Po cichu zapadła decyzja w Sejmie. Emerytury mogą się wkrótce zmienić. Pieniądze dla milionów Polaków
Zapadła decyzja, o której długo było cicho. W cieniu politycznego konfliktu i osobistych napięć między najważniejszymi osobami w państwie rozstrzygnęły się losy projektu, który może wpłynąć na portfele milionów seniorów. Sprawa dotyczy zmian w waloryzacji emerytur i rent.
- Cicha decyzja w cieniu politycznego konfliktu
- Na czym polega nowa waloryzacja?
- Kontrowersje i ostrzeżenia ekspertów
Cicha decyzja w cieniu politycznego konfliktu
W polityce często więcej dzieje się poza światłem reflektorów niż podczas sejmowych debat. Gdy opinia publiczna śledziła wymianę uszczypliwości i wzajemnych oskarżeń między marszałkiem Sejmu Włodzimierz Czarzasty a prezydentem Karol Nawrocki, w tle zapadały decyzje o realnym znaczeniu społecznym.
Chodzi o prezydencki projekt ustawy zmieniający zasady waloryzacji emerytur i rent. Choć pojawiały się spekulacje, że inicjatywa może zostać zablokowana już na starcie, marszałek nie skorzystał z możliwości jej „zamrożenia”. Projekt został skierowany do sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, gdzie odbędzie się pierwsze czytanie. To oznacza, że propozycja będzie dalej procedowana, a posłowie rozpoczną formalną dyskusję nad jej kształtem. Decyzja zapadła w momencie, gdy relacje między Pałacem Prezydenckim a Sejmem pozostają napięte, a kolejne publiczne wypowiedzi tylko podsycają atmosferę politycznego sporu.
Na czym polega nowa waloryzacja?
Projekt zakłada wprowadzenie mechanizmu, który miałby mocniej podnosić najniższe świadczenia niż obecna waloryzacja procentowa. W praktyce oznaczałoby to, że osoby pobierające emerytury od minimalnej do około 3 tys. zł brutto otrzymałyby stałą kwotę podwyżki - w pierwszym roku miałoby to być 150 zł brutto miesięcznie.
Dla tej grupy rozwiązanie byłoby korzystniejsze niż standardowa waloryzacja procentowa, która w tym roku wynosi ponad 5 proc. Świadczenia przekraczające 3 tys. zł brutto nadal rosłyby procentowo, zgodnie z obowiązującym wskaźnikiem. Symulacje pokazują, że przy niższych emeryturach różnica na rękę mogłaby wynosić nawet kilkadziesiąt złotych miesięcznie więcej w porównaniu z obecnym systemem.
Reforma, jeśli weszłaby w życie od 2027 r., przewiduje również stopniowy wzrost kwoty gwarantowanej podwyżki, powiązany ze wskaźnikiem waloryzacji. W tym roku zmiany i tak nie zdążyłyby zostać wdrożone, ponieważ marcowa waloryzacja odbywa się według już ustalonych zasad.
Kontrowersje i ostrzeżenia ekspertów
Choć propozycja brzmi atrakcyjnie dla osób z najniższymi świadczeniami, budzi poważne wątpliwości wśród ekspertów i części polityków. Sejmowe biuro analiz wskazuje, że taki mechanizm może osłabić motywację do dłuższej aktywności zawodowej, ponieważ różnice między świadczeniami osób pracujących krótko i długo zaczęłyby się stopniowo zacierać. W warunkach starzejącego się społeczeństwa i malejącej liczby osób w wieku produkcyjnym mogłoby to negatywnie wpłynąć na rynek pracy i stabilność systemu ubezpieczeń społecznych.
Pojawiają się również obawy, że zmniejszenie zależności wysokości emerytury od wysokości odprowadzanych składek może zwiększyć skłonność do ukrywania części dochodów i rozszerzania szarej strefy. Związkowcy podchodzą do projektu ostrożnie - podkreślają, że pomoc dla osób z najniższymi świadczeniami jest potrzebna, ale proponują zmianę samego mechanizmu waloryzacji, tak by większą rolę odgrywał realny wzrost płac. Skierowanie projektu do komisji nie oznacza więc szybkiego finału prac, lecz początek długiej i zapewne burzliwej debaty, w której polityka znów splata się z pieniędzmi milionów emerytów.