.
Śledczy sprawdzają teraz, czy parametry zabezpieczonej broni nie przekraczały dopuszczalnych norm. Jeśli energia pocisku okaże się wyższa niż przewidziane w przepisach 17 dżuli, mężczyzna może usłyszeć dodatkowy zarzut nielegalnego posiadania broni. Zatrzymany został przewieziony do komendy policji w Warszawie, gdzie rozpoczęły się dalsze czynności procesowe. Sprawą zajmuje się prokuratura, która analizuje zgromadzony materiał dowodowy.
Szokujące tłumaczenie zatrzymanego. Tak wyjaśniał swoje zachowanie
Najbardziej zaskakujące w całej sprawie okazały się wyjaśnienia samego zatrzymanego. Według ustaleń śledczych 43-letni mężczyzna przyznał się do oddania strzałów w kierunku budynku liceum. Twierdził jednak, że nie miał zamiaru nikogo skrzywdzić ani celowo atakować szkoły.
Podczas przesłuchania tłumaczył swoje zachowanie kłótnią z żoną. Twierdził, że wracał z pracy i przy Marszałkowskiej zauważył, jak gołębie wyciągają śmieci z koszy. Oddał w ich kierunku strzały, nie mając świadomości, że trafił w budynek szkoły - poinformował w komunikacie mł. asp. Jakub Pacyniak ze śródmiejskiej policji.
Z jego relacji wynika, że strzały miały być skierowane w… gołębie. Według przekazanych informacji mężczyzna tłumaczył, że działał pod wpływem nagłego impulsu i nie planował wcześniej całego zdarzenia. Właśnie to tłumaczenie wzbudziło duże zdziwienie wśród śledczych i opinii publicznej.
Nie jest jeszcze jasne, jakie dokładnie motywy nim kierowały. Policja ustaliła natomiast, że w chwili zatrzymania był trzeźwy. Wiadomo również, że wcześniej był już notowany przez policję m.in. za rozbój, znieważenie funkcjonariuszy oraz posiadanie niewielkich ilości narkotyków.
Prokuratura analizuje obecnie wszystkie okoliczności sprawy. 43-latek może usłyszeć zarzuty dotyczące uszkodzenia mienia oraz narażenia innych osób na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Dodatkowo śledczy sprawdzą, czy broń, z której strzelał, nie wymagała zezwolenia.
Choć w zdarzeniu nikt nie ucierpiał, policja podkreśla, że sytuacja była bardzo niebezpieczna – w momencie strzałów w budynku przebywali uczniowie i nauczyciele.