Prowadzący "Faktów" przekazał informacje ws. tragedii w Alpach. Chodzi o zachowanie Polaków
W „Faktach” TVN poinformowano dziś o poważnym zdarzeniu, które natychmiast zwróciło uwagę opinii publicznej. Podane szczegóły i pierwsze ustalenia pokazują, że sprawa jest zdecydowanie niebagatelna.
Kulisy poranka na lodowcu Stubai
Czwartek, około 9:00–9:25. Rejon przełęczy Daunscharte na lodowcu Stubai w Tyrolu to teren, który freeriderzy uwielbiają za puch, strome zbocza i poczucie wolności, jakie daje jazda poza wyznaczonymi trasami. Tego dnia jednak ta wolność przerodziła się w dramat. „Lawina w Alpach” — tak określają to służby — zeszła z tak ogromną siłą, że jej szeroki jęzor dotarł aż do dolnego odcinka oznaczonej trasy, którą natychmiast zamknięto. Ci, którzy byli w pobliżu, mówią o potężnym huku i chmurze śnieżnego pyłu, która w kilka sekund zasłoniła zbocze. W pierwszych minutach ratownicy zdołali dotrzeć do sześciu osób, a chwilę później — do kolejnych dwóch. Część poszkodowanych miała plecaki lawinowe, co według służb mogło znacząco zwiększyć ich szanse na przeżycie.
Akcja ratunkowa rozwinęła się błyskawicznie — w powietrzu krążyły helikoptery, na stoku pracowały psy tropiące, a ratownicy w gęstej linii sondującej przeczesywali śnieg metr po metrze. Władze regionu podkreślają, że warunki w górach od kilku dni były trudne, a komunikaty lawinowe ostrzegały przed możliwością zejścia dużych mas śniegu. Mimo to wielu narciarzy decydowało się na jazdę poza trasą, kuszonych świeżym puchem i dobrą pogodą. To zdarzenie ponownie przypomniało, jak nieprzewidywalne potrafią być Alpy — nawet dla doświadczonych freeriderów i nawet w miejscach, które wydają się oswojone.
Co udało się ustalić?
Serce akcji: 250 ludzi, 3 śmigłowce i polskie wsparcie
Właśnie w tym miejscu polscy ratownicy z Karkonoskiej Grupy GOPR, przebywający w Tyrolu na szkoleniu, natychmiast włączyli się do akcji, współpracując ramię w ramię z austriacką służbą górską i alpejską policją. W akcji wzięło udział ponad 250 osób, trzy śmigłowce, a ratownicy wyposażeni w detektory i technologie RECCO dokładnie przeczesywali całe lawinisko, sprawdzając każdy fragment stoku. Dzięki tej zorganizowanej operacji udało się ostatecznie uratować osiem osób — wśród nich było pięciu Niemców, jedna Austriaczka i dwóch Bułgarów. Trzy osoby wymagały natychmiastowej pomocy medycznej i zostały przetransportowane śmigłowcami do szpitali, gdzie otrzymały fachową opiekę.
Śledczy badający zdarzenie wskazują, że lawinę mógł wywołać jeden z narciarzy poruszających się w otwartym terenie poza wyznaczonymi trasami. Eksperci przypominają, że nawet doświadczeni freeriderzy narażeni są na nieprzewidywalne zagrożenia, a masy śniegu na stromych stokach potrafią ruszyć z ogromną siłą w mgnieniu oka. Cała akcja pokazała, jak ważna jest współpraca międzynarodowa i szybka reakcja służb w trudnych, górskich warunkach.
Co dalej w tej sprawie?
Co dalej: ryzyko w górach i lekcja pokory
Dobra wiadomość jest taka, że „Lawina w Alpach” tym razem nie zakończyła się ofiarami śmiertelnymi, choć potencjał tragedii był ogromny. Warunki po świeżych opadach śniegu i silnym wietrze nadal sprzyjają kolejnym zejściom mas śniegu, co sprawia, że stok pozostaje niebezpieczny dla wszystkich, którzy zdecydują się zjechać poza wyznaczone trasy.
Austriackie służby zapowiadają wzmożone kontrole w rejonach zagrożonych i apelują o zachowanie szczególnej ostrożności. Przypominają, że jazda poza trasą to nie tylko przyjemność i poczucie wolności, ale też odpowiedzialność — zarówno wobec własnego życia, jak i innych osób, a w niektórych przypadkach także konsekwencje prawne za lekkomyślne narażanie siebie i ratowników na ryzyko.