Seryjny zab*jca grasował w Warszawie. Nowe ustalenia prokuratury wgniatają w ziemię
Warszawą wstrząsnęła wiadomość, która brzmi jak scenariusz najmroczniejszego thrillera, ale wydarzyła się naprawdę na klatkach schodowych stołecznych blokowisk. Prokuratura Okręgowa w Warszawie ujawniła porażające szczegóły śledztwa dotyczącego serii brutalnych morderstw na starszych kobietach. Michał P. wraz ze wspólnikami przez miesiące polował na seniorki, wykorzystując ich zaufanie i bezbronność. Dziś wiemy już, że lista ofiar jest znacznie dłuższa, niż początkowo przypuszczano, a mechanizm zbrodni budzi grozę nawet u doświadczonych śledczych. Jak to możliwe, że zabójcy przez tak długi czas pozostawali nieuchwytni, a niektóre zgony uznano za naturalne?
Krwawy fach „hydraulika”. Tak wchodzili do mieszkań
Mechanizm działania sprawców był cyniczny i precyzyjny. Główny podejrzany, Michał P., wykorzystywał swoją przeszłość zawodową – jako osoba, która wcześniej faktycznie wykonywała prace hydrauliczne u wielu ofiar, doskonale wiedział, kogo zaatakować. Pod pretekstem pilnych napraw, on i jego wspólnicy byli bez przeszkód wpuszczani do mieszkań w Śródmieściu, na Ochocie i Ursynowie.
Po przekroczeniu progu maska uprzejmości natychmiast opadała. Z ustaleń prokuratora Piotra Antoniego Skiby wynika, że sprawcy zastraszali starsze panie groźbą śmierci, żądając wydania oszczędności i kosztowności. W wielu przypadkach na samym zastraszaniu się nie kończyło. Śledczy opisują drastyczne sceny: ofiary były krępowane, a następnie brutalnie zabijane przez uduszenie. Aby nie wzbudzać podejrzeń sąsiadów, mordercy opuszczali lokale, zamykając drzwi kluczami zabranymi ofiarom.
Ukryty rejestr zbrodni. Śmierć, którą uznano za naturalną
Szokującym zwrotem w sprawie jest fakt, że co najmniej trzy ofiary Michała P. pierwotnie uznano za zmarłe z przyczyn naturalnych. Dopiero żmudne śledztwo i analiza archiwalnych spraw pozwoliły połączyć kropki. Chodzi m.in. o mroczne odkrycie z grudnia 2024 roku przy ul. Grzybowskiej, gdzie w jednym mieszkaniu znaleziono zwłoki dwóch sióstr. Wtedy nikt nie przypuszczał, że to podwójne morderstwo na tle rabunkowym.
Podobny scenariusz dotyczył zgonu ze stycznia 2025 roku w rejonie Al. Jana Pawła II. Dziś prokuratura nie ma wątpliwości – za tymi tragediami stał Michał P. oraz zatrzymany w listopadzie 2025 roku obywatel Ukrainy, Ihor H. Łącznie Michałowi P. przypisuje się aż sześć zabójstw. Kolejna kobieta zmarła podczas rozboju przy ul. Pruszkowskiej, choć w tym konkretnym przypadku biegli uznali, że jej serce nie wytrzymało stresu, a sprawcy nie przyczynili się bezpośrednio do zgonu mechanicznie.
Zasadzka na balkonie i milczenie wspólników
Koniec krwawego rajdu Michała P. nastąpił w lutym 2025 roku w dzielnicy Ursynów. Sceny z jego zatrzymania przypominały film akcji – po zabójstwie na ul. Wąwozowej osaczony sprawca próbował zniknąć organom ścigania, ukrywając się na balkonie piętro niżej pod mieszkaniem ofiary. Michał P. ostatecznie pękł i przyznał się do wszystkich zarzutów, składając obszerne wyjaśnienia.
W cieniu głównego oskarżonego stoją jego wspólnicy: Taras H., który twierdzi, że nie chciał zabijać, a jedynie kraść, oraz Ihor H., który jako jedyny idzie w zaparcie i nie przyznaje się do winy. W sprawę zamieszany jest także Jarosław O., który pełnił rolę pasera, upłynniając zrabowane biżuterie i pamiątki w lombardach. Choć trzej główni podejrzani przebywają w areszcie, śledczy wciąż sprawdzają inne niewyjaśnione zgony seniorów w Warszawie. Czy to już wszystkie ofiary tej bezwzględnej grupy? Prokuratura zastrzega, że sprawa jest rozwojowa.