Półki świecą pustkami, Polacy w panice wykupują ten produkt. Branża bije na alarm
Sezonowe zakupy, które dotąd były rutyną, zaczynają wyglądać inaczej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Klienci coraz częściej zauważają puste miejsca na sklepowych półkach lub wyraźnie ograniczony wybór. Branża ostrzega, że to dopiero początek problemów, które mogą uderzyć w niemal każdego konsumenta.
- Problemy na rynku jajek narastają z tygodnia na tydzień
- Grypa ptaków uderzyła w produkcję. Dane są jednoznaczne
- Jaja z zagranicy zamiast polskich? To możliwy scenariusz
Problemy na rynku jajek narastają z tygodnia na tydzień
W części dużych sklepów w Polsce już teraz widać trudności z dostępnością jajek, a sytuacja wcale nie musi się szybko poprawić. Jak sygnalizują przedstawiciele branży drobiarskiej, zakłócenia mają charakter systemowy i wynikają z kilku nakładających się czynników. Najpoważniejszym z nich jest grypa ptaków, która w ostatnim czasie dotknęła zarówno niewielkie gospodarstwa, jak i ogromne fermy przemysłowe.
Choroba oznacza konieczność likwidacji całych stad, co bezpośrednio przekłada się na spadek produkcji. W efekcie jaja, które jeszcze niedawno były towarem łatwo dostępnym, zaczynają znikać z obrotu detalicznego. Jednocześnie ceny w sklepach rosną, a w niektórych marketach wytłaczanka jaj kosztuje już niemal 12 zł, nawet tam, gdzie sieci reklamują się jako najtańsze w kraju.
Grypa ptaków uderzyła w produkcję. Dane są jednoznaczne
Skala problemu jest znacząca. Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz szacuje, że tylko w ciągu ostatnich sześciu tygodni pogłowie kur niosek w Polsce zmniejszyło się o co najmniej pięć milionów sztuk. To oznacza spadek rzędu niemal 10 proc. całego krajowego potencjału produkcyjnego. Szczególnie dotknięte zostały stada utrzymywane w alternatywnych systemach chowu, czyli poza tradycyjnymi klatkami.
Ma to duże znaczenie, ponieważ – jak podkreśla Izba – około 68 proc. produkcji jaj w Polsce nadal opiera się na chowie klatkowym. Tymczasem duże sieci handlowe w ostatnich latach masowo zrezygnowały z ich sprzedaży. Katarzyna Gawrońska, prezeska Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz, ocenia sytuację wprost, mówiąc:
– Wszyscy wielcy detaliści sprzedają już tylko jaja alternatywne. Teraz tych jaj jest po prostu zbyt mało. Menadżerowie z marketów nie odrobili lekcji z zarządzania ryzykiem.
Jak dodaje, nie ma powodów, by liczyć na szybkie odbicie. W rozmowach z branżą handlową nie widać sygnałów, które wskazywałyby na łatwe rozwiązanie problemu w najbliższym czasie.
Jaja z zagranicy zamiast polskich? To możliwy scenariusz
Zdaniem Katarzyny Gawrońskiej sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że wirus grypy ptaków dobrze radzi sobie w obecnych warunkach pogodowych. Prezeska KIPDiP tłumaczy, że „wirus grypy ptaków dobrze znosi ujemne temperatury, jest mniej aktywny kiedy robi się wyraźnie cieplej”, a to oznacza, że aktualny klimat sprzyja jego dalszemu rozprzestrzenianiu.
Na rynku pojawił się też wyraźny rozdźwięk cenowy. Jak wylicza Gawrońska, z jednej strony ceny jaj alternatywnych rosną, bo ich brakuje, a z drugiej spadają ceny jaj klatkowych, których jest nadmiar. Według prezeski Izby najprostszym rozwiązaniem dla konsumentów byłoby czasowe dopuszczenie jaj klatkowych do sprzedaży we wszystkich punktach handlowych, także tam, gdzie obecnie ich nie ma. Jednocześnie zaznacza jednak, że sieci handlowe mogą pójść w innym kierunku.
Katarzyna Gawrońska wskazuje, że na rynku pojawia się coraz więcej ofert sprzedaży jaj z Ukrainy, Turcji, a nawet z Brazylii. Jej obawy dotyczą jakości i standardów produkcji. Jak mówi, istnieje ryzyko, że handel detaliczny wybierze tańsze, ale gorsze jakościowo jaja z zagranicy, zamiast rozwiązań korzystnych dla polskich konsumentów. W ocenie prezeski KIPDiP może dojść do paradoksalnej sytuacji, w której przy ogólnym nadmiarze jaj klienci będą odczuwać ich niedobory albo zostaną zmuszeni do kupowania produktów pochodzących z krajów o mniej restrykcyjnych przepisach sanitarnych niż te obowiązujące w Unii Europejskiej.