Tłumy na ulicy w Warszawie. Ludzie są oburzeni. "Podrzucono nam kukułcze jajo". Wiemy, co się dzieje
Miała być terapia i pomoc uzależnionym, a są strach, policyjne interwencje i oskarżenia o handel metadonem pod blokami. Kilka dni temu przy ul. Czerskiej 18 na warszawskim Mokotowie ruszyła klinika metadonowa Volta-Med. Placówka przeniosła się tu z Pragi-Północ, gdzie przez lata budziła ogromne kontrowersje. Teraz mieszkańcy osiedla Sielce mówią wprost: „Podrzucono nam kukułcze jajo” i zapowiadają walkę o zamknięcie ośrodka.
Ucieczka z Pragi na Mokotów. „Problemy przyszły za kliniką”
Przed warszawską kliniką Volta-Med odbył się protest mieszkańców. Nie zgadzają się na obecność budynku w ich sąsiedztwie.
Klinika Volta-Med przez osiem lat działała przy ul. Kijowskiej na warszawskiej Pradze-Północ. Jej obecność od dawna budziła sprzeciw mieszkańców tej części miasta. Skarżyli się na osoby zażywające narkotyki w pobliżu przychodni, handel substancjami oraz rosnące poczucie zagrożenia.
Sprawą zajęło się nawet Ministerstwo Zdrowia. Z kontroli zleconej przez resort wynikało, że w placówce stwierdzono szereg nieprawidłowości — m.in. brak rzetelnej dokumentacji, nieuprawnione wydawanie metadonu czy realizowanie programu na skalę przekraczającą możliwości ośrodka. Ostatecznie, pod presją lokalnej społeczności, zarządca lokalu wypowiedział klinice umowę najmu.
Pod koniec ubiegłego roku Volta-Med wyprowadziła się z Pragi-Północ. Na początku lutego 2026 r. wznowiła działalność w nowym miejscu — przy ul. Czerskiej 18 na Mokotowie, w rejonie Sielc, tuż obok apteki i sklepu spożywczego, w pobliżu szkoły i przedszkola.
— Poczytaliśmy, co działo się na Kijowskiej, i padł na nas blady strach — mówi pani Aleksandra, mieszkanka osiedla. — Nikt nas wcześniej nie poinformował, że taka placówka powstanie w naszym sąsiedztwie.
Bójka, gaz pieprzowy i brak ochrony. Mieszkańcy: „Boimy się o dzieci”
Emocje podgrzało zdarzenie z pierwszych dni funkcjonowania ośrodka. Doszło wtedy do policyjnej interwencji.
Pan Karol, jeden z mieszkańców, opowiada o szarpaninie, do której miało dojść podczas próby nielegalnej sprzedaży metadonu.
— Usłyszałem krzyki: „policja, złodziej!”. Zadzwoniłem po patrol. Jeden z mężczyzn był zakrwawiony. Dowiedziałem się, że chodziło o sprzedaż metadonu. Kupujący chciał podejść do bankomatu z buteleczką, a sprzedający użył gazu łzawiącego, żeby go zatrzymać — relacjonuje.
Policja potwierdziła, że w tym czasie interweniowała w rejonie Czerskiej.
Mieszkańcy podkreślają, że incydent to tylko wierzchołek góry lodowej. Zwracają uwagę na brak stałej ochrony w pierwszych dniach działania placówki oraz na osoby, które mają przesiadywać w okolicy osiedla.
— To nie jest problem jednego budynku, ale całej okolicy. Ludzie przechodzą pod szlabanem, kręcą się po osiedlu. Boimy się o dzieci, o starszych mieszkańców — mówi Aleksandra Sęp, członkini jednej ze wspólnot.
W odpowiedzi na sytuację mieszkańcy zorganizowali spotkanie z przedstawicielami kliniki. Do rozmów doszło we wtorek 24 lutego. Emocji nie brakowało.
Klinika odpowiada na zarzuty. „To nagonka”
Kierownictwo Volta-Med odpiera oskarżenia. Jak informuje placówka, obecnie pod jej opieką znajduje się około 450 pacjentów. Terapia metadonowa polega na podawaniu kontrolowanych dawek metadonu — substancji zmniejszającej głód heroinowy — i jest rekomendowana m.in. przez Komisję Europejską oraz Światową Organizację Zdrowia jako skuteczna forma leczenia uzależnienia od opioidów.
Małgorzata Życzkowska, szefowa zespołu terapeutycznego, zapewnia, że ośrodek dba o bezpieczeństwo.
— Zatrudniliśmy pracownika ochrony, który patroluje teren wokół budynku. Większość naszych pacjentów niczym nie różni się od innych mieszkańców. Często są nierozpoznawalni — mówi.
Jej zdaniem klinika stała się ofiarą nagonki, a nie wszystkie incydenty w okolicy można łączyć z jej działalnością.
— Mam poczucie, że cokolwiek się wydarzy, spada to na naszych pacjentów. Trudno mi przyjąć argument, że odpowiadamy za każdą osobę przebywającą w pobliżu — podkreśla.
Mieszkańcy jednak nie zamierzają odpuszczać. Wystosowali apel do Narodowego Funduszu Zdrowia, który wyraził zgodę na przeniesienie placówki na Mokotów.
— Rozumiemy, że takie ośrodki są potrzebne. Ale nie powinny działać w centrum miasta, wśród bloków i szkół. Kupowaliśmy tu mieszkania dla bezpieczeństwa naszych rodzin. Tymczasem ktoś podrzucił nam „gorący kartofel” — mówi Marek Szubiński, przedstawiciel zarządcy wspólnot.
Spór o klinikę przy Czerskiej dopiero się rozkręca. Jedno jest pewne: emocje na Mokotowie sięgają zenitu, a przyszłość placówki stoi pod znakiem zapytania.