Szokujące wyznanie kierowczyni tira! Tyle zarabia "na rękę"
Przez lata zawód kierowcy tira kojarzył się z dobrymi pieniędzmi i zwiedzaniem Europy. Dziś rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. O kulisach pracy w transporcie międzynarodowym opowiada Iwona Blecharczyk, która od 15 lat jeździ po Europie. Jej słowa mogą zaskoczyć wielu Polaków.
Ile naprawdę zarabia kierowca tira?
W powszechnej opinii kierowca ciężarówki to ktoś, kto zarabia kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie i nie musi martwić się o finanse. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana.
– Kierowca w Poznaniu ma lepsze zarobki od kierowcy na Podkarpaciu i to może być dosyć spora różnica – zaznacza Iwona Blecharczyk.
Wysokość wynagrodzenia zależy od regionu, firmy, systemu pracy i rodzaju tras. W przestrzeni publicznej często padają kwoty rzędu 8, 10, a nawet 15 tys. zł „na rękę”. Jeszcze dekadę temu 10 tys. zł robiło ogromne wrażenie. Dziś – jak podkreśla kierowczyni – to już nie jest finansowe eldorado.
– Dziesięć lat temu 10 tys. zł to było coś. Dziś to już nie robi takiego wrażenia – mówi wprost.
Inflacja, rosnące koszty życia i wydatki związane z pracą w trasie sprawiają, że realna siła nabywcza tych pieniędzy jest znacznie mniejsza niż kiedyś. Nominalnie pensja może wyglądać dobrze, ale w praktyce sytuacja nie jest już tak kolorowa.
Koszty, o których nikt nie mówi
To właśnie wydatki ponoszone w trasie najmocniej weryfikują mit o „kokosach” w transporcie. Kierowca zawodowy tygodniami przebywa poza domem i sam musi pokrywać wiele kosztów codziennego funkcjonowania.
– Ludzie słyszą: 10 tys. na rękę. Z jednej strony to nie są takie złe pieniądze. A potem okazuje się, ile z tego zostaje po jedzeniu, prysznicach, toaletach, opłaceniu internetu – podkreśla Blecharczyk.
Jedzenie na stacjach benzynowych i parkingach przy autostradach w Europie potrafi być bardzo drogie. Do tego dochodzą płatne prysznice, toalety czy dostęp do podstawowej infrastruktury sanitarnej.
– Żaden inny pracownik nie płaci za korzystanie z toalety w pracy. A kierowca bardzo często musi płacić. Wszystko zależy, w jakim jest kraju. Euro do euro się zbiera – tłumaczy.
Z pozoru drobne opłaty, liczone codziennie, w skali miesiąca tworzą zauważalną kwotę. Do tego dochodzi internet mobilny, który jest dla kierowców jedynym oknem na świat i sposobem kontaktu z rodziną.
„To średniowiecze” – warunki w Europie
Problemy branży nie kończą się na pieniądzach. Coraz częściej mówi się o fatalnych warunkach socjalnych na parkingach i przy trasach międzynarodowych.
Zdaniem Blecharczyk poziom infrastruktury bywa dramatyczny. – W Polsce i Austrii jest dobrze, natomiast cała reszta Europy to średniowiecze. Toalety, prysznice – dramat. Kierowcy nie chcą już tak żyć – mówi bez ogródek.
Wielu pracowników spędza tygodnie w kabinie ciężarówki, z dala od bliskich. Ograniczony dostęp do czystych sanitariatów, brak bezpiecznych parkingów i długie rozłąki z rodziną skutecznie zniechęcają młodsze pokolenie.
Branża już teraz mierzy się z poważnym problemem demograficznym. – 30 procent obecnych kierowców jest w wieku przedemerytalnym. W ciągu kilku lat odejdą. Młodzi stanowią około 8 procent. Jak ma odejść 30, a dochodzi 8, to matematyka nie wychodzi najlepiej – alarmuje kierowczyni.
To oznacza, że w najbliższych latach transport może stanąć przed poważnym wyzwaniem kadrowym. A bez kierowców trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie gospodarki – to oni dostarczają towary do sklepów, fabryk i magazynów w całej Europie.
Czy wyższe pensje wystarczą, by przyciągnąć nowych chętnych? Zdaniem praktyków potrzebne są nie tylko pieniądze, ale też poprawa warunków pracy i infrastruktury. Inaczej zawód, który przez lata dawał stabilność i względnie dobre zarobki, może przestać być atrakcyjny dla kolejnych pokoleń.