Wydarzenia Gwiazdy Finanse Zdrowie
Obserwuj nas na:
GorąceTematy.pl > Wydarzenia > Szokujące wyznanie byłej żony Jacka Jaworka. Przerwała milczenie: "Bałam się, że to my będziemy jego następnym celem"
Anna Kobryń
Anna Kobryń 02.02.2026 08:36

Szokujące wyznanie byłej żony Jacka Jaworka. Przerwała milczenie: "Bałam się, że to my będziemy jego następnym celem"

Szokujące wyznanie byłej żony Jacka Jaworka. Przerwała milczenie: "Bałam się, że to my będziemy jego następnym celem"
Fot. zdj. ilustracyjne Darcy Lis/pexels

To nie jest opowieść o jednym dniu ani jednym człowieku. To historia, która narastała latami, pełna sygnałów ostrzegawczych, ignorowanych próśb o pomoc i strachu, który stopniowo przejmował codzienne życie. Była żona Jacka Jaworka w rozmowie z Onetem po raz pierwszy tak otwarcie mówi o tym, co działo się na długo przed tragedią.

  • „Przemoc zaczyna się od słów, nie od strzałów”
  • „Brak podstaw” - zdanie, które wracało jak refren
  • Życie po tragedii. Trauma, która nie znika

„Przemoc zaczyna się od słów, nie od strzałów”

W swojej relacji była żona Jacka Jaworka podkreśla, że przemoc rzadko pojawia się nagle. Najpierw są drobne gesty, kontrola, napięcie, krzyk i poczucie, że każdy ruch może wywołać wybuch. 

Dzieci rozpoznawały jego nastrój po dźwięku klucza w zamku - wspomina. 

Na zewnątrz jawił się jako człowiek zaradny i lubiany, w domu jednak rządził strachem, poniżaniem i nieprzewidywalnością.

Fizyczna agresja była rzadka, ale psychiczna obecna niemal codziennie. Groźby, manipulacja, szantaż emocjonalny, także z użyciem deklaracji samobójczych, miały utrzymywać rodzinę w stałym napięciu. 

On nie lubił odpowiedzialności, ale uwielbiał kontrolę - mówi kobieta. 

Nawet po rozpadzie małżeństwa przemoc nie ustała. Rozwód nie był końcem, lecz nowym etapem eskalacji: zabieranie rzeczy, niszczenie mienia, blokowanie dostępu do samochodu, nękanie i ciągła obecność „gdzieś w pobliżu”.

Była żona Jaworka podkreśla, że instytucje traktowały każde zdarzenie osobno: alimenty, włamanie, fałszywe konta w mediach społecznościowych. Nikt nie łączył tych sygnałów w jedną, alarmującą całość.

„Brak podstaw” - zdanie, które wracało jak refren

Jednym z najmocniejszych wątków tej historii jest bezradność wobec systemu. Zawiadomienia były umarzane, zgłoszenia bagatelizowane, a strach sprowadzany do „niskiej szkodliwości czynu”. 

Czułam, że system nie rozumie, czym jest nękanie - mówi była żona Jaworka. 

Gdy informowała o podejrzeniu posiadania broni, słyszała, że to „tylko wiatrówka”. Gdy prosiła o patrol, odpowiadano, że „nie ma podstaw”.

Momentem granicznym był czas, gdy Jaworek pojawiał się pod jej blokiem, siedząc godzinami w samochodzie. 

Bałam się wyjść z domu. Bałam się o dzieci - relacjonuje. 

Mimo dramatycznych telefonów i próśb o interwencję, pomoc nie nadeszła. Po późniejszej tragedii kobieta dowiedziała się, że formalnie przez lata miała jedynie status świadka, a nie osoby pokrzywdzonej.

To odkrycie było dla niej ciosem. 

Ja nie stałam obok. Ja byłam w środku - podkreśla. 

W jej ocenie system reaguje dopiero wtedy, gdy dochodzi do najgorszego, ignorując długotrwały proces przemocy i eskalacji zagrożenia.

Życie po tragedii. Trauma, która nie znika

Po dramatycznych wydarzeniach życie byłej żony Jacka Jaworka i jej dzieci rozpadło się na kilka adresów. Przeprowadzki, zmiany pracy, leczenie psychiatryczne i ciągłe poczucie zagrożenia stały się codziennością. 

Trauma nie znika tylko dlatego, że minął czas - mówi. 

Nawet w nowym miejscu każdy dźwięk budzi niepokój, a poczucie bezpieczeństwa pozostaje kruche.

Dopiero dzięki wsparciu organizacji pomocowych i prawników udało się uporządkować część spraw formalnych, w tym odebrać Jaworkowi prawa rodzicielskie do najmłodszego syna. Kobieta nie ukrywa jednak, że wiele decyzji przyszło zbyt późno. 

Justyna, Janusz i Kuba nie powinni byli zginąć - podkreśla, wracając do tragicznego finału tej historii.

Nigdy nie wierzyłam w to, że popełnił samobójstwo. Cały czas powtarzałam to policji. Bałam się, że to my będziemy jego następnym celem. Jednak z każdym kolejnym miesiącem coraz częściej słyszałam wersję, że pewnie odebrał sobie życie - mówi.

Dziś jej celem nie jest sensacja ani współczucie.

 Chcę, żeby gdy ktoś mówi ‘boję się’, był traktowany poważnie - mówi w rozmowie z Onetem. 

Jej wyznanie to apel, by przemoc nazywać po imieniu i reagować, zanim kolejne ostrzeżenia znów zostaną uznane za „brak podstaw”.

Anna Kobryń
O autorze
Anna Kobryń
Redaktor GorąceTematy
Zobacz wszystkie artykuły autora >
Wybór Redakcji
To jeden z najbardziej bolesnych raków. Bagatelizujemy jego pierwsze objawy
To jeden z najbardziej bolesnych raków. Bagatelizujemy jego pierwsze objawy
rak sutka objawy
Tak wygląda rak sutka. Zwróć uwagę na te objawy
Ten rak nie daje żadnych objawów
Ten rak nie daje żadnych objawów. Atakuje skutecznie i znienacka
Starsza kobieta z telefonem
Synowa chciała mnie oszukać. Załatwiłam ją jednym SMS
załamana kobieta z telefonem
Żona znalazła dowód zdrady męża. Przeczytała SMS od kochanki
mężczyzna pod prysznicem
"Przyłapałam męża pod prysznicem. Był sam, ale widok ściął mnie z nóg"
Wybór Redakcji
GorąceTematy.pl
Obserwuj nas na: