Polak ruszył na ekstremalną wyprawę na Północ Rosji. Nie żyje. Jego ostatnie słowa wstrząsają
Rosyjskie media informują o śmierci polskiego turysty podczas ekstremalnej wyprawy na Północ Rosji. Adam B., doświadczony podróżnik, który od lat marzył o samotnej trasie przez Jakucję, miał zostać znaleziony martwy w hotelu w miejscowości Chandydga. Zaledwie kilka godzin wcześniej chwalił się w sieci ogromnym sukcesem: pokonał ponad 400 kilometrów w skrajnie trudnych warunkach.
- Wyprawa, na którą czekał latami
- „To będzie najtrudniejsze przeżycie w moim życiu”
- Ostatnia noc w Chandydze. Tajemnicza śmierć Polaka
Wyprawa, na którą czekał latami
Adam B. był około pięćdziesięcioletnim polskim podróżnikiem, który od dawna przygotowywał się do jednej z najbardziej wymagających tras na świecie. Jego celem była samotna wyprawa rowerowa z Jakucka do Ojmiakonu — miejsca uznawanego za najzimniejsze zamieszkane miasto na Ziemi. Jak podaje rosyjski serwis sakhaday.ru, mężczyzna musiał pokonać liczne bariery formalne, by w ogóle dostać zgodę na wjazd do Rosji.
Wyruszył 25 stycznia. Emocji nie krył. Na swoim blogu pisał o ekscytacji, ale i ogromnym respektcie przed tym, co go czeka. Podkreślał, że wie, iż wyprawa będzie ekstremalna i nieprzewidywalna. Był jednak dobrze przygotowany — zarówno fizycznie, jak i mentalnie.
Już po dotarciu do Jakucka zanurzył się w lokalnej kulturze. Wziął udział w tradycyjnych kąpielach z okazji święta Chrztu Pańskiego, dokumentując wszystko w internecie. Przed głównym etapem podróży odbył też próbny, dwudniowy wyjazd z noclegiem w namiocie nad rzeką Leną.
„To będzie najtrudniejsze przeżycie w moim życiu”
W kolejnych wpisach Adam B. nie ukrywał, że trasa daje mu się we znaki. Pisał o problemach zdrowotnych, awariach sprzętu i ekstremalnym wysiłku. „Już wiem, że nie będzie łatwo i to będzie najtrudniejsze przeżycie w moim życiu” — relacjonował. Mimo to nie tracił ducha walki.
Podróżnik wielokrotnie podkreślał, jak ogromną rolę odgrywa pomoc lokalnych mieszkańców. Dziękował osobom, które go wspierały — Ilji i Dimie, którzy odprowadzili go z Jakucka, oraz rodzinie z Czurapczy, u której mógł odpocząć i naprawić rower. To właśnie dzięki nim był w stanie kontynuować trasę.
Najtrudniejsze miały być pierwsze dni — adaptacja do mrozu, samotności i wyczerpującego tempa. Mimo wszystko Adam B. szedł naprzód, regularnie dzieląc się relacjami z drogi.
Ostatnia noc w Chandydze. Tajemnicza śmierć Polaka
Jak informuje sakhaday.ru, w dniu śmierci Adam B. przejechał aż 406 kilometrów po szutrowej, niezwykle wymagającej drodze. Po 9,5 godzinach jazdy dotarł do hotelu w miejscowości Chandydga. „406 km za mną. Jestem w Chandydze!” — napisał w swojej ostatniej relacji.
Według rosyjskich mediów po przyjeździe położył się spać. Rano już się nie obudził. Mężczyzna był sam w pokoju hotelowym. Został znaleziony bez oznak życia, a okoliczności jego śmierci są obecnie wyjaśniane przez lokalne służby.
W mediach społecznościowych pojawiają się liczne pożegnania i wyrazy współczucia, jednak na oficjalnych profilach podróżnika próżno szukać potwierdzenia tragicznej informacji. Osoby żegnające Adama B. powołują się na ustalenia rosyjskich dziennikarzy.
Śmierć polskiego podróżnika wstrząsnęła internautami. Wyprawa, która miała być spełnieniem marzeń, zakończyła się w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Okoliczności tragedii wciąż pozostają niewyjaśnione.