Poruszające sceny przed kamerą! Polska mistrzyni zalała się łzami. Musiała przerwać rozmowę
Ósme miejsce i emocje, których nie dało się powstrzymać. Tak wyglądał jeden z najbardziej poruszających momentów igrzysk w Mediolan-Cortina d'Ampezzo
Łzy szczęścia już przy pierwszym pytaniu
To był jeden z tych momentów, dla których kochamy sport. Gdy Kamila Żuk przekroczyła linię mety sprintu biathlonowego na 7,5 km podczas Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026, wiedziała już, że dokonała czegoś wielkiego. Ósme miejsce – najlepsze w jej olimpijskiej karierze i najlepsze w całym sezonie. Chwilę później przed kamerą TVP Sport emocje całkowicie wzięły górę.
Już po pierwszym pytaniu dziennikarza musiała na moment przerwać rozmowę. Odwróciła się, próbując złapać oddech i opanować napływające łzy. – Nawet nie wiem, co powiedzieć – zaczęła łamiącym się głosem. Do końca wywiadu odpowiadała ze „szklanymi oczami”, wciąż przeżywając to, co wydarzyło się na trasie.
To były łzy szczęścia, ulgi i spełnienia. Bo choć nie było medalu, dla niej ten wynik znaczył bardzo wiele. W najważniejszej imprezie czterolecia pokazała, że należy do światowej czołówki.
Złoty medal wywalczyła Norweżka Maren Kirkeeide. Polka straciła do niej 1:09,3. Różnica wydaje się duża, ale w biathlonie jeden błąd na strzelnicy potrafi zmienić wszystko.
Jeden błąd, który mógł kosztować medal
Występ Żuk był niemal perfekcyjny. Na strzelnicy pomyliła się tylko raz – podczas pierwszego strzelania w pozycji leżącej. W stójce była już bezbłędna, co przy bardzo solidnym biegu pozwoliło jej wskoczyć do ścisłej czołówki.
– Ten bieg był od początku dobry. Na trasie czułam się różnie, ale wiedziałam, że nie mogę przeszarżować, bo to odbije się na ostatniej pętli. Chciałam podejść do tego bardzo taktycznie – tłumaczyła, gdy emocje nieco opadły.
Ósme miejsce to ogromny sukces, ale sama zawodniczka nie ukrywała, że z tyłu głowy pozostaje myśl o czymś więcej. – Czego żałuję? Ostatniego strzelania w leżącej. Trochę je przetrzymałam, bo chciałam, żeby było perfekcyjne. Przez to było spóźnione – przyznała szczerze.
Eksperci szybko wyliczyli, że gdyby nie ten jeden błąd i minimalnie szybsze tempo strzelania, realna była nawet walka o czwarte miejsce. A w biathlonie czwarte miejsce na igrzyskach to zaledwie krok od historycznego podium.
Perfekcja bywa zdradliwa. Chęć oddania idealnych strzałów sprawiła, że uciekły cenne sekundy. Jednak właśnie ta ambicja pokazuje, jak wysoko zawiesza sobie poprzeczkę polska mistrzyni.
Kim jest Kamila Żuk? Historia walecznej mistrzyni
Kamila Żuk to jedna z najbardziej utytułowanych przedstawicielek młodego pokolenia polskiego biathlonu. Pochodząca z Wałbrzycha zawodniczka od lat dominuje na krajowych trasach, a jej talent eksplodował na arenie międzynarodowej już w 2018 roku, kiedy została podwójną mistrzynią świata juniorów.
W 2021 roku sięgnęła po tytuł mistrzyni Europy, potwierdzając, że juniorskie sukcesy nie były przypadkiem. Igrzyska w Mediolan-Cortina d'Ampezzo były dla niej kolejnym olimpijskim startem, ale właśnie ten może okazać się przełomowy.
Ósme miejsce to nie tylko statystyka. To sygnał, że Polka potrafi wytrzymać presję największej sceny. Że potrafi połączyć szybki bieg z niemal perfekcyjnym strzelaniem. I że stać ją na jeszcze więcej.
Jej łzy przed kamerą nie były oznaką słabości. Były dowodem, ile kosztuje droga na olimpijskie trasy – lata treningów, wyrzeczeń, momentów zwątpienia i powrotów po nieudanych startach. W sporcie wyczynowym różnice mierzy się sekundami i milimetrami. Ale emocji nie da się zmierzyć żadnym stoperem.
Dla wielu kibiców to właśnie ta rozmowa przed kamerą była jednym z najbardziej wzruszających momentów igrzysk. Bo pokazała prawdziwą twarz sportu – pełną napięcia, nadziei i autentycznych uczuć.
A jeśli to dopiero początek? Jeśli w kolejnych startach Kamila Żuk zrobi jeszcze ten jeden krok więcej? Jedno jest pewne – po tym występie cała Polska będzie patrzeć na nią z jeszcze większymi oczekiwaniami.