Pilny komunikat NFZ do wszystkich Polaków. Szykują się bolesne zmiany
Tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, kolonoskopia i gastroskopia – to badania kluczowe dla szybkiej diagnozy. Teraz jednak Narodowy Fundusz Zdrowia chce płacić za część z nich znacznie mniej. Eksperci alarmują: to może oznaczać jedno – jeszcze dłuższe kolejki i trudniejszy dostęp do specjalistycznej diagnostyki.
- NFZ zmienia zasady: za nadwykonania zapłaci tylko 40 proc.
- Koszty badań wystrzeliły. Fundusz pokazuje dane
- Szpitale ograniczą przyjęcia? Eksperci nie mają wątpliwości
NFZ przykręca kurek z pieniędzmi
Narodowy Fundusz Zdrowia wystosował pilny komunikat, w którym poinformowano, że nastąpią duże zmiany w finansowaniu tzw. nadwykonań w ambulatoryjnej diagnostyce. Chodzi o sytuacje, gdy placówki wykonują więcej badań, niż przewiduje kontrakt. Do tej pory mogły liczyć na pełne, 100-procentowe rozliczenie. Teraz ma to być tylko 40 proc.
Zmiany mają objąć m.in. tomografię komputerową, rezonans magnetyczny, kolonoskopię i gastroskopię. Jak tłumaczy NFZ, to konieczne, by ograniczyć rosnące koszty i presję na budżet, który i tak jest już napięty do granic możliwości.
Fundusz podkreśla jednak, że nowe zasady nie obejmą dzieci i młodzieży do 18. roku życia, pacjentów onkologicznych z kartą DILO oraz badań wykonywanych w ramach programów profilaktycznych.
Koszty leczenia rosną lawinowo
NFZ nie ukrywa: sytuacja finansowa robi się coraz trudniejsza. Składka zdrowotna nie pokrywa już wszystkich wydatków, a budżet musi być regularnie zasilany miliardowymi dotacjami z państwa. W 2025 roku było to aż 33 miliardy złotych.
Największym problemem są rosnące koszty świadczeń nielimitowanych, w tym diagnostyki. Dane są jednoznaczne:
- koszt tomografii komputerowej wzrósł o 64 proc.,
- koszt rezonansu magnetycznego – o 58 proc.
Co stoi za tymi podwyżkami? Przede wszystkim rosnące wynagrodzenia w ochronie zdrowia. Tylko w 2025 roku ich łączny koszt wyniósł ponad 58 miliardów złotych, czyli aż jedną czwartą budżetu NFZ.
Fundusz liczy, że ograniczenie płatności za nadwykonania pozwoli zaoszczędzić około 800 milionów złotych rocznie. Rozważane są też podobne zmiany w leczeniu specjalistycznym.
Eksperci biją na alarm: kolejki się wydłużą
Zdaniem ekspertów nowe rozwiązania mogą przynieść odwrotny efekt od zamierzonego. Zamiast usprawnić system, jeszcze bardziej go zablokują.
Dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia nie ma wątpliwości: jeśli placówki będą dostawać tylko 40 proc. kosztów, wiele badań stanie się po prostu nieopłacalnych.
To oznacza jedno – szpitale i przychodnie zaczną ograniczać liczbę wykonywanych badań po przekroczeniu limitu. A to bezpośrednio przełoży się na dostępność diagnostyki dla pacjentów.
W tle jest jeszcze większy problem. NFZ znajduje się – jak mówią jego przedstawiciele – w potrzasku. Rząd nie planuje podniesienia składki zdrowotnej, która wynosi 9 proc., ani istotnych zmian w systemie jej naliczania. Jednocześnie nie zdecydowano się na ograniczenie ustawowych podwyżek dla pracowników ochrony zdrowia.
Efekt? Rosnące wydatki i dziura w budżecie, która – według nieoficjalnych informacji – może sięgnąć nawet 23 miliardów złotych.
W tej sytuacji fundusz szuka oszczędności tam, gdzie może. Pytanie tylko, czy nie odbędzie się to kosztem pacjentów, którzy i tak już miesiącami czekają na podstawowe badania diagnostyczne.