To była ciemna strona Edwarda Lubaszenki. Nikt nie wiedział o tym przez lata
Edward Linde‑Lubaszenko nie żyje. Legendarny aktor, znany z niezapomnianych ról filmowych i teatralnych, odszedł w wieku 86 lat. Choć jego kariera była pełna sukcesów, życie prywatne artysty kryło tajemnice i romanse, o których mówił dopiero w późniejszych latach.
- Zmarł Edward Lubaszenko
- Kariera Edwarda Linde‑Lubaszenki
- Ciemna strona życia Lubaszenki
Zmarł Edward Lubaszenko
Edward Linde‑Lubaszenko, urodzony 23 sierpnia 1939 roku w Białymstoku, był cenionym polskim aktorem, którego kariera trwała ponad pół wieku. Zaczynał w latach 60. XX wieku, najpierw na deskach Teatru Polskiego we Wrocławiu, a później w wielu innych teatrach oraz produkcjach filmowych i telewizyjnych.
Aktorską drogę rozpoczął po tym, jak porzucił studia medyczne i zdał eksternistyczny egzamin aktorski. W 1977 r. ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie, która dała mu solidne fundamenty do kariery teatralnej.
Na ekranie widzowie kojarzyli go z wielu pamiętnych ról. Występował m.in. w filmach takich jak „Psy”, „Kroll”, „Poranek kojota”, „Sztos” czy „Operacja Samum”. Był także obecny w telewizji, pojawiając się w serialach i produkcjach telewizyjnych, co czyniło go twarzą polskiej kultury popularnej przez wiele lat.
Jego odejście to ogromna strata dla środowiska artystycznego. Przez lata był postrzegany jako postać barwna i charyzmatyczna – zarówno na scenie, jak i poza nią. Ostatni rok swojego życia spędził, żegnając się powoli z aktywną działalnością aktorską po spektakularnym pożegnaniu na deskach Teatru Narodowego w Warszawie.
Przeczytaj także: Na to chorował Edward Linde-Lubaszenko. Przeszedł koszmar
Kariera Edwarda Linde‑Lubaszenki
Edward Linde‑Lubaszenko był jednym z tych artystów, których nazwisko od razu kojarzyło się z polskim teatrem i filmem. Jego droga na scenę nie była jednak oczywista — zanim trafił do aktorstwa, studiował medycynę, co pokazuje, że sztuka nie była jego pierwszym wyborem.

Jego teatralna przygoda rozpoczęła się na początku lat 60. w Teatrze Polskim we Wrocławiu, a z czasem rozwinęła się w wiele innych prestiżowych miejsc. W 1977 r. ukończył Studium Aktorskie w Krakowie, co dało mu formalne przygotowanie do roli aktora zawodowego. Przez kolejne dekady współpracował z czołowymi polskimi teatrami, budując swój portret artystyczny i zdobywając uznanie widzów oraz krytyków.
Kariera filmowa i telewizyjna Linde‑Lubaszenki była równie imponująca. Pojawiał się w wielu znanych produkcjach, które stały się elementem polskiej popkultury. Był obsadzany zarówno w poważnych, dramatycznych rolach, jak i w produkcjach komediowych. Znane tytuły z jego udziałem to m.in. „Psy”, „Kroll”, „Poranek kojota”, „Sztos” czy „Operacja Samum”.Nie tylko kino i telewizja stanowiły o jego rozpoznawalności. Równie ważna była obecność w teatrze — artyście często przypisywano zdolność do kreowania silnych postaci, które zapadały w pamięć widzom. Jego barwna osobowość i charakterystyczna charyzma sprawiły, że był jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów swojego pokolenia.
Ciemna strona życia Lubaszenki
Życie uczuciowe Edwarda Linde‑Lubaszenki było niemal tak samo barwne jak jego kariera. Sam aktor w mediach i wywiadach mówił wprost, że przeszedł przez cztery małżeństwa i... około 1500 romansów, co stało się jednym z najbardziej pamiętnych fragmentów jego publicznego wizerunku.
Przeżyłem cztery małżeństwa i 1500 romansów, więc wiem coś o życiu (…) Nie ma szczęśliwych rodzin. Żeniłem się cztery razy, bo nie umiałem kobietom powiedzieć "nie", jak mi proponowały małżeństwo - mówił przed laty Edward Lubaszenko.
Jego pierwszą żoną była aktorka Asja Łamtiugina, z którą doczekał się syna, Olafa — również znanego aktora i reżysera. Jak wspominał, ich związek zrodził się m.in. z fascynacji poezją, którą oboje dzielili.
Zbliżyło nas do siebie zainteresowanie poezją. Ona była wtedy młodą poetką, która dopiero marzyła o zostaniu aktorką, a ja byłem studentem medycyny, ale też występowałem w studenckim teatrze Kalambur, na scenie poezji, co nie było bez znaczenia. Ja jej recytowałem Majakowskiego, a ona mi Jesienina i Achmatową - opowiadał.
Kolejne małżeństwa były mniej znane opinii publicznej — Linde‑Lubaszenko chronił prywatność swoich partnerek, ale wiadomo, że każda z tych relacji zakończyła się rozwodem. O jednym z poprzednich związków mówił jednak z dystansem: „Mam jeszcze taką teorię, że przy mnie kobiety po prostu tracą swój blask i muszą szukać sobie mężczyzn, przy których będą wyglądać efektownie”.
Moja żona zakochała się w pewnym reżyserze filmowym i do niego odeszła z synem. No, to jednak ja się wyprowadziłem do teatralnego mieszkania i zostawiłem jej wszystko. Mam taką zasadę postępowania z kobietami, że kiedy mnie nie chcą, to odchodzę. Nie to nie, bez łaski - wyznał.
Sam aktor nie ukrywał, że nigdy nie był mistrzem wierności i często ulegał urokowi nowych znajomości. W wywiadach żartował, że nie umiał kobietom powiedzieć „nie” i to była jedna z przyczyn, dla których jego małżeństwa nie przetrwały.
Trzecia była najbardziej w porządku. Myśmy się rozstali z powodu niezgodności serologicznej. Ona bardzo chciała mieć dziecko, ale to było niemożliwe. Po kolejnym poronieniu zaproponowałem, żeby znalazła sobie kogoś innego, kto będzie miał odpowiednią grupę krwi. Zresztą tak zrobiła i nasze córki chodziły do tej samej szkoły muzycznej (…) Nigdy nie ukrywałem, że jestem amatorem kobiet. Lubię hulać, jestem prawdziwym hulaką. Nie ominę żadnej okazji, żeby się zabawić - mówił Edward Linde-Lubaszenko w rozmowie z Gazetą Krakowską.
Te opowieści o życiu miłosnym — pełne intensywnych doświadczeń i żartobliwych refleksji — pokazywały jego otwartość i dystans do siebie. Przyciągały uwagę mediów i fanów, ale równocześnie odsłaniały jedną z najbardziej ludzkich stron jego osobowości.