Tak Bożena Dykiel mówiła o swoim odejściu. "Nie chcę podzielić jego losu"
Nagła śmierć Bożeny Dykiel wstrząsnęła fanami i środowiskiem artystycznym. Informacja o odejściu aktorki obiegła media w piątek, 13 lutego, wywołując falę niedowierzania. Jeszcze kilka miesięcy temu w szczerym wywiadzie opowiadała o zmęczeniu, potrzebie odpoczynku i… o tym, jak chciałaby odejść. Jej słowa dziś brzmią wyjątkowo poruszająco.
Szok po nagłej informacji. „Nie mam pojęcia, co się stało”
Wiadomość o śmierci Bożeny Dykiel spadła na wszystkich jak grom z jasnego nieba. Aktorka przez lata była jedną z najbardziej charakterystycznych twarzy polskich filmów i seriali. Ogromną popularność przyniosła jej rola w serialu Na Wspólnej, gdzie stworzyła niezapomnianą kreację Marii Zięby.
Jej ekranowy partner, Mieczysław Hryniewicz, przyznał w rozmowach z mediami, że nie znał przyczyny nagłego odejścia koleżanki z planu. Podkreślił jednak, że aktorka w przeszłości przeszła operację serca, a do tego zawsze brała na siebie ogrom obowiązków.
Dykiel słynęła z profesjonalizmu i bezkompromisowego podejścia do pracy. Na planie dawała z siebie wszystko – czasem aż do granic wytrzymałości. Bliscy i współpracownicy podkreślają, że była osobą niezwykle zaangażowaną, ale też wymagającą – przede wszystkim wobec samej siebie.
Choć od lat mówiła o zmęczeniu intensywnym trybem życia, nikt nie spodziewał się tak dramatycznego finału.
Rodzina ponad wszystko. „Bez dzieci świat jest pusty”
W kwietniu ubiegłego roku Bożena Dykiel udzieliła szczerego wywiadu serwisowi Plejada. Mówiła w nim nie tylko o pracy, ale przede wszystkim o rodzinie. To właśnie ona była dla aktorki fundamentem życia.
— Posiadanie dzieci i dobre wychowanie to jest priorytet. Coś fundamentalnego. Bez dzieci świat jest pusty — podkreślała.
Artystka nie ukrywała, że nie rozumie współczesnych trendów odkładania macierzyństwa czy rezygnowania z niego. Jej zdaniem życie zawsze wiąże się z trudnościami, ale to właśnie odpowiedzialność i troska o bliskich nadają mu sens.
Wielokrotnie powtarzała, że to, co najważniejsze, dzieje się poza kamerą i sceną. Choć widzowie kojarzyli ją z energią, temperamentem i sceniczną siłą, prywatnie była osobą bardzo rodzinną. Ceniła wspólne chwile, wyjazdy z mężem i rozmowy z córkami.
Dla niej sukces zawodowy nigdy nie był ważniejszy niż dom.
„Nie chcę umrzeć na scenie”. Dziś te słowa brzmią inaczej
W tej samej rozmowie aktorka otwarcie mówiła o przemijaniu. Przyznała, że pracuje z ogromnym zaangażowaniem, często do granic wyczerpania.
— Ja pracuję tak, że po dniu zdjęciowym jestem trupem. Niemal do utraty tchu. Zawsze taka byłam — wyznała.
Opowiadała o reżyserach wymagających wielu dubli i o tym, jak bardzo potrafi ją to wyczerpać. Przyznała też, że coraz częściej potrzebuje odpoczynku. Wspominała, że wraz z mężem dużo wyjeżdżają, bo musi „naładować baterie”.
Jednak najbardziej poruszające były jej słowa o śmierci.
— Ja nie chcę podzielić losu Tadeusza Łomnickiego i umrzeć na scenie. Chcę umrzeć w swoim łóżku, a jednocześnie mieć poczucie dobrze wykonanej pracy — mówiła.
Przypomnijmy, że Tadeusz Łomnicki zmarł w 1992 roku podczas próby teatralnej. Dla wielu aktorów to symbol artysty oddanego scenie do ostatnich chwil. Dykiel jasno zaznaczyła, że choć kocha swój zawód, pragnie odejść spokojnie — w domu, wśród bliskich.
Dziś jej słowa nabierają szczególnego znaczenia. Pozostaje po niej ogromny dorobek artystyczny, dziesiątki ról i wdzięczność widzów, którzy przez lata śmiali się i wzruszali dzięki jej talentowi.
Jedno jest pewne — Bożena Dykiel była artystką z krwi i kości. I choć scena była jej życiem, to serce zawsze należało do rodziny.